Klaudia Rąba i PASJA
Moja pasja taneczna rozpoczęła się od programu „Taniec z Gwiazdami”, który bardzo namiętnie oglądałam razem ze swoją starszą o sześć lat siostrą Patrycją. Siedząc przed telewizorem, zakochałyśmy się w tańcu i próbowałyśmy odtwarzać układy z programu. Pamiętam, że zbierałyśmy wtedy książeczki dołączane do płyt z nagranymi krótkimi lekcjami tańca. To z nich uczyłyśmy się pierwszych kroków. Byłyśmy wielkimi fankami tancerki Anety Piotrowskiej.
W końcu postanowiłyśmy, że trzeba coś z tym zrobić i zapisać się na zajęcia taneczne. Na początku chodziłyśmy do naszego domu kultury w Hałcnowie, miałam wtedy 5 lat. Po kilku latach chciałyśmy iść w stronę tańca towarzyskiego i trafiłyśmy do szkoły Nowy Styl w Bielsku-Białej. Tam zaczęła się prawdziwa przygoda, bo zaczęłyśmy brać udział w turniejach. Mój pierwszy taki występ przeżyłam w wieku 12 lat w miejscowości pod Krakowem i zajęłam drugie miejsce.
Wyświetl ten post na Instagramie
Klaudia Rąba i KARIERA
Z czasem przeniosłam się na światowe parkiety i rywalizacja całkowicie mnie pochłonęła.
Całe moje życie zaczęło kręcić się wokół tańca, a ja stałam się bardzo obowiązkowa. Umówiłam się z rodzicami, że jeśli będę miała dobre oceny, mogę trenować tyle, ile chcę.
Stopniowo wspinałam się po szczeblach kariery, dochodząc do najwyższej klasy międzynarodowej w tańcu - S. Brałam udział w finałach turniejów Grand Prix oraz półfinałach Mistrzostw Polski.
W wieku 20 lat dostałam propozycję wyjazdu do Włoch, gdzie znalazł się dla mnie partner taneczny. Podjęłam decyzję praktycznie z dnia na dzień i poleciałam do Rzymu. Przeszłam wtedy do kategorii zawodowców. To właśnie wtedy pojawiły się moje największe sukcesy: półfinał Festiwalu Blackpool, finał Mistrzostw Świata (które tańczyliśmy w Holandii) oraz Mistrzostwo Włoch.
Był to bardzo intensywny etap kariery, który wiązał się z wieloma poświęceniami. Na szczęście udało mi się jednocześnie kontynuować studia psychologiczne w trybie online i je ukończyć. Przez dwa lata trenowałam codziennie, co niestety odbiło się na moim zdrowiu - nabawiłam się poważnej kontuzji kręgosłupa. Na szczęście wróciłam do formy, ale zaczęłam też tęsknić za Polską.
Poczułam, że jestem spełniona i chcę zrobić z tańcem coś innego. Zaczęłam uczyć w klubach w Polsce oraz sędziować turnieje Polskiego Towarzystwa Tanecznego. Później pojawił się casting do „Tańca z Gwiazdami”.
Po moim pierwszym udziale w programie dostałam również angaż do australijskiej grupy tanecznej Burn the Floor. Wyjechałam z nimi na prawie rok, występując na scenie i podróżując po świecie.
Wyświetl ten post na Instagramie
Klaudia Rąba i SHOWBIZNES
Udział w programie był dla mnie wejściem na zupełnie nowe, głębokie wody. Nigdy wcześniej nie pracowałam w telewizji - tutaj trzeba zadbać o wszystko: muzykę, stroje, choreografię, a także indywidualne podejście do celebryty, z którym się tańczy. Lubię takie wyzwania i stale podnoszę sobie poprzeczkę.
Szczerze mówiąc, pierwszego tańca z Michałem Mayerem prawie nie pamiętam, emocje były tak ogromne. Obecność kamer i świadomość, że ogląda nas tyle osób, były przytłaczające. Dobrze, że wszystko jest nagrywane, kiedyś będę mogła do tego wrócić albo pokazać to dzieciom.
