Maciej Smoliński i DZIECIŃSTWO
Miałem wspaniałe dzieciństwo i jestem za nie ogromnie wdzięczny mojej mamie i tacie. Jako dorosły człowiek często wracam do tych chwil - szukam w nich ukojenia i spokoju. Nigdy nie chcę przestać marzyć tak jak dziecko, którym kiedyś byłem... być może ciągle jestem.
Zawsze z radością cofam się pamięcią do wakacji u babci Krysi i dziadka Mietka w Milanówku. Pamiętam dźwięk „Lata z Radiem”, kąpiele w metalowej misce, zapach letniego powietrza, wieczorne ogniska i patrzenie w gwiazdy z głową pełną marzeń. Pamiętam smak pysznych bułek z sezamem, które kupowała babcia, i zimnego ptysia, który w upalne dni smakował najlepiej na świecie.
Wychowałem się w bloku w Milanówku, dlatego wyjazdy na całe wakacje do dziadków - do domu z podwórkiem - były czymś absolutnie wyjątkowym. To była prawdziwa wolność: bieganie boso od rana do nocy, śmiech, beztroska i radość z najprostszych rzeczy.
Moi rodzice zawsze wspierali mnie, moje pasje i tak jest do dziś. Jako dziecko zbierałem chyba wszystko - płyty, karteczki, pocztówki - jakbym już wtedy próbował zatrzymać świat na dłużej. Mam starszego o pięć lat brata Bartka oraz młodszą o dziewięć lat siostrę Asię.
Mieszkaliśmy w pięć osób w niedużym mieszkaniu i choć nie mieliśmy wszystkiego, nigdy niczego nam nie brakowało, a w moich oczach mieliśmy najwięcej! Bo tak naprawdę w rodzinie najważniejsza jest miłość - i to ona była fundamentem mojego dzieciństwa.
Kiedy zamykam oczy i wracam do tamtych lat, widzę Wigilię: od rana jesteśmy wszyscy razem, dom wypełnia zapach potraw, trwa gorączka przygotowań, a ja z mamą dopracowuję ostatnie dekoracje. Jest w tym spokój, czasami szaleństwo jak to u nas w domu, ciepło i poczucie bezpieczeństwa, którego nie da się zastąpić niczym innym.
Dziś wiem, że to właśnie te chwile mnie ukształtowały. Nauczyły mnie wrażliwości, wdzięczności i tego, co w życiu naprawdę ma znaczenie.
To właśnie jest mój dom. To właśnie jest moje dzieciństwo.
Maciej Smoliński i ZWIERZĘTA
Na większości zdjęć z mojego dzieciństwa jestem wtulony w koty i psy. Z kotami tak miałem aż nie dostałem na nie alergii. Zwierzęta mają w sobie coś niezwykłego - uczą nas bezwarunkowej miłości.
Najważniejszą częścią mojej rodziny jest Gabi - suczka rasy beagle. Kocham ją najbardziej na świecie. Uwielbiam jej spojrzenie, radość ze spacerów i powrotów ze zdobycznym patykiem. I nasze poranki, nawet te o piątej rano, kiedy domaga się śniadania, dla mnie są najlepsze. Śpi ze mną pod kołdrą i mam wrażenie, że to jedna z najlepszych recept na moje zdrowie i dobre samopoczucie.
Wyświetl ten post na Instagramie
Im jestem starszy, coraz bardziej doceniam kontakt z naturą. Dla mnie takim przełomowym momentem była pandemia, kiedy wszyscy zwolniliśmy i na dłuższy czas zostaliśmy w domu.
Nagle zobaczyłem, że oprócz mojej pracy jest życie: z dnia na dzień robi się zielono, do ogrodu przylatują motyle, pszczoły. Przypomniałem sobie, że natura ma pięknie dźwięki i zapach, o których zapomniałem. To jedyne, za co jestem wdzięczy „covidowi”. Przypomniałem sobie, że praca to nie wszystko, a świat jest piękny tuż za rogiem.
Staram się tworzyć wokół siebie taką małą „arkę Noego” - dokarmiam sikorki i kosy, odwiedzają mnie dwie wiewiórki, a ostatnio pojawiła się także para uroczych raniuszków, które robią gniazdo przy moim tarasie. To takie moje momenty, które przynoszą ogromną radość. Kiedyś chciałbym mieszkać na jakiejś farmie albo ranczo. Chciałbym mieć swoje konie, osiołki i biegusy (takie dziwne kaczki). Zapomniałem dodać, że mój ulubiony program w Polsacie to „Farma”. Przypadek? Nie sądzę!
Maciej Smoliński i MUZYKA
Jestem wokalistą, ale też słuchaczem. Muzyka to dla mnie magia! Potrafi przenieść mnie do wspomnień, smaków, miejsc i ludzi. Kiedy w domu włączam moje ukochane płyty, znów mogę poczuć się jak kiedyś. Posiadam ogromną kolekcję płyt winylowych i CD, którą nieustannie powiększam. Szczególnie bliskie są mi lata 90., brytyjski pop oraz amerykańskie klasyki z lat 60.
