2026-01-30

Hejterzy nie trafiają w jej kompleksy. Ola Filipek i EMOCJE

Widzowie Polsatu poznali dziennikarkę w „Tańcu z Gwiazdami” i pokochali. Aleksandra Filipek dołączyła wkrótce później do ekipy prowadzących „halo tu polsat” dając wszystkim niezbędną z rana porcję pozytywnej energii. Skąd u niej ta umiejętność? Cykl EMOCJE ukazuje nieznane oblicza osób, dzięki którym widzowie Polsatu od lat bawią się, wzruszają i ekscytują. Jaka jest naprawdę Aleksandra Filipek?

Aleksandra Filipek i DZIECIŃSTWO

Z dzieciństwa najbardziej pamiętam artystyczne szaleństwo. Rodzice dali mi, a także moim siostrom, dużą przestrzeń na rozwój kreatywny. Bo co sobie wymyśliłam, to robiliśmy. To nie było rozpieszczanie. Oni chcieli, żebym sprawdziła się na wielu frontach i wybrała to, co najbardziej będzie mi pasować.

Kiedy powiedziałam, że chcę iść do szkoły muzycznej, to zapisali mnie i przez 6 lat zasuwałam równolegle do normalnej podstawówki i szkoły muzycznej. Kiedy wymyśliłam sobie, że idę do chóru szkolnego - to poszłam. Tata woził mnie po całej Małopolsce na konkursy wokalne czy recytatorskie, żebym mogła się kreatywnie rozwijać. Co prawda nie zostałam ani wziętą skrzypaczką, ani piosenkarką, ale miłość do muzyki została we mnie do dziś.

I za to jestem rodzicom ogromnie wdzięczna. Nigdy nie podcinali mi skrzydeł, wręcz odwrotnie. Ale co ciekawe, nie lubiłam jak przychodzili na moje występy i chwalili się moimi umiejętnościami czy osiągnięciami. Robiłam przecież to wszystko dla siebie, a nie dla poklasku. To były czasy podstawówki i gimnazjum - trudny wiek. Nieco po fakcie zrozumiałam, że jak wychodzisz na scenę z mikrofonem, to wystawiasz się na ocenę rówieśników. Czy mi to przeszkadzało? Wytrąciło mnie to z mojej strefy komfortu, ale nie na tyle, żeby przestać.

Tym bardziej, że nie spotkałam się w tamtym czasie z hejtem. Może dlatego, że miałam swoją paczkę przyjaciół i to ich wsparcie i zdanie było dla mnie najważniejsze. W liceum trafiłam na projekt „eLO RMF”, umożliwiający uczniom z krakowskich szkół naukę tajników pracy w radiu. Co ciekawe, pierwszej rekrutacji nie udało mi się przejść. Ale skoro nie wpuszczono mnie drzwiami, to weszłam oknem i mogłam zacząć pracę radiowca.

Moim marzeniem, jeżeli chodzi o studia, było oczywiście dziennikarstwo. Ale wiele osób powtarzało mi, że dziennikarz uczy się najwięcej w terenie, a nie w sali wykładowej, więc ostatecznie wybrałam coś z zupełnie innej bajki: Elektroniczne przetwarzanie informacji na UJ. Wybrałam taki kierunek, który dał mi dużo czasu na naukę i pracę w radiu. I to był strzał w dziesiątkę. Moje życie kręciło się wtedy wokół studiowania, radia i… nocek w barze, gdzie dorabiałam sobie, żeby jak najszybciej się usamodzielnić.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Filipek (@ola.filipek)

Aleksandra Filipek i KARIERA

Jak wyglądał mój start w karierze? Po kilku latach „zabawy w radio” dostałam propozycję pracy w RMF FM. Uważam, że niewiele wtedy wiedziałam o robocie radiowca, a na dzień dobry dostałam spore wyzwanie - duet z Markiem Piekarczykiem - rockową legendą i rasowym buntownikiem. Wrzucili mnie na głęboką wodę! I nie utonęłam! Po jakimś czasie dostałam wreszcie moją wymarzoną audycję. Nocną, bo przez to musi przejść każdy początkujący, ale już rokujący radiowiec. No i siedziałam w tym miejscu ładnych kilka lat, po cichu marząc o większym wyzwaniu. Największym spełnieniem dla radiowca jest oczywiście program w ciągu dnia, od poniedziałku do piątku, ten z najwyższą słuchalnością.

Latem, przed każdą nową ramówką, kiełkowała we mnie nadzieja, że może w końcu się uda. Ale długo słyszałam, że to jeszcze nie ten moment. Być może to mnie nauczyło, że cierpliwość jest bardzo ważna. I że na wszystko musi przyjść odpowiednia pora i czas.

