2020-06-30

Aleksandra Zienkiewicz dla POLSAT.PL o romansie Kingi

0

Gwiazda serialu „Pierwsza miłość” opowiedziała o budzącym wiele emocji wątku. Romans z Jankiem Stańczukiem był szeroko komentowany przez fanów produkcji, których część nie mogła zrozumieć decyzji Kingi. Aleksandra Zienkiewicz oceniła, z czego jej zdaniem wynika zachowanie granej przez nią postaci oraz zdradziła, jaką miałaby radę dla swojej bohaterki.

- Perypetie prywatne granej przez panią Kingi Kulczyckiej budzą duże emocje. Zwłaszcza że bardzo się skomplikowały – romans z Jankiem, powrót do męża, zmiana decyzji... Zdarzają się Pani komentarze, na przykład na ulicy?
- Na ulicy raczej nie. Ludzie rzadko mnie poznają, bo noszę się bardzo różnie od Kingi. Takie komentarze są głównie w internecie, ale nie są bardzo uporczywe.

- Czytuje je pani? Bawią, drażnią, są pani obojętne?
- Czytuję, te na moich kontach. Spodziewałam się tego, że większość będzie negatywna. Kinga i Artur byli parą właściwie od początku serialu, z przerwami, ale jednak. Dla stałych widzów serialu, to prawdopodobnie coś w stylu rozpadu wieloletniego związku w rodzinie - trudne do zaakceptowania. Komentarze nie drażnią mnie, dopóki dotyczą Kingi. Zdarza się jednak, że są wycelowane we mnie prywatnie i to czasami irytuje, ale tylko przez chwilę.

- A jaki stosunek mają do nich pani serialowi partnerzy – Maciej Mikołajczyk i Łukasz Płoszajski?
- Łukasz ma do tego ogromny dystans. Żartuje, czasami pytając, czy dobrze się bawię na tych wakacjach od męża. Artur przecież sporo narozrabiał i takie wakacje miał znacznie częściej. Jeśli chodzi o Maćka, to bardzo dobrze nam się razem pracuje. Również w trójkę, z Łukaszem.

- Fani głównie piszą „Co ty w nim widzisz? Lepiej, żeby była z Arturem”. „Janek zupełnie nie pasuje do ciebie. Kompletnie się różnicie”. Tylko nieliczne brzmią tak: „Czekamy na wasze dziecko! To byłby hit!”.
- Podstawowa różnica jest moim zdaniem nie między Kingą a Jankiem, ale między Jankiem i Arturem. Widzowie przywykli do Kingi w obcasach, która ma męża w garniturze. Janek natomiast jest dopasowany do tej drugiej natury Kingi. Tej, która potrzebuje wyzwania, adrenaliny i robiła na przykład kursy survivalowe. Cały ten romans zaczął się przecież od wywiadu na temat uwięzienia Kingi w jaskini.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Zienkiewicz (@aleksandra_zienkiewicz)

- O czym świadczy taki odbiór? Tak głębokie utożsamianie aktorów z postaciami?
- Tutaj chyba wrócę do odpowiedzi na drugie pytanie. Przez tyle lat widzowie oglądali Kingę i Artura, że nawet często pytali, czy prywatnie jesteśmy razem, albo sugerowali, że powinniśmy być. Gdyby Artur od początku był z Marysią, a Kinga powiedzmy z Bartkiem, pewnie też nie wyobrażano by sobie innej możliwości.

- Może chodzi też o to, że serial jest na antenie od prawie szesnastu lat. Dziś rzadko kiedy ludzie tak długo pracują w rozmaitych firmach. A jak podchodzą do tego aktorzy?
- Szesnaście lat... kompletnie tego nie czuję, naprawdę... Podejścia są pewnie różne. Ja kocham swoją pracę i ludzi, z którymi pracuję. Te lata faktycznie połączyły nas trochę jak rodzinę. Przezywaliśmy razem egzaminy szkolne, zawody miłosne, zawieranie nowych związków, narodziny dzieci i wiele innych ważnych chwil w życiu. Ta praca daje też inne możliwości integracyjne niż zawody, które nie wymagają tak częstych i specyficznych interakcji z ludźmi. I nie mówię tutaj tylko o obsadzie. Mam kilka bardzo bliskich osób wśród ekipy.

