2020-07-06

Aleksander Mackiewicz: NBA, zagraniczna rola, choroba i...

0

Aktor popularnego serialu „Gliniarze” w osobistej rozmowie z POLSAT.PL. Jako tajemniczy Adam Bogusz często nie przebiera w środkach, natomiast prywatnie Aleksander Mackiewicz to niezwykle rodzinny człowiek, otwarty na świat i ludzi. W specjalnym wywiadzie opowiedział o tym, jak przezwyciężył ciężką chorobę, o nietypowej historii epizodu w hitowej zagranicznej produkcji oraz o miłości do koszykówki i kultury hip-hopu.

- Adam Bogusz, w którego wcielasz się w „Gliniarzach” to postać wielowarstwowa. Ojciec dla swoich podopiecznych z klubu judo, zdecydowany i szybko działający policjant, wspierający przyjaciel dla Agnieszki i to wszystko pomimo jego prywatnych zawirowań. Cieszysz się z tego, że wokół twojej postaci tyle się dzieje?
- Scenarzyści potrafią być czasem bezwzględni (śmiech) i narzucają mi wiele wątków bardzo różnych od siebie, ale cieszę się z tego, ponieważ od strony aktorskiej jest to duże wyzwanie. Dzięki temu postać Adama nie jest mdła i miałka. Być może na co dzień nie jestem takim aspirantem Boguszem, ale staram się być w wielu kwestiach taki, jak on na przykład we współpracy z dziećmi. Prywatnie prowadzę grupę teatralną i zajęcia sportowe dla młodych, co sprawia mi wiele radości. Jednak obawiam się, co jeszcze wymyślą scenarzyści (śmiech). Mogę za to powiedzieć, że Adam na razie nie pokazał wszystkiego, dlatego warto go obserwować.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleks Mackiewicz (@aleks.mackiewicz)

- W życiu innych bohaterów „Gliniarzy” prywatnie dużo się dzieje – czasem dobrze, a czasem wręcz przeciwnie. Jak będzie wyglądać przyszłość Adama?
- On jest zadaniowcem i twardzielem. Myślę, że twórcom bardziej zależy, aby pokazać go jako takiego policjanta z krwi i kości, który może wykazać się w sferze zawodowej w trakcie śledztw.

- A jesteś taki prywatnie?
- Czasem trzeba być twardzielem, ale chyba taki nie jestem. Na pewno nie cechuje mnie gburowatość, którą można było zobaczyć u Adama na samym początku, ale to dlatego, że potrzebował czasu, aby otworzyć się na ludzi. To facet, który jest w porządku, ale do którego ciężko się dostać. Natomiast ja na co dzień jestem bardziej otwarty na innych i od początku ze wszystkimi mam tak zwaną „czystą kartę”. Dopiero w trakcie relacji, kiedy coś trudnego się zadzieje, to potrafię trzymać kogoś na dystans.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleks Mackiewicz (@aleks.mackiewicz)

- Czy ta otwartość i ciekawość przekłada się także na twoje zainteresowania? Wiem, że interesujesz się rapem.
- Tak. Mój pesel wskazuje na to, że rapem interesuję się mniej więcej od momentu, kiedy zacząłem fascynować się koszykówką i NBA. To był rok 1991. Jestem z pokolenia wielbiącego Micheala Jordana i Chicago Bulls. Tak samo mam z kulturą hip-hopu. Pochodzę ze Szczecina, w którym zaczęło się to wszystko rozkręcać w tamtym roku. Najpierw pojawiło się graffiti. Zacząłem stawiać pierwsze kroki w tej sztuce, ale po chwili stwierdziłem, że lepiej to zostawić lepszym. Potem próbowałem rapować ze znajomymi, którzy dzisiaj świetnie radzą sobie w tej dziedzinie. Zakładaliśmy razem różne zespoły i grupy, dlatego ta kultura jest mi po prostu bardzo bliska.