Oprócz nocek dostawałam do poprowadzenia weekendowe wydania, sporadyczne przedpołudniówki w ciągu tygodnia. Ale dla mnie ciągle to nie było to. I nadszedł rok 2023, kiedy nagle nastąpił jakiś przełom. Najpierw dostałam wyzwanie poprowadzenia z ramienia RMF muzycznego festiwalu z TVN. Duża sprawa i ogromne emocje, ale jeszcze większe nadeszły potem, kiedy tuż przed startem nowej ramówki dostałam informację, że od września poprowadzę radiowy prime time! Dostałam moje wyczekane popołudniówki, w wymarzonym duecie z Mateuszem Opyrchałem. Mamy je zresztą do dziś.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Filipek (@ola.filipek)

Ale z marzeniami jest tak, że kiedy spełnisz jedno, to od razu zwalnia się przestrzeń na kolejne… Więc co jakiś czas kołatały mi się w głowie myśli, na razie bardzo nieśmiałe, o telewizji. I sporo jest w tym prawdy, że trzeba uważać o czym się marzy, bo nagle, jak grom z jasnego nieba, pojawiła się propozycja udziału w „Tańcu z Gwiazdami”. Oczywiście przemknęło mi przez myśl, czy w ogóle dam radę. Bo radiowcy nie są tak znani, jak gwiazdy pokazujące swoje twarze w mediach. Stwierdziłam wtedy, że byłabym nierozsądna, gdybym nie skorzystała z takiej propozycji.

Miałam ambicję dotrwania do 2. odcinka - w pierwszym i tak nikt nie odpada. Żeby wstydu nie było. Okazało się, że ludzie polubili tę zwykłą dziewczynę z radia. Doszłam do 6. odcinka! O ile miałam obawy, jak ludzie zareagują na moją nieznaną twarz. to minęły one już po pierwszym odcinku. Widzowie głosowali, dostawałam miłe komentarze. Myślę, że ta sympatia ludzi przełożyła się na to, że zostałam jedną z prowadzących w „halo tu polsat”. Jestem wdzięczna, że Edward Miszczak mnie zauważył i też zaryzykował, dając mi tę szansę.

2025 rok był dla mnie zawodowo szalony i przełomowy. Sprawdziło się u mnie to, że warto kierować się intuicją i sercem, a nie tylko rozsądkiem. Bo gdybym kierowała się tylko rozsądkiem, nie poszłabym do „Tańca z Gwiazdami”. Teraz czuję bardzo duże zawodowe spełnienie. Robię radio, które kocham i które daje mi stabilizację. I pozyskałam telewizję, o której marzyłam, a która wciąż jest dla mnie wyzwaniem. I tak, marzę o tym, żeby mieć własny program. Nie będę się z tym kryć. I nawet wiem jaki!

Aleksandra Filipek i PORAŻKI

Myślę, że mam ich w życiu tyle samo, co inni ludzie. Nie bardzo umiem je wymienić. Może dlatego, że moja głowa traktuje je raczej jako lekcje i wyzwania, a nie klęski. W moim życiu były dwa takie momenty, które odczułam dość boleśnie.

Pierwszy, kiedy odpadłam w pierwszej rekrutacji do RMF FM w licealnym projekcie „eLO RMF”. Moje koleżanki z klasy się dostały, a ja nie. Bardzo to przeżywałam. Nawet nie dlatego, że marzyłam o pracy w radiu od urodzenia. Tylko dlatego, że jednak większość rzeczy, na których mi do tej pory zależało, zawsze udawało mi się osiągnąć. Przez dłuższy czas nie mogłam słuchać audycji koleżanek - przyznam się - z zazdrości. I nagle szczęście się do mnie uśmiechnęło. Przyszły matury i w radiu posypały się ramówki. Szukali na gwałt zastępstwa. Mój kolega, który również dostał się do tego projektu, zaproponował mnie. A gdyby o mnie nie pomyślał, kto wie, gdzie zawodowo byłabym teraz.

Cieszę się, że wtedy pomimo porażki postanowiłam biec dalej za swoimi marzeniami i robić to, co podpowiada mi serce. Mogłam się zniechęcić i pójść inną drogą. Wziąć sobie do serca to, że ktoś stwierdził, że się do radia nie nadaję. Ktoś, kto mnie odrzucił, nie wiedział, że dziś będę prowadzić najchętniej słuchany program popołudniowy w radiu i że będę siedzieć jako prowadząca na kanapie „halo tu polsat”. Powiem więcej! Ja tego wtedy też nie wiedziałam. A jednak!

