Tak było
Wspólne spożywanie posiłków zazwyczaj łączy, ale poprzedniego dnia - podzieliło. Farmer Tygodnia, czyli Roland, wraz z „Janosikiem” szybko zjedli swoje zapasy i ku niezadowoleniu sporej części grupy, postanowili jeść z nimi. Szczególnie nie podobało się do „Lamii”, która zresztą wieczorem triumfowała, eliminując z udziału w show „Peonię”.
Łakomczuchy
Na farmie nigdy nie jest lekko. Zmęczeni obudzili się „Janosik”, Andrzej i stylista Wojtek, którzy chętnie dłużej by pospali. Zwierząt jednak w ogóle to nie obchodziło i uczestnicy musieli ruszyć do pracy. Na domiar złego okazało się, że czworonożne stworzenia były nadzwyczaj pracowite - w kuchni Andrzej znalazł oskubaną kiełbasę i boczek. Kulinarna zniewaga stworzyła konieczność zwołania apelu i wdrożenia środków zaradczych. - To mięso, wszystko to do tej lodówki trzeba, bo taka sytuacja nie może mieć miejsca - oznajmił wszystkim „Janosik”. Jego tygodniowy szef, Roland, jakoś nie wyrywał się do komentarza.
Do widzenia, baranie!
Tymczasem przez bramę przemknął Szymon Karaś. - Ubrany „na robotnika”, to pewnie do wiaty - skonstatowała Agnieszka. I słusznie, bo ekspert od razu poszedł z Rolandem, Andrzejem, „Janosikiem” i Akselem na inspekcję. - Trochę się wam zeszło - zaczął rolnik. Po chwili powiedział jeszcze coś, co mogło ściąć budowniczych z nóg: - Roland, przez to, że tak długo budowaliście, to musicie to rozebrać i zbudować jeszcze raz. Kamienna twarz i kilka długich sekund ciszy to jak wieczność. Na szczęście dla farmerów okazało się, że to tylko żart. Oceny? Czas budowy: 1, wykonanie: 5. Słysząc to z boku, Aksel z radości wywinął salto. - Koniec spania z baranem, koniec tego: łe-e-e, łe-e-e - stwierdził miłośnik sztuk walki.
Dzień dobry, byki!
Atmosfera nieco się poprawiła, ale rozprężenie nie trwało zbyt długo. Brama wiodąca do gospodarstwa znów się otworzyła, ale tym razem to nie Szymon, a dwóch potężnie zbudowanych mężczyzn. - Trafiły nam się tutaj dwa byki nabite - zauważył „Janosik”.
Henryk Alczyński i Wojtek Wasilewski imponowali nie tylko posturą, ale i długimi brodami. - Poczułem się jak dziecko, gdy spojrzałem na nich, a później na siebie. Oni przy nas wyglądają jak wyrośnięte krasnoludy, na jakichś sterydach albo na paszy dla konia - opisał swoje wrażenia Roland.
Zapoznanie
Kim są nowi uczestnicy reality show? To nie wikingowie, a koledzy z Działdowa. Znają się ponad 30 lat, a teraz zamierzają podbić farmę. Na co dzień zajmują się budowlanką. Ale to chyba nie jest cała prawda. - Na razie o kryminale nie wspominamy - zaskoczył Wojciech Wasilewski. Tak czy inaczej dziewczyny były zadowolone z ich obecności, widząc w nich żywy magazyn sił tak potrzebnych w gospodarstwie. „Lamia” odważnie ruszyła, by pokazać kolegom miejsce, w którym będą spać. Inną taktykę na lepsze zapoznanie się z nowymi miał sojusz Młodych Wilków. - Oni muszą czuć w nas siłę, tak że oni sami będą chcieli dołączyć do nas trochę - stwierdził „Janosik”. Można było jednak odnieść odwrotne wrażenie. - Ja myślę, że wielkie zagrożenie czują. Jak nic - rzucił Henryk do kamery.
