Aleksandra Zienkiewicz i DOM
Jest dla mnie ostoją. Nie mówię o nim w mediach zbyt wiele, bo chcę, żeby to było miejsce, gdzie moja rodzina czuje się bezpiecznie. To ja występuję w serialach, a nie oni. Od zawsze starałam się, żeby te dwa moje światy, prywatny i zawodowy, były oddzielnymi bytami, które raz na jakiś czas się przenikają. Czasem przyjeżdżam z córką na plan - z konieczności albo dla jej przyjemności. Kiedyś chciała zobaczyć, jak wygląda moja praca od kulis, a teraz czasem prosi mnie o zabranie, bo stęskniła się za wujkiem albo ciocią, którzy pracują w naszej ekipie serialowej.
Mój dom z dzieciństwa to dom pełen tańca i muzyki. Rodzice tańczyli taniec towarzyski, tata grał na gitarze, śpiewał. Przy czym wykonywali zupełnie nieartystyczne zawody. Ale dusze artystyczne już mieli. Wspierali mnie w moich artystycznych wyborach.
Gdyby nie mama, moja droga zawodowa wyglądałaby zapewne inaczej. Pamiętam egzamin do liceum do klasy teatralnej, kiedy byłam w takim strachu, że chciałam uciec. Ale moja mama zatrzymała mnie i poprosiła, żebym spróbowała. Byłam przekonana, że się nie dostanę. Weszłam na ten egzamin tylko dla mamy. Ku mojemu zaskoczeniu dostałam się.
Aleksandra Zienkiewicz i KARIERA
Klasa teatralna w liceum była dla mnie kontynuacją mojej aktorskiej drogi, bo od 7. klasy szkoły podstawowej grałam. Było nas zresztą kilka osób z takim hobby. I była też nasza wychowawczyni, która lubiła teatr tak jak my. Przygotowywaliśmy więc spektakle na wszystkie akademie szkolne. Zaczęłam też chodzić na zajęcia teatralne do domu kultury.
Jak skończyłam liceum to chwilę później dostałam rolę w serialu i było pozamiatane. I mimo że skończyłam stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Wrocławskim, ani jednego dnia nie przepracowałam w zawodzie wynikającym z tych studiów. To do aktorstwa najbardziej mnie zawsze ciągnęło i nadal ten stan trwa.
Wyświetl ten post na Instagramie
Aleksandra Zienkiewicz i PASJE
Mam różne zajawki, które zazwyczaj związane są ze sportem. Uwielbiam praktykować jogę. Daje mi wyciszenie i rozciąga. Niestety mam problem z tym, żeby medytować.
Nie umiem wyłączyć głowy, a bardzo bym chciała. Odkryłam natomiast, że tym, co mnie do tego mocno zbliża, jest ścianka wspinaczkowa - tam nie ma innej opcji, jak tylko pełne skupienie na tym, co się robi, bo odpadnie się od ściany.
A żeby było śmieszniej, to na ściankę zaczęłam chodzić, ponieważ moja postać serialowa miała wątek wspinaczkowy i musiałam się w tym podszkolić. Wątek się nie rozwinął, a ja na ściance zostałam.
Aleksandra Zienkiewicz i URODA
Czy uważam, że jestem ładna czy brzydka? A to zależy od dnia cyklu. Czy pomogła mi uroda w życiu? Tyle razy pomogła, co przeszkodziła. Przeszkodziła przede wszystkim w tym, żeby być odbieraną na poważnie. Odruchowo stawiano mnie tam, gdzie się na mnie patrzy, a nie słucha. A na to mojej zgody nigdy nie było. A kiedy mi pomogła? Jak dostałam rolę w serialu to jedna z wykładowczyń w moim studium aktorskim powiedziała: wiecie dlaczego ona dostała rolę? Bo jest symetryczna! Będzie się ładnie kręcić. To chyba było właśnie o urodzie.
Martwi mnie to, że kobiety mają zakaz starzenia się. Zwłaszcza w mojej branży. Pamiętam taki zabawny epizod z planu. Zaczynamy grać scenę i nagle kamera stop! Biegnie do mnie jedna z charakteryzatorek. Nikt nie wie o co chodzi. A chodziło o mój siwy włos, który ona chciała wyrwać, bo było go widać w kamerze.
