Aleksander Sikora i KARIERA
W moim DNA płynie telewizja Mam to szczęście, że wiedziałem, że chcę pracować z kamerą albo na scenie od początku mojego jestestwa. A przynajmniej od 4 roku życia. To była Wigilia 1994 roku. Ktoś z rodziny poprosił mnie, żebym powiedział wierszyk, którego nauczyłem się w przedszkolu. Mama postawiła taboret, na którym stanąłem. Lekko speszony, miętoląc w rękach krawatkę na gumce, wyrecytowałem przedszkolne dzieło.
Tata wszystko nagrywał kamerą VHS. To było moje pierwsze spotkanie z nią, bardzo ważne. Jak skończyłem, to oczywiście cała rodzina zaczęła bić brawo. Pamiętam, że byłem z siebie tak zadowolony, czułem tak wielką dumę i szczęście, miałem taki wyrzut endorfin, że postanowiłem to kontynuować.
Akurat tego wieczora pod choinkę dostałem keyboard dla dzieci, świetne narzędzie do tego, żeby zwrócić na sobie uwagę domowników. A potem już było z górki. A czasem pod górkę. Przez 10 lat uczyłem się występów na scenie w Nowej Akademii w Krakowie, to był teatr muzyczny dla dzieci. Miałem zdawać do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, do której przygotowywał mnie Wojciech Krupiński, świetny aktor i pedagog. Niestety zmarł, kiedy byłem w 3 klasie liceum. I coś we mnie pękło. Uwielbiałem go! To on zaszczepił we mnie pasję do sceny.
Straciłem mentora i stwierdziłem, że bez niego nie dźwignę tych egzaminów. Nie miałem planu B. Straciłem pomysł na siebie. Postanowiłem w związku z tym rzucić się w wir życia towarzyskiego i pójść na jakiekolwiek studia. Przetrwać i dobrze się bawić. Studiowałem 3 kierunki: biologię i geografię oraz zarządzanie na Uniwersytecie Jagiellońskim w rodzinnym Krakowie. Fakt - nie miało to nic wspólnego z kamerą Ale ja nie miałem zamiaru kamerze odpuszczać.
Zaparłem się, chodziłem od castingu do castingu, aż w końcu trafiłem do telewizyjnej stacji muzycznej VIVA Polska. To był rok 2010. Wówczas była ona popularna wśród młodzieży. Szukali na staż prezenterski młodych przebojowych ludzi. Stwierdziłem, że to coś dla przebojowego mnie! Wysłałem zgłoszenie. Odezwali się na 2 dni przed zdjęciami do programu, który miał wyłonić zwycięzcę.
Musiałem dojechać do Wrocławia, a w kieszeni miałem jakieś 2 złote. Rodzice powiedzieli, żebym zapomniał o tym wyjeździe. Bali się puścić mnie samego do obcego miasta, mimo, że teoretycznie byłem już dorosły. Ostatecznie dali mi kasę na bilet. Dostałem się do finału pokonując ponad 100 chętnych i zająłem drugie zaszczytne, nic nie dające miejsce. Ale tylko pozornie. Ludzie ze stacji zapewnili mnie, że się do mnie odezwą. I po pól roku odebrałem telefon: dostałem się na staż dziennikarski.
Wyświetl ten post na Instagramie
Pierwsze wyzwanie - Akcja Lato na Bałtykiem. Rzucili mnie na głęboką wodę i patrzyli czy wypłynę Postawili mnie przed kamerą bez żadnego przygotowania i powiedzieli: mów, zrób zapowiedź na 2 minuty, masz tu piosenkę Britney Spears. Brak mojego doświadczenia był na początku bardzo widoczny. Ale jak wróciliśmy do Warszawy to usłyszałem, ze przedłużają ze mną współpracę i wtedy dopiero objęli mnie profesjonalna opieką.
To był mój prawdziwy zawodowy początek. Potem były kolejne wyzwania i nauka. iTV - programy na żywo, świetne przygotowanie do telewizji śniadaniowych. Agora - tworzenie internetowych formatów rozrywkowych oraz wywiady z celebrytami z czerwonego dywanu. To nauczyło mnie dbania o własną prywatność. TVP - nauczka, że można wylecieć z powodów tylko politycznych. No i wreszcie Polsat! Polsat, który sam mnie odnalazł i przyjął pod swój dach, kiedy w lekkim stanie depresyjnym nie wiedziałem co ze sobą zrobić. I za to bardzo dziękuję mojej stacji matce!
