Bagaż zmęczenia
Poprzedniego dnia farmerzy mieli problem z przetwórstwem mleka. W kość dała im też budowa skrzyń na grządki - powstały łącznie cztery, a nie dwie, jak wskazywał Szymon. Męczące było zwłaszcza przenoszenie ton ziemi. Ale to nie wszystko, bowiem na wieczornej imprezie, zorganizowanej ku pokrzepieniu serc, pojawili się znienacka nowi: Aksel i Dominika.
Problemy
Kolejny dzień oznaczał rozliczenie zadań. Uczestnicy dwa dni wcześniej dostali od Szymona i Beaty misje - mieli zbudować dwie skrzynie na grządki i wypełnić je sadzonkami, a także wytworzyć 3,5 kilograma twarogu i 1 litr śmietany. Nie szło dobrze, zwłaszcza w mleczarni. - Wczoraj nie zrobiło nam się kwaśne mleko, żeby zrobić sery od razu wieczorem. To ze względu na to, że na noc nie schowaliśmy go do ciepłego miejsca - tłumaczyła „Peonia”. Pomagała jej Ola, ale czasu było coraz mniej, a skrzepów nie było widać.
Pasują tu czy nie?
Tymczasem nowi uczestnicy, Aksel i Dominika, o poranku zostali rzuceni na głęboką wodę, czyli do krów. Byłej piłkarce szlo całkiem nieźle, a miłośnik sztuk walki co prawda chwalił się pewnością siebie, ale zwierzęta nie współpracowały z nim nazbyt chętnie. - Taki figo fago - skwitował Janusz.
O swój komentarz pokusił się też Aksel, gdy zobaczył, jak Karolinie wylało się mleko. - O ja p*******, ale g**** - rzucił, co Farmerce Tygodnia nie mogło się spodobać. Pierwszy dzień w pracy to chyba nie jest dobry moment na krytykowanie szefowej. - Jest dla mnie taki odpychający - powiedziała do kamery. Andrzej z kolei postanowił bacznie przyglądać się nowym. A Ewa? Już złapała wspólny język z Dominiką.
Promyk nadziei
Najważniejsze były jednak nie interakcje, a zadania. Karolina wraz z „Peonią” postanowiły sprawdzić, czy mleko się zsiada. Były zadowolone z tego, co zastały. - Jestem pełna optymizmu, wiary, że to zrobimy. Aż mam dreszcze, tak się cieszę. Ja pierdziu! - wykrzyknęła rękodzielniczka. Na horyzoncie pojawił się jednak problem, a konkretnie dwa: Szymon i Beata. Czy nie przybyli za wcześnie?
Sprawdzają!
Eksperci „Farmy” mieli ze sobą wózek wypełniony smakołykami, a także 10 tysięcy złotych. Żeby dostać jedno i drugie, wystarczyło poprawnie wykonać zadania. Szymon i Beata poprosili Karolinę, żeby pokazała im efekty pracy. Ekspertka spróbowała śmietany i nie miała jej nic do zarzucenia, ale co z serami? - Nie zdążyliśmy, nie wyrobiliśmy się po prostu - przyznała Karolina, zasłaniając się brakiem wiedzy na temat serowarstwa. Ta jednak była w Księdze Farmy, o czym Beata nie omieszkała przypomnieć. - Następnym razem musicie dokładnie czytać - powiedziała.
Druga część, czyli zielnik, to już inspekcja ze strony Szymona. Rolnik pochwalił parawany, które zasłaniały skrzynki przed zwierzętami, ale miał sporo uwag. Skrzynki były cztery, a nie dwie, a więcej wiedzy na temat roślin miała „Peonia”, nie Karolina. Dlatego ekspert zapytał, czy to aby nie od niej powinien odbierać zadanie.
Inaczej być nie mogło
Przyszedł czas na oceny. Brawa za śmietanę, ale brak serów? - Szokujące - przyznała Beata. Skrzynie z kolei miały odpowiednie wymiary i konstrukcję, ale winny być tylko dwie. Dość złośliwie skomentowała to Ewa. - Nie sądziłam, że można nie zapamiętać naprawdę tak ważnej informacji. Nawet w drugiej klasie szkoły podstawowej dzieci są uczone czytania ze zrozumieniem. Myślę, że ten etap już powinniśmy mieć odhaczony - powiedziała, wyraźnie mając na myśli Farmerkę Tygodnia.
