W nim siła jest zaklęta
Oskar Haracz skomentował rywalizację w „Ninja vs Ninja”. Weteran show przyznał, że nie wyobraża sobie braku startu w zawodach. - Program mnie mocno uzależnia. Niby cały czas robimy to samo i powinniśmy już się do tego wszystkiego przyzwyczaić, ale ten wystrzał adrenaliny jest czymś, co za każdym razem smakuje równie dobrze. I to nie sama chęć wygrania pcha mnie co roku na start deck, a właśnie chęć przeżycia tych wszystkich emocji raz jeszcze - powiedział półfinalista 12. edycji.

Gdzie czai się zagrożenie?
- Bycie weteranem to jednocześnie zaleta i przekleństwo - śmiał się Oskar Haracz, opowiadając o „Ninja vs Ninja”. W dalszej rozmowie doprecyzował, o co mu chodzi. - Z jednej strony jestem już obeznany z półfinałem i wiem, czego się spodziewać, ale z drugiej czają się młode wilki, które chcą zająć nasze miejsce i stać się właśnie przyszłymi weteranami tego programu. Mam nadzieję, że młodzi zaatakują z całych sił, bo to zagwarantuje dobre show - powiedział.

Rywalizacja na wesoło
Zawodnik przygotowuje się do walki o najwyższe cele. - Półfinał to ostatni krok przed wielkim finałem, więc głupio byłoby się potknąć i wywalić do wody na głupi ryj - śmiał się. Ujawnił przy okazji, jaki ma plan. - Trzeba iść klasyczną taktyką, nie gubić przewagi, albo lecieć za skubańcem i ryzykować, ile się da - zaznaczył.
„Ninja vs Ninja” we wtorek o godz. 21:30 w Polsacie.