Na ostro
Koledzy z Działdowa po obiedzie od razu wzięli się do roboty. Naostrzyli siekierę, porąbali drewno. „Lamia” była zadowolona z takiego obrotu spraw. Jednak to Farmer Tygodnia powinien rozdzielać zadania, dlatego poprosił dziewczyny o zebranie słomy. Nie obeszło się bez komentarza. - Dlaczego akurat my? Chłopaki sobie robili pranie, a my mamy bez przerwy robić - rzuciła Agnieszka. Farmer Tygodnia cofnął się i przekazał Łodziance, że źle gospodaruje swoim czasem. - No bezczelny jest - skomentowała „Lamia”, coraz mniej ukrywająca niechęć do Rolanda. Do wymiany zdań włączyła się też Karolina, która zarzuciła chłopakom, że działali ostatnio wyłącznie przy szopie, zaniedbując resztę i nie doceniając pracy innych. Cicho nie był też Aksel. - Co nam pomogłaś tam? - spytał Agnieszki. Ale zamiast niej, do kłótni ruszyła „Lamia”. - Obiad dostałeś. To mało?! Ja p********! Ale jak my wszyscy pójdziemy budować szopę, to nikt nie będzie gotował, sprzątał i rąbał. Weźcie się uspokójcie, k***** - krzyknęła. Wraz z Agnieszką ustaliły, że nie będą przyrządzać posiłków. - Niech mnie w d*** cmoknie - powiedziała Łodzianka.
Spokój i dystans
W kuchni została Dominika. Gotowała tam zupę, z czego zadowolony był Aksel. - Ja na razie nie jestem w żadnym sojuszu, na tę chwilę to moja strategia. Zobaczymy, kto mi bardziej podpadnie - podzieliła się z widzami była piłkarka. Chwilę na dyskusję wykorzystała w innym miejscu farmy „Lamia”, skarżąc się Henrykowi na młodszych kolegów. - Są niekulturalni, nie szanują kobiet, zwłaszcza Aksel - stwierdziła. Nowy uczestnik postanowił nie zajmować tu twardego stanowiska. - Ale chyba tak wychowany został, wiesz? To nie jest jego wina, serio - skomentował Henryk, który był zadowolony, że starzy uczestnicy kłócą się między sobą, a nie z nimi.
Dobrego (nigdy) za wiele
Przy obiedzie apetyty dopisywały, zwłaszcza Rolandowi i „Janosikowi”. Po wstaniu od stołu wrócili do swojego pokoju, a tam też czekały na nich smakołyki. Problem w tym, że Agnieszka o wszystkim wiedziała, a Karolina, pozyskawszy tę wiedzę, popędziła do Farmera Tygodnia i jego kompana. Teraz to już pewne! Mieli swój kosz jedzenia, a i tak jedli z innymi. Okazję do wzniecenia buntu wykorzystała „Lamia”, dzieląc się tą nowiną z pozostałymi. Dwaj najważniejsi uczestnicy zostali wezwani przez Aksela do stołu. Ale nie do jedzenia, a do złożenia wyjaśnień.
Nerwy znalazły ujście, a chłop jak dąb, Henryk, zareagował. - Wystraszyliście nas, jak już się dobrze poczułem, a tu mówię: ja pindolę - stwierdził, nieco rozluźniając atmosferę. „Janosik” jednak nie czuł się najlepiej. - Chyba nie było tutaj takiego dnia, gdy tak bardzo chciałem odejść stąd jak teraz. Przysięgam - rzucił. Za to Henryk dostrzegł w kłótniach szansę na lepsze… manipulowanie nastrojami.
Wyganiają do walki!
Chwilę później nieporozumienia stały się mniej istotne, bo po dzwonek sięgnęły siostry Ilona i Milena Krawczyńskie. Powitały na farmie nowych uczestników i podzieliły się z całą grupą swoimi spostrzeżeniami. - Mamy wrażenie, że w domu jest dość tłoczno, dlatego od dziś zamieszkacie w domu i w stodole - przekazały. Ale wcale nie to spowodowało szok farmerów. - Nie ma to, jak mała rywalizacja kolegów z… więzienia - rzuciła Milena Krawczyńska, a na twarzach zgromadzonych pojawiło się niedowarzanie, choć na razie nie byli pewni, czy się nie przesłyszeli. Henryk i Wojciech Wasilewski mieli się zmierzyć o to, który z nich zostanie w domu, a który zamieszka w stodole.