Wyświetl ten post na Instagramie
Szymon wypunktował: ziemia nie była nasypana po brzegi, a zielnik wyglądał dość ubogo. Efekt? Kosz z jedzeniem wyjechał z Farmy, a zadanie nie zostało zaliczone. Wina spadła na Karolinę.
Sięgnąć do pamięci
Najważniejsza osoba w gospodarstwie źle się z tym czuła, że zawiodła, w dodatku wyciągnęła ze skrzynki list. Zwoławszy resztę, przeczytała go na głos. Autorem był Szymon. „Chyba o czymś zapomnieliście, zastanówcie się dobrze. Gdzie są wasz ciągnik, słoma i siano? Wracajcie na pole, bo niedługo zwierzęta nie będą miały co jeść. Wykażcie się szybkością kucyka” - napisał z humorem, a do wyjazdu w pole zgłosili się Janusz, „Janosik” i Andrzej.
Swawola budowlana
Reszta z kolei wróciła do pracy przy budowie szopy. Farmerka Tygodnia zauważyła, że jej konstrukcja się w zasadzie nie pojawia. Wskazała Agnieszce, że fundamenty powinny być wkopane na 50-70 centymetrów w ziemię, ale Łodzianka uznała, że to niepotrzebne komplikowanie sprawy. - Tyle, co do skarpety i tyle starczy - powiedziała pracowniczka magazynu. Karolina uległa, a za planowanie wzięła się Ewa. Pisarka chwaliła się prowadzeniem w przeszłości firmy, która stawiała wiele obiektów.
Nie ma co się spieszyć
Zadowolony z siebie Janusz przyjechał traktorem z pierwszymi balotami, po czym wraz z Andrzejem i „Janosikiem” wrócił na pole. Między trzema mężczyznami wywiązała się dyskusja, której zwieńczeniem było motto: lepsze deko handlu, niż kilo roboty. Skrytykowali też słabo wyglądającą budowę szopy i postanowili nieco odpocząć.
Jak tak można?
W tym samym czasie Roland, Dominika, Agnieszka, Ewa i Wojtek wkopali w ziemię pierwszy bal. Zdecydowanie za płytko. - Ja rozumiem, że ktoś nie potrafi, że ktoś coś tam, ale jak mówię, że kołek 50-70 centymetrów, to niech tak robią! - powiedziała zdenerwowana Karolina w rozmowie z „Lamią”. Wcześniej skwitowała też nowych. - Oni nie wyglądają na takich, co by myśleli - wyrzuciła z siebie. Nerwy były też z drugiej strony. - Jest tu chaos, są tu krzyki. Mi to psychikę... ja tu nie będę robił - powiedział Aksel, nie mogąc się doprosić informacji, skąd ma brać ziemię.
Kłębek nerwów
Farmerka Tygodnia wyraźnie poszukiwała męskiego wsparcia. Poprosiła Janusza o pomoc przy budowie szopy, ale góral miał w planach co innego, mianowicie zabezpieczenie przywiezionego siana. - Jak ktoś inny pójdzie, to zaraz to zj**** i będzie z tego wielki ch*** - zauważył, sugerując przy okazji lepsze rozdzielanie zadań i pracowanie nad grupą.
Głodni i zestresowani farmerzy zasiedli do obiadu. Nagle dobiegł ich głośny krzyk. - Hej, ludzie! Niech no k**** ktoś tu przyjdzie, ile was tam będzie radzić? - wyrzuciła z siebie Karolina. Nikt nie zareagował, co wzmogło gniew. - Ja po prostu już mam dosyć, rzygać mi się chce, ktoś tu k**** zap******** kopać dziury z haczką, kręcimy się jak g**** w przerębli, ja tu nie jestem jakimś turem, żebym to wszystko ciągnąć. Mi normalnie się robi wstyd - stwierdziła, po czym poszła na siano, aby tam, w samotności, dać łzom ujście.