- Rozumiem, że dlatego właśnie włączyłeś się w akcję #hot16challenge2?
- Zgadza się. Nominowali mnie koledzy z zespołu „Specnaz” Major i Sawa, dzięki którym mogłem przekazać kolejne nominacje np. do Krzysztofa Krawczyka czy Krzysztofa Ibisza. To jest świetna zabawa, a rap cały czas mi towarzyszy. Także w trakcie podróży samochodem, kiedy układam wersy dla siebie samego.

- Wróćmy jeszcze do NBA. Dokument o Michaelu Jordanie pewnie znasz doskonale, a czy samemu też grałeś w kosza?
- Przyznaję, że czekałem z niecierpliwością na kolejne odcinki tego dokumentu i wkurzyłem się, kiedy zorientowałem się, że są one emitowane co tydzień. Jakby od razu całość została pokazana, to pewnie wszystko obejrzałbym w jedną noc (śmiech). Teraz znowu wracam do tego dokumentu, bo chciałbym jeszcze dokładniej zwrócić uwagę m.in. na postać Dennisa Rodmana, którego po prostu uwielbiałem. Prywatnie jestem średniego wzrostu. Mam sto siedemdziesiąt osiem centymetrów, więc to nie jest dużo jak na koszykarza. Ale kiedy byłem młodszy, bardzo chciałem uprawiać ten sport. Ciężko mi było się przebić. Grałem w Szczecińskiej Lidze Amatorskiej, ale żeby nadrobić wzrost, musiałem wysoko skakać i dużo trenować. Pamiętam, że moi koledzy z drużyny często grali po jednej stronie boiska, a po drugiej trener kazał mi ćwiczyć skok, abym był w stanie dotknąć najpierw tablicy, potem siatki, a na koniec obręczy. Po pewnym czasie zaczęło mi się to udawać i skupiałem się na tym, aby być królem zbiórek, jak Dennis Rodman (śmiech). Koszykówka to wciąż moja wielka pasja. Gram nawet ze swoją córką.

 

- Ale dajesz jej wygrywać?
- Niby daję jej wygrywać, ale ona jest tak sprytna, że sama potrafi mnie zakręcić (śmiech). Pamiętam, jaką satysfakcję dawało mi, kiedy mogłem wygrać ze swoim tatą w cokolwiek. Cieszyłem się, kiedy mogłem mu w jakiś sposób zaimponować i chcę, żeby moja córka czuła się tak samo.

- Zostając przy aktorskim świecie i dobrych produkcjach widziałem, że miałeś związek z serialem „Peaky Blinders”.
- Nie ukrywam, że będziemy mogli zobaczyć się w tej produkcji. Oczywiście epizodycznie. Dostałem zaproszenie na przesłuchanie po wcześniejszym wysłaniu self-tape’u, dlatego że od 2007 do 2012 roku mieszkałem w Irlandii w Dublinie. Pracowałem w gastronomii i prowadziłem restaurację. Oprócz tego chodziłem na staż do teatru, gdzie poznałem na przykład takich wspaniałych aktorów ze światowej czołówki, jak Colin Farrell i Liam Neeson. Tam też spotkałem człowieka zaangażowanego w różne produkcje związane z BBC, który często przychodził do mojej knajpy. Zawiązała się tam klika artystów. Zakumplowałem się z nimi. Występowałem także u Katherine Lynch w sitcomie i cały czas udzielałem się w teatrze. Któregoś dnia dostałem informację, że szukają kogoś ze wschodniej części Europy, kto mógłby wcielić się w postać Cygana w „Peaky Blinders”. Oczywiście od razu wysłałem swoją próbkę aktorską i zapomniałem o tym.