Dziękuję też za lekcję cierpliwości. W „halo tu polsat” zajmowałem się tylko reporterką. I czułem, że nie mogę się w pełni realizować. Wtedy Edward Miszczak powiedział mi: musisz jeszcze poczekać! Ponieważ traktuję go jak swojego mentora, coucha, guru telewizyjnego, to zacisnąłem zęby i go posłuchałem. Na początku uważałem, że robię coś poniżej swoich umiejętności, ale właśnie to, dało mi siłę na późniejsze prowadzenie programu. Pokora w tej robocie jest bardzo ważna.
Gdzie się widzę za 10 lat? Widzę się dokładnie w tym samym miejscu, w którym jestem. Bo moim zawodowym spełnieniem jest po prostu trwanie w tym zawodzie.
Wyświetl ten post na Instagramie
Aleksander Sikora i DZIECIŃSTWO
Ten czas to pierwsze przygotowania pod karierę w telewizji. Bez przerwy prosiłem tatę, żeby był moim operatorem. I on chętnie w te moje pomysły wchodził. Zrobiłem w swoim pokoju studio TV, rozwiesiłem prześcieradła, ułożyłem scenografię i odtwarzałem to, co zobaczyłem na małym ekranie. Tworzyłem też programy autorskie, nazywałem je własnymi tytułami. Jak miałem 9 lat to poprosiłem rodziców żeby mnie zapisali na zajęcia dodatkowe. Oni moje zainteresowania telewizyjne traktowali jako zabawę i w życiu nie pomyśleli, że to może być coś poważnego. W związku z tym zapisali mnie na karate Wytrzymałem może dwa zajęcia - do pierwszego przewrotu za ramię i poprosiłem żeby mnie natychmiast wypisali.
Następnie rodzice wpadli na pomysł, że zapiszą mnie na taniec towarzyski. Byłem na jednych zajęciach i stwierdziłem, że to w ogóle nie jest moja bajka. Po występach w „Tańcu z Gwiazdami” zdania nie zmieniłem. To piękna sztuka, ale nie czuję się w niej wystarczający. Zazdroszczę zawodowym tancerzom świadomości ciała i umiejętności. To naprawdę ciężki sport i wiele wyrzeczeń z nim związanych.
Metodą prób i błędów rodzice wreszcie doszli do tego, że ich dobra znajoma pracuje w jednym z domów kultury w Krakowie. I tak trafiłem do Nowej Akademii, czyli teatru muzycznego. To było to! Dzieciństwo to też Wiedeń. W 1974 roku moja babcia przeprowadziła się do Wiednia i tam mieszkała. A ja regularnie u niej bywałem. To miasto mnie otworzyło na świat, mocno wpłynęło na to, kim jestem teraz. Obserwowałem Europejczyków, i podobało mi się to, co widziałem. Chciałem być częścią tej Europy. Imponowało mi to jak się zachowują, jak się, ubierają, jak spędzają czas wolny - no wszystko!
Pochodzę z takiego domu, gdzie na wartości kładziono duży nacisk. Doceniłem to dopiero jako dorosły człowiek. Główna zasada: szanuj siebie i innych! Inaczej: żyj w zgodzie ze sobą i jednocześnie pozwól żyć innym! Pobyty u babci tylko umocniły we mnie te wartości, z czego ogromnie się cieszę! Myślę, że też dzięki babci chcę pomagać seniorom. Uwielbiam ich! Mam do nich ogromny szacunek, bo mocno wpłynęli na młodego mnie.
Wyświetl ten post na Instagramie
Aleksander Sikora i PRYWATNOŚĆ
Strzegę jej! Bardzo konsekwentnie. Dlaczego? To jest wynik mojej pracy w serwisie plotkarskim.
Przede wszystkim zobaczyłem, że żonglowanie prywatnością, często odsłanianie wszystkiego co prywatne, źle się kończy. I tak, praca w takim miejscu wymaga dostarczania klikalnych treści. Często agresywnych, na granicy dobrego smaku, zachęcających hejterów. Udało mi się to obejść i jestem z tego bardzo dumny. Wymyśliłem sobie, że pójdę w… humor. I nagle rozmowy o zupie i ulubionej kreskówce z dzieciństwa klikały się na potęgę.
Bo jak pytasz celebrytę o to, czy smaruje chleb cienko masłem czy grubo, to od słowa do słowa osoba się otwiera, buduje sobie do ciebie zaufanie. I koniec końców, gwiazdy mówiły mi dużo ciekawsze rzeczy, niż innym. Bywały też takie, które mnie prosiły, żeby pokazać wszystko co mają. I OK. Najważniejsze, że nie przekroczyłem nigdy granic przez te osoby wyznaczonych.
Mam ten rodzaj wrażliwości, że czuję, gdzie mogę nacisnąć, a gdzie nie mogę dotykać. I to chyba powodowało, że w moim przekonaniu wzbudzałem sympatię i zaufanie. Co działało w obie strony, bo ja naprawdę kocham polski show-biznes i ludzi, którzy go kreują. Również to, że nigdy nie kategoryzowałem ludzi. Interesował mnie każdy człowiek - znany, mniej znany, upadły czy nie.
