Lea Oleksiak i KARIERA
Jako dziecko całe godziny spędziłam w toalecie odtwarzając do lustra wymyślone przez siebie scenki. Moja rodzina dostawała szału, bo szłam tam na chwilę, a siedziałam godzinę albo i dłużej.
Zawsze wiedziałam, że chcę to robić, bo dla mnie aktorstwo to przede wszystkim emocje. Jestem we właściwym miejscu i to mnie cieszy najbardziej. Sprawia mi radość, jeśli ktoś napisze, że dzięki odegranej przeze mnie scenie wzruszył się albo uśmiał. Natomiast moja rozpoznawalność to tylko dodatkowe benefity. Najważniejsze, że mogę grać, być na planie.
To jest dla mnie niesamowite, że po 12 latach potrafię siedzieć sobie na balkonie, patrzeć w scenariusz i nadal wzruszyć się, że mam tę szansę i to robię. Mogę wstawać o 4:50, bo jadę do pracy, którą kocham i to mnie napędza, a uśmiech zostaje na cały dzień.
Pierwsze moje role zagrałam w paradokumentach, byłam też na planie „Malanowscy i partnerzy”. Potem wyjechałam do Indii, a kiedy wróciłam pierwszą poważną pracą był mój udział w serialu „Na sygnale”. Po roku zaczęłam grać w „Gliniarzach”.
Trwało to 10 lat, teraz robimy sobie przerwę. Mam z produkcją „Gliniarzy” umowę, że się rozstajemy, ale wątek zostawiamy otwarty. Jeśli kiedyś będzie pomysł, by wrócić i taka sama chęć pojawi się z obu stron, to zapewne o tym porozmawiamy. Przymierzam się do magisterki z reżyserii, którą studiuję w Warszawie. Marzę o wykonywaniu tego zawodu nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Marzy mi się też rola w teatrze i przymierzam się do działań w tym kierunku.
Wyświetl ten post na Instagramie
Lea Oleksiak i WYZWANIA
Znam angielski i wymyśliłam sobie, żeby spróbować swoich sił na planach filmowych w Indiach. Obserwowałam Polaków, którzy mieszkali w Mumbaju i chodzili statystować. Zanim tam pojechałam, nawiązałam z nimi kontakt.
Jeśli chce się zagrać w hinduskim serialu albo filmie to Colaba jest odpowiednim miejscem, aby zostać wyłapywanym przez agenta. Można trafić na plan wprost z ulicy i tak też było w moim przypadku. Poszłam na jeden, drugi, trzeci plan, gdzie zdobyłam masę kontaktów do osób, które zajmowały się zatrudnianiem statystów i epizodystów. Zaczęłam do nich wysyłać moje CV i z miesiąca na miesiąc miałam coraz więcej propozycji. W którymś momencie zaczęłam dostawać zaproszenia na bardziej konkretne castingi, gdzie liczył się angielski. Miałam epizody w serialach podobnych do naszych jak „Gliniarze”. Były na tyle znaczące, że ktoś z innej produkcji skojarzył mnie z tych ról i zaprosił na casting do fabuły. Wygrałam i wreszcie dostałam większą rolę.
Po półtora roku, można powiedzieć, że w rozkwicie mojej tamtejszej kariery, wyjechałam z Indii i wróciłam do Polski. Musiałam odpocząć od kultury innej niż nasza i zobaczyć się z rodziną.
Po powrocie poszłam na nagrania do spotu Mikołajkowego Bloku Reklamowego dla Polsatu. Po niecałym miesiącu dostałam zaproszenie na casting do roli Anny Reiter z „Na sygnale”, który wygrałam. Po roku zagościłam też w „Gliniarzach”.
Wyświetl ten post na Instagramie
Lea Oleksiak i AKTYWNOŚĆ
W podstawówce uprawiałam lekkoatletykę i jeździłam na zawody. Doszłam nawet do zawodów wojewódzkich w kategorii pchnięcia kulą i zajęłam trzecie miejsce. Było to zabawne, bo ludzie widzieli chudziutką, drobniutką dziewczynkę, która ku ich zaskoczeniu całkiem nieźle macha kulą. Brałam też udział w zawodach rzutu piłką lekarską i skoku w dal. Dlaczego już tego nie robię?
W ósmej klasie miałam wypadek, który wiele zmienił. Jechałam autobusem, którego kierowca nagle zahamował. Moje ciało nie było przygotowane na tak nagłe szarpnięcie. Wygięło mnie tak, że z bólu przez chwilę nic nie widziałam. Jakimś cudem udało mi się dotrzeć do domu. Następnego dnia tata mnie obudził, a ja nie byłam w stanie ruszyć nogami. Miałam ucisk na nerwy i brak czucia w stopach. Trafiłam do szpitala, a potem czekała mnie rehabilitacja.