Trzeba siły
Obu czekał pojedynek mocarzy. Zadaniem było napięcie lin, przejście na platformę i jak najdłuższe utrzymanie dzbanów w górze. Przegrywał ten, który pierwszy straci choć jedno naczynie. Ruszyli! Obaj silni, obaj postawni, ale jak z wytrzymałością? - Mam nadzieję, że sobie postoimy trochę - komentował w trakcie wysiłku Henryk, zaczepiając raz po raz kolegę. Cała grupa była pod dużym wrażeniem tężyzny fizycznej. Pierwszy odpadł Wojtek, a Henryk sprawiał wrażenie, że mógłby jeszcze długo trzymać dzbany na wysokości.
Co dalej? Szok, szok, szok!
Zwycięzca miał zostać w domu, a przegrany iść do stodoły. Ale to nie wszystko, bo prowadzące oznajmiły, że wraz z Wojciechem pójdzie… pięcioro farmerów, których miał sam wybrać. Mało tego. Mieszkańcy stodoły mieli być odpowiedzialni za cały obrządek i przygotowywanie posiłków dla wszystkich. Dla mieszkańców domu mieli gotować w kuchni, a dla siebie - w palenisku. W dodatku nie mieli mieć możliwości korzystania z zapasów, a wyłącznie z własnych racji żywieniowych. Łaźnia i toaleta? Własność mieszkańców domu. Do podziału tylko produkty mleczne, ale za pozwoleniem Farmera Tygodnia. Odpowiedzialnością domatorów było wykonanie zadania tygodnia. Nominowani do pojedynków mogli być w bieżącym tygodniu tylko mieszkańcy stodoły.
Czara goryczy się przelała
Wojtek miał do wyboru sporą grupę, ale bez Farmera Tygodnia i Henryka. Padło na „Janosika”, Agnieszkę, Andrzeja, Dominikę, Wojtka. Upiekło się chowającemu się za Dominiką Akselowi. - To, co zbudowaliśmy, w tym też zamieszkamy. No cóż - skomentował smutno Andrzej. Ciśnienia i nerwów nie wytrzymał Wojtek stylista. - Ja już mam taki zjazd, że już nie chcę próbować - powiedział zrezygnowany. Oczy we łzach miała też Dominika. Panowie ruszyli zaś do działania. Wszyscy, poza Wojtkiem, który poszedł się… pakować.
Do wyjścia
- Ja mam w szopie mieszkać, No ja p*******, no nie wierzę, co tu się dzieje - zauważył Wojtek. - Mam dosyć, temat nie podlega dyskusji. Chcecie, to sobie mieszkajcie w tej szopie, ja nie będę - dodał, już z ulgą, po czym chwycił worek, pożegnał się i wyszedł. - Bardzo miło go było poznać, fajnie się bawiliśmy, fajnie się śmialiśmy. Pełen szacun do Wojtka, super - skomentowała „Lamia”.
Wyświetl ten post na Instagramie
Po raz drugi
To nie koniec kryzysów tego dnia. Za pakowanie wzięła się też Ewa, która źle by się czuła, gdyby ktoś miał jej gotować, a ona w tym czasie miała „leżeć plackiem”. Aksel starał się ją zatrzymać, ale skuteczniejszy w tym okazał się Henryk. - Uciekasz od problemu, a może coś akurat wspólnie tutaj ustalimy, żeby im pomóc trochę. Oddaj ubrania swoje jakieś, żeby było cieplej. Jutro przyjdzie dzień, będzie lepiej - zauważył spokojnie. I chyba tego było pisarce trzeba, bo rozpakowała się po raz drugi w 5. edycji „Farmy”. Jednak w gospodarstwie można było wyczuć nadchodzące konflikty. Jedni już pierwszego wieczoru po zmianach zaczęli się czuć wykorzystywani.
Zza krat widzieli świat
Co przyniesie przyszłość? Na razie wiadomo tyle, że wiatr zmian przyprowadził na farmę dwóch kolegów z więzienia. Zabawili tam 16 i 17 lat. Z jakiego powodu? - I tak się wyda, i tak się wyda. Mówię całą szczerą prawdę - powiedział do domowników, pod osłoną nocy, Henryk. - Bo my w więzieniu pracowaliśmy - dodał wzbudzając śmiech zasypiających. Oby humory dalej dopisywały.
„Farma” - edycja 5, odcinek 14:
„Farma” od poniedziałku do czwartku o godz. 20:30 oraz „Farma - finał tygodnia” w piątek o godz. 19:55 w Polsacie.