Wyświetl ten post na Instagramie
Po powrocie przedyskutowała sprawę z Januszem. Góral zalecił jej więcej spokoju i mniej gonienia z zadaniami. Spokojny na co dzień Roland nieco się uzewnętrznił. - Ewka konewka też mnie tak irytuje - powiedział. Grupa zgodziła się, że nowi farmerzy nieco za dużo mówią, a za mało robią. Dlatego zostali na wieczór skierowani do dojenia.
Nadchodzi bitwa
Była jeszcze jedna sprawa, o której należało pomyśleć. Do wieńczącego tydzień pojedynku została już wcześniej, mocą Szymona, nominowana Agnieszka, ale pozostawał jeszcze w tym zakresie wakat. Karolina skłaniała się ku Ewie bądź Akselowi. - Nie wiem, czy działa mi na nerwy, czy nie. To jest po prostu dla mnie inna bajka - skwitowała miłośnika sztuk walki. Janusz też chętnie zobaczyłby w pojedynku nowego farmera, ale Agnieszka? - Chyba was Bóg opuścił - skomentowała pomysł Łodzianka.
Coś tu nie gra
Pogorszenie nastroju odczuł tymczasem Janusz. Góral za maską śmiechu chował rozterki. Wiedział, że na wszystko, co robi na farmie, będzie patrzeć jego potomstwo. - Dzieci są najważniejsze, dla nich potrafię zrobić wszystko - wyznał łamiącym się głosem.
Będzie trio
Rozterki przerwało pojawienie się na farmie Ilony i Mileny Krawczyńskich. Siostry ADiHD oznajmiły, że nazajutrz zmierzą się ze sobą trzy osoby. Jedną z nich była Agnieszka, a pozostałymi? Karolina w końcu wskazała na Ewę. - Uważam, że ta osoba jest zbędnym trybikiem na farmie - uzasadniła, powodując uśmiech na twarzy Agnieszki.
Ewa, przynajmniej pozornie, nie poczuła się dotknięta. Ale nie ma się co dziwić, bowiem to pisarka miała wskazać nazajutrz ostatnią osobę do pojedynku.
Na ciekawy pomysł wpadła Ola, która, konsultując się z Agnieszką, chciała się zgłosić na ochotniczkę. Do obrad dołączyła Ewa. Zadecydowane! Do pojedynku staną wszystkie trzy, o ile oczywiście pisarka nie zmieni zdania...
Grom z jasnego nieba
„Farma” to nie dla każdego łatwy kawałek chleba. Czasem ci, którzy wydają się najsilniejsi, okazuję się mieć sporo wątpliwości co do pobytu w gospodarstwie. - Ja jak wyjdę z farmy, to pewnie miesiąc grill nie będzie gasł - rzucił Janusz. I, jak się niebawem okazało, miał do przekazania coś bardzo ważnego. Poczuł bowiem góralską tęsknotę. Zadzwonił dzwonkiem i zaprosił wszystkich do kuchni.
Zgromadzeni liczyli na jakiś miły żart, ale nic z tego. - Za******** was było poznać, super było spędzić z wami czas, ale podjąłem taką decyzję, że opuszczam farmę dziś. Uszanujcie to. Wszystko wam wyjaśnię w liście i po prostu wyjdę. Jeszcze raz wam za wszystko dziękuję, pa - pożegnał się, szokując i wprowadzając do gospodarstwa grobową atmosferę.
- Teraz to ja sobie w ogóle nie poradzę tutaj bez niego - skomentowała Karolina przez łzy. Płakały w zasadzie wszystkie farmerki, które miały okazję spędzić z Januszem dłuższy czas. Góralowi też zaszkliły się oczy. - Dla moich dzieci jestem w stanie zrobić wszystko. I kocham was - powiedział przed zamknięciem bramy z drugiej strony. Tęsknota chyba dała o sobie znać...
„Farma” - edycja 5, odcinek 9:
„Farma” od poniedziałku do czwartku o godz. 20:30 oraz „Farma - finał tygodnia” w piątek o godz. 19:55 w Polsacie.