- Reakcje widzów mogą być wskazówkami dla scenarzystów, jak prowadzić fabułę. A dla aktorów?
- Najczęściej w sytuacjach, kiedy postać ma wątek spotykający się z burzliwymi komentarzami, aktorzy dbają o tak zwane bronienie postaci. Każdy czasem popełnia błędy albo podejmuje decyzje nie dla wszystkich słuszne. Ważne, żeby widz rozumiał, dlaczego postać to robi. Biorąc za przykład Kingę, nie można zapominać, że to nie jest kobieta, która poderwała obcego faceta w kawiarni i wymyśliła sobie, że rzuci wszystko, żeby się z nim dobrze pobawić. Kinga była wielokrotnie zdradzana i delikatnie mówiąc „średnio" szczęśliwa, a przed uczuciem do Janka jednak się broniła. Decyzja, którą podjęła była bardzo trudna. Kinga wciąż zastanawia się, czy dobrze zrobiła.

- Wróciliście już na plan. Czy sytuacja w trójkącie: Kinga, Janek i Artur zacznie się jeszcze bardziej komplikować?
- Nie mogę zdradzić, co się wydarzy, ale faktycznie będzie się trochę działo.

- Jakiej rady udzieliłaby pani, będąc koleżanką Kingi - co dalej zrobić z tą damsko-męską sytuacją?
- Zastanawiałam się nad tym. To jest sytuacja, w której zawsze ktoś będzie cierpiał. Nie da się z niej wyjść obronną ręką. Na pewno powiedziałabym, żeby z niczym się nie spieszyła i uważnie obserwowała i dzieci, i siebie.

- Ile jest prawdziwego charakteru Aleksandry Zienkiewicz w charakterze Kingi?
- To pytanie powtarza się bardzo często, a ja za każdym razem mam trudność, żeby na nie odpowiedzieć. Wielu rzeczy, które robi Kinga, ja bym nie zrobiła. Na tym w pewnym sensie polega przyjemność grania takiej postaci. Mnie brakuje zawziętości Kingi, a Kindze... może trochę mojego poczucia humoru.

- Ile prawdziwych przeżyć?
- W doświadczeniach łączy nas na pewno macierzyństwo, ale i w nim się różnimy. Poza macierzyństwem? Kinga zrobiła kurs trenera, ja też. Ona prowadziła kursy survivalowe, a ja biorę udział w biegach o podobnym charakterze. Nasze mamy mają tak samo na imię, obie mamy wujka Janka i siostrę Majkę. Co prawda moja ma na imię Maja i nie mówię do niej Majka, jak Kinga do Marysi, ale pamiętam, że bardzo mnie to kiedyś rozbawiło.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksandra Zienkiewicz (@aleksandra_zienkiewicz)

- Po dwóch miesiącach w izolacji można stęsknić się za planem. Jak w nowych warunkach, wygląda praca na planie? Co się zmieniło w pracy aktorów?
- Można się stęsknić? Ja tęskniłam koszmarnie! Na pierwszy dzień zdjęciowy czekałam jak dziecko na urodzinowy tort i... ostatecznie było bardzo dziwnie. Maseczki, dezynfekcja, pomiar temperatury, nakaz zachowywania odległości, rozdzielone stoliki przy posiłkach, ograniczenie kontaktu w scenie... Niby to samo miejsce, Ci sami ludzie, a wszystko było inne.

- Jak obostrzenia wpływają na komfort pracy?
- Ograniczają. Znacznie. Nie ma już takiej swobody improwizacji w scenie, nie tylko w kontakcie z aktorem. Zmiany są odczuwalne, ale trzeba do nich przywyknąć. Trudno na przykład grać kwitnącą miłość, kiedy bliskość ograniczamy do minimum. Nie możemy chwycić byle jakiego rekwizytu, bo mamy określony zestaw przedmiotów zdezynfekowanych do konkretnej sceny. Nie możemy też robić psikusów charakteryzatorce i domalowywać sobie, np. wąsów - co mi się czasami zdarzało - bo w tej chwili mamy przypisane konkretne kosmetyki... No i mnie się, niestety, kredka do oczu akurat nie trafiła (śmiech).

Rozmawiała Anna Janicka

Kolejne odcinki serialu Pierwsza miłość wkrótce w Telewizji POLSAT.

Zobacz także:
„Pierwsza miłość”: Najbardziej kontrowersyjne wątki - część 1
„Pierwsza miłość”: Najbardziej kontrowersyjne wątki - część 2

Komentarze
© Polsat 2020