Małżeński cel
Pani Ula miała proste marzenie - zamieszkać z rodziną w domu, który dostała od mamy. Budynek wymagałby ogromnego remontu, ale wreszcie byliby „na własnym”. Razem z mężem Arkadiuszem chcieli stworzyć w nim bezpieczną przystań dla swoich dzieci. Nie wiedzieli wtedy, jak brutalnie los wystawi ich na próbę.
Bezlitosna diagnoza
Najpierw przyszła choroba synka Borysa. Potem córki Blanki. Kolejne badania, szpitale, nieprzespane noce i notoryczne szukanie przyczyny złego stanu zdrowia dzieci. W końcu pani Ula musiała zrezygnować z pracy, bo maluchy potrzebowały jej już całodobowo. W końcu padła diagnoza, która zmieniła wszystko: zespół włosowo-wątrobowo-jelitowy, niezwykle rzadka choroba genetyczna.
Dla Blanki i Borysa codzienność oznacza nocne kroplówki i żywienie pozajelitowe. Nigdy nie poznają smaku domowego ciasta, owoców ani ulubionych potraw rówieśników. Nawet zwykła infekcja może stanowić dla nich śmiertelne zagrożenie. Każdy dzień to strach, czujność i walka.
Marzenie o własnym miejscu na ziemi
W takich warunkach remont domu stał się nierealny. Wszystkie pieniądze pochłania leczenie i codzienne potrzeby dzieci. Rodzina zmuszona była zamieszkać w 16-metrowym pokoju w domu brata pani Uli. Ogromnym wysiłkiem udało się odłożyć środki na nowy dach, ale to wciąż za mało - w nieocieplonym budynku straszą puste ściany, a w części domu nie ma nawet podłogi.
Gdy ekipa „Naszego Nowego Domu” pojawia się w Mińcach, podlaski klimat udziela się prowadzącej program Eli Romanowskiej, która postanawia zachęcić sąsiadów do wspólnego działania.
„Nasz nowy dom” w czwartek o godz. 21:30 w Polsacie.