Niestety wtedy dość szybko odpadliśmy z programu. Kocham tworzyć ten program i spełniać się artystycznie, pracując indywidualnie z gwiazdą. To także świetna okazja do poznawania ciekawych ludzi.
Wyświetl ten post na Instagramie
Mateusza Pawłowskiego, z którym tańczyłam w kolejnej edycji, znałam wcześniej z serialu „Rodzinka.pl”, który oglądałam jako dziecko. Miałam pewne obawy, bo jest młodszy, a ja zawsze łatwiej dogadywałam się ze starszymi osobami. Szybko jednak okazało się, że jest bardzo dojrzały i refleksyjny - nasze rozmowy często nie miały końca. Jedyną rzeczą, która mnie „przerastała”, był młodzieżowy slang - Mateusz często się z tego śmiał i bawił tym, że go nie rozumiem.
Moment odpadnięcia to zdecydowanie najtrudniejszy czas. Sam występ nie jest dla mnie stresujący, tańczę całe życie. To gwiazda bardziej się boi. Natomiast moment ogłoszenia wyników przypomina emocje z turniejów - pojawia się smutek, bo kończy się pewien etap i przygoda.
W poniedziałek po odpadnięciu obudziłam się z myślą, że muszę zmienić cały swój grafik, tamten po prostu przestał istnieć. Koniec programu oznacza wyprowadzkę z Warszawy na jakiś czas. Widzę jednak w tym plus. Przez ostatni rok ominęły mnie święta, w końcu mogę spędzić ten czas z bliskimi.
Klaudia Rąba i SMAK
W moim domu zawsze było pysznie i domowo - moja mama świetnie gotuje. Z dzieciństwa najbardziej pamiętam jej zupę jarzynową oraz świeży, gorący chleb z masłem z piekarni mojego taty. Dzięki mamie sama bardzo lubię gotować i piec. Kiedy czuję się przytłoczona, zamykam się w kuchni i przygotowuję coś dobrego, dla siebie albo dla bliskich.
Podczas podróży próbowałam wielu kuchni świata. Jadłam m.in. ślimaki we Francji (nie przypadły mi do gustu) oraz lokalne potrawy w Tajlandii i Wietnamie. Najbardziej jednak kocham kuchnię włoską - makarony, pizzę i tiramisu mogłabym jeść bez końca.
Klaudia Rąba i STRES
Życie na wysokich obrotach i ciągłe wyzwania wiążą się z dużą dawką stresu. Już jako dziecko, startując w turniejach, bardzo to przeżywałam. Przez pewien czas miałam problem z tym, że na treningach wszystko wychodziło świetnie, a na zawodach nie potrafiłam tego powtórzyć.
Jestem osobą bardzo emocjonalną, co często kończyło się płaczem, poczuciem niesprawiedliwości czy bycia niewystarczającą. Wiedziałam jednak, że jeśli chcę iść dalej, muszę pracować nie tylko nad ciałem, ale też nad głową. Dlatego zaczęłam współpracę z psychologiem sportowym, co bardzo mi pomogło.
Program „Taniec z Gwiazdami” jest również bardzo stresujący. Odpowiadamy nie tylko za choreografię, ale też za samopoczucie naszej gwiazdy. Dziś radzę sobie ze stresem, szukając momentów wyciszenia. Lubię pobyć sama, poczytać książkę, posłuchać muzyki, pójść na spacer czy w góry. Staram się też odkładać telefon, żeby odciąć się od nadmiaru bodźców.
Kiedyś reagowałam głównie smutkiem, dziś coraz częściej pojawia się we mnie złość. Nauczyłam się jednak, że emocji nie można tłumić- trzeba dać im ujście. Czasem trzeba po prostu wykrzyczeć frustrację i „tupnąć nogą”.
Wyświetl ten post na Instagramie