2021-02-02

Jerzy Mielewski: Sportowe emocje, które pamiętam do dziś

0

Komentator „Ninja Warrior Polska” dla POLSAT.PL o szczególnych momentach show. Jerzy Mielewski został po raz trzeci nominowany do nagrody Telekamery, a przyczyniło się do tego także opisywanie zmagań uczestników z najtrudniejszym torem na świecie. Które chwile zapadły mu najbardziej w pamięci? Komentator sportowy Polsatu zdradził także, jak wyglądała jego próba pokonania trasy.

Oglądaj Ninja Warrior Polska online na IPLA.TV.

- W tym trudnym 2020 roku „Ninja Warrior Polska” był dla pana chyba taką miłą odskocznią, bo choć są to sportowe emocje, to jednak w nieco innym wydaniu niż pana codzienna praca?
- Trochę w innym, choć już po pierwszej edycji wspólnie z Łukaszem „Jurasem” Jurkowskim przeżywaliśmy to absolutnie jak sportowe wydarzenie. To są te same emocje, ta sama dramaturgia i to też jest rywalizacja sportowa.

- Czy łatwiej się panu komentuje się panu dyscypliny, z którymi jest pan od lat zaznajomiony czy zmagania na torze „Ninja Warrior Polska”?
- Oczywiście do programu trzeba było się stosownie przygotować, poznać techniki pokonywania tych przeszkód. Trzeba było porozmawiać też z zawodnikami, z uczestnikami, którzy od lat trenują biegi przeszkodowe czy biegi OCR. Musieliśmy wejść trochę w środowisko, żeby poznać ich specyfikę. Uczestniczyłem w wielu wydarzeniach sportowych, także z wielkimi sukcesami naszych reprezentantów, którzy zdobywali podczas nich najważniejsze tytuły i medale i odczuwałem bardzo podobne emocje. Choć w „Ninja Warrior Polska” jest jedna różnica. Dopingujemy każdego zawodnika, żeby zaszedł jak najdalej, w końcu dotarł do Góry Midoriyama. I to jest właśnie piękne. Sami zawodnicy powtarzają, że nie rywalizują ze sobą, a jedynym rywalem jest tor, który trzeba pokonać. To jest wspaniałe współzawodnictwo, choć każdy oczywiście chce być pierwszym polskim wojownikiem Ninja.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jerzy Mielewski (@jerzy_mielewski)

- Komentował pan zmagania uczestników w dwóch edycjach programu. Które momenty wspomina pan najbardziej?
- Na pewno oba wielkie finały, które były nieprawdopodobne. Ten pierwszy, w którym Jakub Zawistowski zaszedł najdalej i zdobył tytuł „Last Man Standing”, to było dla nas coś niesamowitego, jakby pokonywanie kolejnych barier w dążeniu do celu. Podczas pierwszej edycji nie wiedzieliśmy, gdzie są granice polskich zawodników walczących na torze. Z zawodników „Ninja Warrior Polska” pamiętam także Ivana Kohuta, któremu w finale zabrakło jednej sekundy, albo nawet i nieco mniej, do wciśnięcia „buzzera” na drugim torze finałowym. Do dzisiaj mam w pamięci te emocje, te nerwy. W drugiej edycji zmagania finałowe także mocno zapadły mi w pamięć. Na tym ostatnim etapie naszym chłopakom niewiele brakowało, żeby dostać się do ostatniej przeszkody i przejść do historii. Serce mi biło wtedy z prędkością dwustu uderzeń na minutę.

- W programie nie brakowało także zabawnych chwil. Czy którąś z nich wspomina pan szczególnie?
- To prawda, było ich mnóstwo. W programie brały udział osoby, które znam trochę bliżej, jak na przykład Łukasz Kadziewicz - siatkarski wicemistrz świata, który zaklinał się, że przejdzie ten pierwszy tor eliminacyjny, a „fiknął” na drugiej przeszkodzie. Ja wówczas nie potrafiłem opanować śmiechu. Wiele było upadków do wody, które budzą wesołość, choć ja zdaję sobie sprawę, jak ciężki jest to tor. Jak naprawdę trzeba być wytrenowanym, żeby pokonać nawet pierwszą część trasy eliminacyjnej. To nie jest śmiech, który wyraża jakąś dezaprobatę dla tych zawodników. Ale ten program składa się z pokonywania przeszkód, a czasem wpadania do wody. A gdy zawodnicy robią to w ekwilibrystyczny sposób, to nas to po prostu rozbawia. Choć rywalizacja jest bardzo poważna, to trzeba pamiętać o dystansie, bo to jest po prostu część telewizyjnego show.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jerzy Mielewski (@jerzy_mielewski)

- A czy pana nie korciło, żeby się z tym torem zmierzyć? A może bez udziału kamer podjął pan próbę zostania Ninja Warrior?
- Była taka próba, po pierwszej edycji. Spróbowaliśmy swoich sił z „Jurasem”, ale udało się nam przejść zaledwie pierwszą przeszkodę - „Pięć kroków”. Na drugiej już w połowie rozpoczął się proces „wodowania” (śmiech), także również wiem, „jaka jest temperatura wody”. I zdaję sobie sprawę, jakie to jest wyzwanie, żeby zmierzyć się z tym torem, co może na starcie czuć zawodnik. To są wielkie emocje, a nogi robią się jak z waty. A ja nie startowałem przy udziale kamer, świateł i całej tej otoczki. Wiem, że to wszystko może paraliżować, bo ja to sam odczułem. To bardzo trudna sztuka, mam szacunek dla wszystkich startujących zawodników i zawodniczek. A dalej przechodzą naprawdę najlepsi z najlepszych.

Rozmawiał Tomasz Fiłonik

  

Ninja Warrior Polska od 2 marca we wtorek o godz. 20:05 w Telewizji POLSAT.

Oficjalny profil „Ninja Warrior Polska” na Instagramie - @ninjawarriorpolska

Komentarze