Smak dawnej przygody
Motocyklową relację Marcelina Zawadzka otwiera efektownym kadrem - podjeżdża, zatrzymuje się i uśmiecha do kamery, ale też do siebie. „13 lat z motocyklowym prawem jazdy, a nigdy wcześniej żadna jazda nie smakowała jak ta” - pisze, wyjaśniając dlaczego. „Po 2 latach macierzyńskiej przerwy - czas było wrócić!”.
Trema mamuśki
Ten powrót ma dla Marcelina Zawadzkiej inną wagę. Jedzie jako mama, ze świadomością bagażu odpowiedzialności i miłości, który czeka w domu. Ale była też obawa. „Lekki stres, czy po tych mamuśkowych zmianach wciąż będę czuła frajdę z jazdy? Przekręciłam kluczyk… i już odpaliłam! Tak, dalej to uwielbiam. Uff. Pierwszy zakręt pokazał, że nic nie zardzewiało, tylko ja dojrzałam” - relacjonuje.
Wyświetl ten post na Instagramie
Łzy w trasie. Chwila zrozumienia
Kulminacja wzruszenia przychodzi wraz ze zbliżaniem się do celu. „Gdy zjechałam z trasy szybkiego ruchu na małe dróżki prowadzące do mojego rodzinnego miasta, nie musiałam się spieszyć ani mocniej trzymać moto i wtedy… coś puściło i spłakałam się niesamowicie. Ogromne wzruszenie, że choć miałam chwilową przerwę od swojej pasji, to w tym czasie stworzyłam rodzinę. Mam człowieka, którego będę kochać nad życie przez całe życie. Jakby dopiero to do mnie dotarło, prawie po roku z Leo. Wszystko, co wydarzyło się w moim życiu, przelatywało mi przed oczami” - wyjaśnia.
Nowa równowaga
Ta krótka trasa porządkuje jej życiowe priorytety. „Jazda sprawiła, że uświadomiłam sobie, jak bardzo oddałam się macierzyństwu. Mogłam odłożyć na dalszy plan przyjaciół, relacje z ludźmi oraz pracę. Ten przejazd stał się trochę moim powrotem do siebie i momentem zorientowania się, gdzie teraz jestem i co jest dla mnie ważne. Czuję, że mogę być mamą i jednocześnie mieć swój własny świat” - podkreśla w relacji. „Ta droga była czymś więcej niż przejazdem. Była moją małą rewolucją. Każdy kilometr przypominał mi, że pasja może czekać uśpiona nawet latami, a potem wybuchnąć pełnią życia” - cieszy się Marcelina Zawadzka.