Po jakichś czterech miesiącach dostałem informację zwrotną, że są mną zainteresowani, ale dziwili się, dlaczego aktor z Polski chce przyjechać i zagrać w „Peaky Blinders”. Wytłumaczyłem im, że tworzą jeden z najlepszych seriali w historii i chcę przeżyć tę wspaniałą przygodę wraz z nimi. Producenci musieli się jednak upewnić, co do jednej rzeczy. Mieli polskich aktorów na wyspach, ale to ja zostałem im polecony i chcieli sprawdzić, czy dodatkowo przypadkiem nie jestem jakimś psychofanem (śmiech). Sytuacja wyglądała tak, że nie do końca mi się opłacało tam zagrać. Byłem statystą z tekstem i miałem do powiedzenia dwie kwestie, czyli trzy zdania. Natomiast cały przelot i pobyt musiałem opłacić samemu. Wyszło tak, że to, co zarobiłem, wydałem na podróż i nocleg w Birmingham. Nie chciałem na tym zarobić. Zależało mi na czymś innym. Dla mnie zobaczyć taki plan z prawdziwego zdarzenia to coś niesamowitego. Uczyłem się i z przyjemnością podpatrywałem, jak są zorganizowani, jakiego sprzętu używają i jak opiekują się artystami. Byłem zwykłym statystą, a zostałem bardzo profesjonalnie potraktowany. Uścisnąłem również dłoń Stevena Knighta. To była wielka lekcja, której nie zapomnę.

- W twoich słowach można wyczuć olbrzymią pasję.
- Dziękuję. Pracuję też przy produkcji filmowej z drugiej strony kamery. Współpracuję z Global Studio. Razem z reżyserem Michałem Węgrzynem zrobiliśmy film „Proceder”. Uczyłem rapować Piotra Witkowskiego, którego widzowie Polsatu mogą go kojarzyć z serialu „Ślad”. Później zrobiliśmy „Krime Story. Love Story”. Premiera jesienią w kinach. Za to aktualnie jesteśmy w trakcie produkowania kolejnego obrazu o Edwardzie Gierku. Będzie to mega produkcja pełna największych gwiazd. Bardzo dużo działamy.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleks Mackiewicz (@aleks.mackiewicz)

- Czyli jesteś na takim etapie kariery, w którym wszystko „idzie do przodu”?
- Tak, oby tylko zdrowie było i starczyło sił na wszystko. No i oczywiście, abym miał czas na rodzinę.

- A skoro wspomniałeś o zdrowiu... Chorowałeś na nowotwór, ale udało ci się go pokonać.
- Tak, ale nie mam co gadać, „popisywać się” tym i szukać jakiegoś współczucia dla siebie. Na terapii w Centrum Onkologii, gdzie ludzie byli naprawdę umierający i nadawali się na hospicjum, poznałem wiele osób, które zupełnie inaczej do tego podchodzą. Są uśmiechnięci, pełni życia, nieprzejmujący się, nieużalający się nad sobą. Przyznaję, że przez pierwsze dwa tygodnie - kiedy dowiedziałem się o swoim nowotworze ślinianki - byłem załamany. Okazało się także, że szansa na to, żeby ten rak był złośliwy, wynosiła dokładnie cztery procent i akurat znalazłem się w tej grupie. Stąd wcześniej musiałem być naświetlany. Jednak od operacji minęły cztery lata i wierzę, że będzie dobrze. Kontroluję sytuację i jestem na ten moment zdrowy. Na pewne rzeczy nie mam wpływu, ale ostatecznie udało się zwalczyć dziada (śmiech).

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleks Mackiewicz (@aleks.mackiewicz)

- Jakie są twoje cele na przyszłość?
- Fajnie byłoby zagrać pierwszoplanową rolę w jakiejś mega produkcji, ale chyba bardziej mi zależy na tym, żeby to była złożona postać, w której mógłbym się wykazać. Dzięki temu otrzymać aprobatę reżysera i tym bardziej od widzów. Jest wiele ról drugoplanowych, świetnie prowadzonych, które czasem są bardziej zapamiętywane. Przede wszystkim chciałbym się rozwijać i spotykać na swojej drodze ludzi, którzy mi w tym pomogą. Jednak zawsze najważniejsza będzie i jest dla mnie rodzina. Moja ukochana i nasze dzieci: Bruno oraz Alexandra.

Rozmawiał Jakub Jusiński

Zobacz także:
Kto jest kim w serialu „Gliniarze”? Poznaj bohaterów
Ewelina Ruckgaber dla POLSAT.PL o serialu „Gliniarze”
Tomasz Skrzypniak: „Gliniarze” mocno zaskoczą widzów

Komentarze
© Polsat 2020