Aleksandra Filipek i RELACJE

Wtedy nauczyłam się, że relacje są bardzo ważne! I stosuję się do tej zasady również w Polsacie. Znajomi wypytują mnie o to, jak jest w telewizji, bo mają w głowie stereotypy o nieustannym wyścigu szczurów. A u nas w „halo tu polsat” jest miło, ciepło, cudownie! Jako człowiek z zewnątrz od razu poczułam się jak swoja. Telewizji dopiero się uczę. Tutaj najbardziej pomaga mi mój telewizyjny partner Olek Sikora - a ja w zamian uczę go radia.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Filipek (@ola.filipek)

To, że relacje w życiu człowieka są ważne, zrozumiałam dosyć wcześnie. Od kiedy pamiętam, uważałam, że warto pomagać bezinteresownie. Mój tata był wojskowym i tam, gdzie miał jednostkę, tam akurat mieszkaliśmy. Trzymaliśmy się więc jako rodzina bardzo blisko, wspieraliśmy się. Osiedliśmy ostatecznie w Krakowie. Ale przez całe moje dzieciństwo byliśmy z dala od cioć, babć i dziadków. I to mnie chyba nauczyło takich zdrowych relacji. Rodzice mieli zawsze dużo przyjaciół i bardzo to sobie cenili. Jak ma się trudniejszy moment w życiu, to twoi ludzie ci pomogą. A takie wsparcie jest nieocenione.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Filipek (@ola.filipek)

Aleksandra Filipek i ROZPOZNAWALNOŚĆ

Będąc w radiu można się schować za mikrofonem. Kiedy trafiasz do „Tańca z Gwiazdami” - nie ma takiej możliwości. Wystawiasz się także na hejt. Starałam się pokazywać tylko tyle, ile chciałam i ile sama byłabym w stanie udźwignąć. Obserwując show biznes od lat, czytając zawodowo te wszystkie portale plotkarskie zrozumiałam, że nie chcę się obnażać tak, jak wiele innych osób z przestrzeni publicznej.

Bo ja nie poszłam do TzG żeby zostać gwiazdą. To było dla mnie kolejne wyzwanie, kolejna adrenalina, możliwość sprawdzenia się w czymś zupełnie nowym. Miałam świadomość, że mój udział w tym programie może przełożyć się zawodowo na coś nowego. Pewnie gdybym poszła do programu z myślą, że chcę zostać celebrytką, doprowadziłabym do tego. Ale nie o to mi chodziło.

Chciałam być oceniana na podstawie tego jak tańczę i jaką rozrywkę daję ludziom, a nie swojego prywatnego życia.

Aleksandra Filipek i HEJT

Mam szczęście. Jestem dziewczyną z sąsiedztwa - tak mnie ludzie postrzegają i taką mnie lubią. Jednak dziewczyny... mają gorzej. Powiedziałam to! Weźmy dla przykładu radio. Trudniej nam się wkupić w łaski słuchaczy.

Przez lata utarło się, że to męski głos jest bardziej pożądany, bo lepiej działa na wyobraźnię. Z jednej strony mamy taryfę ulgową u męskiej strony słuchaczy, a z drugiej jak dziewczyna słyszy dziewczynę w radiu to jest bardziej krytyczna. Przez lata miałam tak, że ignorowałam wszystkie komplementy od słuchaczy, jeżeli byli facetami. A czułam się jakbym Pana Boga za nogi złapała, kiedy jedna z kobiet napisała, że lubi ze mną spędzać czas i jestem fajna. O takie komplementy wcale nie jest łatwo.

Pamiętam, że miałam w swoim życiu słuchaczkę, która bardzo często dzwoniła do radia i ciągle narzekała, że ta Ola Filipek jest okropna, że nie lubi jej słuchać, że jest bez polotu itp. Nie miała jednak świadomości, że te telefony odbieram ja! Pewnego dnia postanowiłam jej się przedstawić. Usłyszałam: no w sumie nie jest pani taka zła, miło się rozmawia! Pozdrawiam! - i się rozłączyła.

Jeżeli chodzi o „Taniec z Gwiazdami”, to nawet nie mam pojęcia, czy w moim kierunku wylał się jakikolwiek hejt. Nie miałam czasu na czytanie zbyt wielu komentarzy. Na początku na pewno ludzie pisali: A kim ona jest? A co osiągnęła? Jaka z niej znowu gwiazda?! Ile ma obserwujących na Insta? Faktycznie, mimo że mam świadomość mojej wiedzy i kariery zawodowej, nie było to dla mnie komfortowe. Czy pisali, że jestem brzydka? Chyba nie.

Ale od kiedy jestem w „halo tu polsat”, ludzie potrafią napisać, cytuję: ona chyba zapomniała cycków do pracy! albo: mogłaby coś zrobić ze swoim dziąsłowym uśmiechem. Co ja z tym robię? Uśmiecham się. Bo nikt nie trafił jeszcze w moje prawdziwe kompleksy. Cycki czy uśmiech można poprawić i gdybym chciała, to bym to zrobiła.

Mam to ogromne szczęście, że weszłam w telewizję w takich czasach, kiedy jest też Internet. I bardzo dużo influncerek. Pojawienie się jakiejś Oli Filipek w przestrzeni medialnej nie jest wielkim wydarzeniem. Nawet jeśli ktoś mnie zauważy, to skupi się nie tylko na mnie. Bo jestem jedynie elementem większej całości. I to mi bardzo odpowiada.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Ola Filipek (@ola.filipek)

Oficjalny profil POLSAT na Instagramie - @polsatofficial

Oficjalny profil POLSAT na TikToku - @polsat