Kiedy już zaczęłam normalnie chodzić to dostałam przymusowe zwolnienie z WF. Do aktywności sportowej wróciłam dopiero w drugiej klasie liceum. Niestety kontuzja wróciła w następnym roku. W trakcie lekcji historii schyliłam się nagle i już nie byłam w stanie się odgiąć. Przyjechała karetka pogotowia i mnie zabrała. Ponownie musiałam leczyć kręgosłup.
Wyświetl ten post na Instagramie
Na szczęście jest dobrze, ale mam nawyk, który po tamtej sytuacji został ze mną na całe życie. Śpię na twardym materacu, na podłodze. Najbardziej niewygodna w życiu pozycja to dla mnie siedzenie. Nie lubię więc jeździć długo samochodem. Powyżej dwóch godzin zaczynam się męczyć i kręgosłup daje o sobie znać.
Muszę być w ciągłym w ruchu, więc granie na planie, czy występowanie na deskach teatru to idealne zajęcie dla mnie. Teraz chodzę na siłownię i po górach. Zamiłowanie do gór „sprzedali” mi rodzice. Zdecydowanie preferuję te szlaki, gdzie są łańcuchy i duże wysokości. Moją pasją jest też snorkeling oraz nurkowanie, ale mogę zejść tylko do 5 metrów. Mam niestety problemy z ciśnieniem i słabą wydolność płuc. Z reguły więc leżę sobie na wodzie i obserwuję przepływające rybki, co jest przy okazji doskonałe dla mojego kręgosłupa.
Lea Oleksiak i KŁAMSTWO
Miałam nieprzyjemną sytuację ze swoim przyjacielem, z którym przyjaźniłam się niemal 30 lat. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale zostałam okłamana i bardzo źle potraktowana. Poczułam się jakbym dostała w twarz. Było to bardzo przykre doświadczenie. Myślę, że nawet w trudnych sytuacjach można wyznać prawdę. Jeśli ludzie są dorośli, to powinni to zrozumieć.
Nie umiem kłamać. Od razu zdradza mnie moje poczucie winy. Kilka razy w życiu próbowałam powiedzieć komuś nieprawdę, ale kiepsko mi to wyszło. Nauczyłam się więc mówić to, co myślę i bez ogródek, czasami w nieoszlifowany sposób. Nie zawsze to się sprawdza. Czasem bywa, że wychodzę na chamską i bezczelną, ale nie potrafię ściemniać. Wolę powiedzieć to, co czuję.
Poza tym myślę, że kłamstwo, zgodnie z przysłowiem, ma bardzo krótkie nogi i na dłuższa metę nie popłaca.
Lea Oleksiak i PRZYJAŹŃ
To bardzo ważny element w moim życiu. W odróżnieniu od rodziny, przyjaciół sami sobie wybieramy. Z moją przyjaciółką „Kwiatuchą” znamy się już 18 lat - to jest mój człowiek na tej ziemi. Nawet nie lubię mówić, że to jest przyjaciółka. To jest najbliższa mi osoba, którą kocham, z którą czuję się najlepiej, najbardziej komfortowo. Zwiedziłam z nią pół świata i przeszłyśmy ze sobą wiele, nie tylko kilometrów. Uwielbiam jej towarzystwo. W tamtym roku byłyśmy w Chinach, dwa lata temu w Nepalu na trekkingu po Himalajach. Ona świetnie rozumie moją potrzebę backpackerskiego eksplorowania świata. My zawsze jemy w lokalnych restauracjach, albo najlepiej na ulicy, nie mieszkamy w drogich hotelach.
Chcemy doświadczyć i poczuć kraj, który zwiedzamy. Nie wybieramy kierunków bardzo popularnych. Byłyśmy razem w Etiopii, Kambodży, Brazylii, Laosie, Paragwaju czy wcześniej wymienionych państwach. „Kwiatuśka” to jest człowiek, z którym wiem, że mogłabym pojechać wszędzie, nie nudziłabym się i na pewno była szczęśliwa.
Z kolei najdłuższą relację mam z moją przyjaciółką „Wiśnią”, którą znam od podstawówki. Razem byłyśmy w sztumskim ogólniaku i tam się zaprzyjaźniłyśmy. I od tamtego czasu to trwa. Mieszkamy w różnych miastach, ale staramy się widywać tak często, jak to jest możliwe.
Doceniam również moje przyjaźnie z czasów studiów. Naszym hasłem było „jak to się ma do wieczności”. Mówimy to do siebie i od razu pojawia się uśmiech i wspomnienie szalonych lat, a czasem absurdalnych sytuacji, które dzisiaj miło wspominamy.
Są w moim życiu również przyjaźnie damsko-męskie. Mam przyjaciela Adama. Byliśmy razem w Anglii. Sporo ze sobą przeszliśmy. Od samego początku jest to relacja stricte przyjacielska - gdy się poznaliśmy on już miał żonę i dziecko. Znam się z jego partnerką i bardzo się lubimy. Mówię do niego „brat”, bo nigdy go nie miałam, a zawsze chciałam.
Wyświetl ten post na Instagramie