Od zawsze wiedziałem, że muzyka będzie częścią mojego życia, ale nie przypuszczałem, że zwykły chłopak z wielkimi marzeniami zdobędzie Złotą Płytę i będzie koncertował w Stanach Zjednoczonych.
Wyświetl ten post na Instagramie
Nigdy nie zapomnę chwili, gdy pierwszy raz w życiu wylądowałem w Nowym Jorku i przypomniałem sobie siebie z 1997 roku - Maćka kupującego w kiosku magazyn „Bravo” i słuchającego „Wannabe” z płyty Spice Girls. Nagle to ja, chłopak z Milanówka, tworzę, nagrywam teledyski i występuję dla swoich rodaków w Nowym Jorku, Chicago czy Phoenix. Tamtego dnia miałem też pewien znak.
Kiedy wszedłem do pierwszego napotkanego sklepu muzycznego w USA, na półce z winylami zobaczyłem album Spice Girls - dokładnie ten, którego słuchałem w 1997 roku. Kupiłem go bez wahania. Do dziś traktuję go jak talizman i przypomnienie, by nigdy się nie poddawać.
Dziś muzyka to dla mnie coś więcej niż dźwięki - to sposób wyrażania emocji, opowiadania historii i budowania relacji z ludźmi. Każdy koncert to spotkanie, wymiana energii i uczuć, których nie da się niczym zastąpić. To właśnie na scenie czuję, że jestem we właściwym miejscu.
Maciej Smoliński i HEJT
Jestem „dzieckiem Neostrady”. Kiedy chodziłem do liceum ogólnokształcącego w rodzinnym Milanówku, zaczynała się era cyfrowej rewolucji. Moja młodość i internet to czas odkrywania nowych możliwości i zdobywania wiedzy. Do dziś pamiętam dźwięk kultowego komunikatora Gadu-Gadu.
Kiedy internet w Polsce stawał się dostępny w większości domów, nikt nie przypuszczał, że powstaną media społecznościowe i zawody takie jak influencer. Dziś niestety internet stał się także przestrzenią do szerzenia mowy nienawiści. W sieci wielu ludzi mówi, co chce, nie licząc się z konsekwencjami.
Oczywiście każdy ma prawo do wyrażania własnej opinii, ale nienawiść i obrażanie innych nie powinny być akceptowane. To nie jest wolność słowa, to jej nadużycie. Uważam, że w Polsce potrzebne są skuteczniejsze przepisy regulujące ten problem.
Cieszę się, że nie jestem rodzicem, bo nie wyobrażam sobie, że moje dziecko musiałoby mierzyć się z hejtem - czy to w szkole, czy w internecie. Niestety dziś staje się to smutną codziennością dorastania.
Młodzi ludzie padają ofiarą zamkniętych grup w mediach społecznościowych, gdzie bywają wyśmiewani z powodu pasji, wyglądu czy statusu społecznego. Bądźmy szczerzy - hejt istniał zawsze, nawet zanim pojawił się internet. Dziś jednak jego skala jest znacznie większa i wymaga refleksji całego społeczeństwa. Najbardziej cierpią najmłodsi. Ich traumy często zostają z nimi na całe życie. Wchodzą w dorosłość z nadzieją na akceptację, szacunek i zrozumienie - tak jak każdy z nas.
Hejt to choroba współczesnych czasów.
Maciej Smoliński i PRYWATNOŚĆ
To przywilej. Kiedy gasną światła kamer po nagraniach programów, które prowadzę, albo wracam do domu po koncercie, zostaje cisza - a wraz z nią moja prywatność. Kocham tę ciszę, szanuję ją i traktuję jako swój atut.
W świecie, w którym wszyscy pokazują wszystko, by zwrócić na siebie uwagę, ja wybieram inną drogę. Chciałbym, żeby ludzie mnie szukali, a nie konsumowali w nadmiarze każdego fragmentu mojego życia. Nie chcę być influencerem, który pokazuje wszystko i wszędzie tylko po to, by zdobywać zasięgi.
Moja praca i muzyka są jak zaproszenie na randkę w ciemno. Daję się poznać naprawdę - na scenie, w emocjach, w bezpośrednim spotkaniu z drugim człowiekiem, a nie przez ekran telefonu.
Wierzę, że w tej niedopowiedzianej przestrzeni jest miejsce na ciekawość, autentyczność i prawdziwe przeżycia. Bo to, co najważniejsze, nie zawsze musi być widoczne dla wszystkich. Prywatność daje mi równowagę, chroni mnie i pozwala wracać do siebie - a dzięki temu mogę dawać ludziom więcej jako artysta i jako człowiek.
To właśnie w tej ciszy rodzi się prawda.
Wyświetl ten post na Instagramie