Na podstawie tych wszystkich rozmów stworzyłem na swój własny użytek zasadę nie pokazywania wszystkiego. Bo wiem, że jeżeli ktoś daje wszystko na tacy to trafia do kategorii osób publicznych z krótkim terminem ważności. Mnie to nie interesowało. Dla jasności, nie krytykuję i nie potępiam tych, którzy pozwalają infiltrować swoje życie prywatne. I tych, którzy je monetyzują. Mówię tylko o swoich wyborach. Nie oceniam innych.
Wyświetl ten post na Instagramie
Dlaczego więc wziąłem udział z własną siostrą w programie „Demakijaż”? Krzysiowi Ibiszowi się nie odmawia! I stacji matce też Prawda jest taka, że już wtedy wiedziałem o moim udziale w programie „Taniec z Gwiazdami”. Chciałem oswoić siostrę z kamerą. Zależało mi na tym, żeby wystąpiła później ze mną w odcinku rodzinnym. Ostatecznie się nie zdecydowała, a ja nie chciałem naciskać. Bo są rzeczy ważniejsze niż program rozrywkowy. Rodzina.
Aleksander Sikora i PIENIĄDZE
Dorastałem w dostatku. Do pewnego momentu. Niestety biznes rodzinny rozsypał się jak miałem 10 lat i rodzicie wpadli w tarapaty finansowe. Nie przeżywałem tego w jakiś szczególny sposób, ale zauważyłem zmianę, przeskok z dobrobytu do prozaicznego życia, w którym rodziców nie było stać na zapłacenie za moją wycieczkę szkolną czy inne bardziej przyziemne potrzeby.
Czy nauczyło mnie to szacunku do pieniądza? Tak. Nie trwonię ich, ale nie jestem skąpy. Ktoś mnie kiedyś zapytał czy jestem bogaty. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że jestem, ale w wymiarze niematerialnym. Padło kolejne pytanie - to co sobie najdroższego kupiłeś? Nie, nie poszedłem do butiku i nie kupiłem sobie butów za 10 tysięcy złotych.
Dla mnie bogactwem jest to, że mogę pozwolić sobie na hipotekę na 30 lat, wlać benzynę do baku, pojechać na wakacje i kupić prezenty rodzicom. Więcej nie potrzebuję. Wielu ludzi reprezentuje typ człowieka, któremu ciągle jest za mało. Ja tego nie mam. Na moje szczęście.
Aleksander Sikora i WADY
Mam. Moją potężna wadą jest brak pewności siebie. Staram się nad tym pracować od bardzo dawna. Czym to się objawia? Prawie zawsze uważam, że jestem słabszy od innych. W dużej mierze jest to kwestia wychowania. Bo kiedy jako dziecko mówiłem, że coś pięknie narysowałem czy zrobiłem, to słyszałem: Oluś, pokora!. To ona doprowadziła mnie na wyższy wymiar braku wiary w siebie. A nie o to rodzicom chodziło. Jak osiągnę jakiś sukces, to nie powiem sobie, że jestem z siebie dumny i zawdzięczam to swojej pracy.
Ja myślę: udało mi się! A to nie udało się! To była ciężka praca. Nikt za mnie nie wstawał o trzeciej w nocy, żeby jechać pierwszym pociągiem do Warszawy i pracować. Wielu wolało wtedy spać. A ja z głową pełną marzeń chciałem budować doświadczenie.
Ale to wszystko doprowadziło mnie do miejsca, gdzie teraz jestem. Inne wady? Perfekcjonizm i kontrola. Pracuję nad nimi Tak samo jak nad asertywnością, to duże wyzwanie.
Aleksander Sikora i MARZENIA
W tym momencie mam wszystko o czym marzyłem, no prawie wszystko Mam telewizję i radio. Mowa oczywiście o marzeniach w kontekście pracy. To mi daje siłę oraz spełnienie. Ale jest coś jeszcze. Chciałbym poprowadzić format rozrywkowy typu reality-show. Jestem w końcu dzieckiem wychowanym na „Big Brotherze”!
Wyświetl ten post na Instagramie
Ten program był dla mnie objawieniem. I nie tyle interesowały mnie historie bohaterów. Interesowało mnie zaplecze tworzenia wielkoformatowej telewizji. Technikalia, produkcja programu: jak wyglądał dom, co się działo się za lustrami weneckimi. Moim marzeniem było porozmawianie z Edwardem Miszczakiem o tym, jak sprowadzili z Mariuszem Walterem „Big Brothera” do Polski. I udało się. Teraz czas na kolejny zawodowy krok i nie zawaham się go zrobić!