Nie zgodziłam się na to, bo świadomie od 17 lat nie farbuję włosów. Nie chodzę też na manicure - ścianka wspinaczkowa tego by nie zniosła. Nie odwiedzam gabinetów medycyny estetycznej. Czasem mam wrażenie, że jestem na to za leniwa. A tak na poważnie. Chodzenie do takich miejsc zajmuje bardzo dużo czasu i wymaga energii, którą ja wolę spożytkować gdzieś indziej. Lubię za to bardzo masaże kobido - staram się robić je systematycznie. A wychodzi różnie.
Wyświetl ten post na Instagramie
Aleksandra Zienkiewicz i SOCIAL MEDIA
Był moment, że byłam tam dosyć aktywna. Miało to związek z tym, że chciałam przełamać postrzeganie mnie przez pryzmat mojej roli w „Pierwszej miłości” . W tamtym czasie Kinga była dość kontrowersyjną postacią, delikatnie mówiąc. Bardzo wielu widzów ta postać denerwowała. Moja koleżanka doradziła mi, żebym pokazała widzom siebie i przełamała schemat. Skąd w ogóle taki pomysł? Miałam kilka nieprzyjemnych sytuacji, łącznie z taką, że dziewczyna chciała się ze mną bić i zrobiła tulipana z butelki. Ale znacznie więcej miałam takich: Kinga, ze mną się nie napijesz?
Potem nadeszła pandemia i na Instagramie zagościł duży ekshibicjonizm. Nie potrafiłam tego dźwignąć. Próbowałam, ale bardzo źle się z tym czułam i przestałam.
Nie chciałam nagrywać jak grabię liście w ogródku albo że chodzę po domu w dresach, tak jak wszyscy to robili. Według mnie nic ciekawego nie byłam w stanie zaproponować, bo żyję tak jak wszyscy.
Teraz zdarza mi się sporadycznie zamieścić coś ze ścianki wspinaczkowej, czy z planu zdjęciowego. Wiem, że widzów to interesuje. Rozumiem natomiast bardzo dobrze potrzebę aktywności w social mediach ludzi z mojej branży - to jest aktywność bardzo często podyktowana obawą przed zniknięciem. Akurat ja mam ten komfort, że mogę pracować nieprzerwanie od 20 lat. I to głównie dzięki Polsatowi. Zaryzykuję nawet takie stwierdzenie, że jestem dzieckiem telewizji Polsat. Ostatnio dostałam szansę zagrania nowej roli w serialu „Uroczysko”. Jest kompletnie inna, niż rola Kingi! Jestem zachwycona! I obiecuję, będę pokazywać to na social mediach.
Wyświetl ten post na Instagramie
Aleksandra Zienkiewicz i PRZYJAŹŃ
Od lat mam swoich ludzi, którzy przetrwali próbę czasu. Do dzisiaj widuję się z moją przyjaciółką z piaskownicy. Jestem w kontakcie z ludźmi z podstawówki i z liceum. Może to nie są przyjaźnie, tylko bliskie relacje, ale bardzo je sobie cenię. Mam na planie jedną przyjaciółkę, którą nazywam swoją „żoną” i byłam głęboko urażona tym, że jej mąż nie zapytał mnie przed ślubem, czy wyrażam na niego zgodę. Jest też kilka takich przyjaźni, które się niestety skończyły. Nie wiem, czy druga strona w ogóle zdaje sobie z tego sprawę. Jak do tego doszło?
Przestałam biegać za ludźmi. Zazwyczaj to ja dzwoniłam do tych osób, a one do mnie nie. Więc przestałam dzwonić. Miałam też w pewnym momencie dość spory kryzys życiowy i poczułam, że on w ogóle nie został przez te osoby zauważony. A jeżeli nie jestem widziana, to nie ma sensu, żebym się dobijała.
Bolało mnie to bardzo, bo uważałam te znajomości za bardzo ważne. Ale dzięki temu bardziej doceniam tych, którzy mnie zauważają. Może tak właśnie miało być.
Wyświetl ten post na Instagramie