Pisanie pasją od zawsze
Maciej Zakliczyński opowiedział w wywiadzie, skąd wziął się pomysł na książkę „Bezruch”. - Piszę właściwie od dziecka. Najpierw były pamiętniki, potem dzienniki z podróży, poezja, krótkie formy, opowiadania. To zawsze był mój sposób porządkowania świata - opowiadał.
Szczególnym okresem dla choreografa okazał się rok 2020. - Na dobre wróciłem do pisania w czasie pandemii - wtedy wszystko zwolniło, a ja poczułem, że nie chcę już odkładać tej potrzeby na później. Po pandemii postanowiłem zrobić krok dalej i wydać pierwszą powieść. Tak właśnie „Bezruch” trafił do księgarń, jako efekt długiego procesu, a nie jednorazowego impulsu - kontynuował.
Wyświetl ten post na Instagramie
Praca w telewizji, a pisanie
Czy według Macieja Zakliczyńskiego trudno było połączyć pisanie z pracą nad programami w Polsacie? - To były dwa różne porządki, które musiały nauczyć się współistnieć. Telewizja jest zespołowa, dynamiczna, oparta na reakcji i czasie. Pisanie jest samotne, ciche i wymaga skupienia - mówił.
Zwrócił uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny pracy nad książką. - Pisanie to nie czekanie na natchnienie, to rutyna. Trzeba znaleźć na nie czas tak jak na trening: usiąść i pisać, niezależnie od dnia, nastroju czy pogody. Paradoksalnie jedno pomagało drugiemu. Praca dawała mi rytm i dyscyplinę, pisanie pozwalało zachować kontakt z tym, co wewnętrzne i niespieszne - tłumaczył.
Wyświetl ten post na Instagramie
Intymne spotkanie autora i czytelnika
Co dało choreografowi największą satysfakcję jako autorowi? - To, że sfinalizowałem wewnętrzną potrzebę pisania. Że przestało być ono tylko czymś „na marginesie”, a stało się pełnoprawnym sposobem komunikacji ze światem, najbardziej osobistym i zależnym wyłącznie ode mnie - odpowiedział. - Satysfakcją jest też to, że książka znajduje swoich czytelników. I że paradoksalnie dochodzi do porozumienia bez słów, właśnie przez słowa. To intymna relacja, w której autor i czytelnik spotykają się w ciszy - mówił Maciej Zakliczyński.
Reakcja widzów show na powieść
Maciej Zakliczyński opowiedział też o oczekiwaniu na reakcję widzów, którzy znają go głównie z pracy w telewizji. - Nie bałem się, ale byłem świadomy, że to może być dla niektórych zaskoczenie. Ci, którzy mnie znają, wiedzą jednak, że nigdy nie idę po linii najmniejszego oporu. Zawsze szukam czegoś więcej - nawet w rozrywce - objaśniał.
- Warto być otwartym na ludzi i na różne formy wyrazu, nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem. Bezruch to literatura piękna, powieść, fikcja - ale to życie pisze najciekawsze scenariusze. Literatura jest dla mnie próbą ich zrozumienia, nie imitowania - dodał.
O czym jest książka „Bezruch” Macieja Zakliczyńskiego?
Powieść to historia mężczyzny, który odkrywa, że nie da się kochać, nie biorąc za to odpowiedzialności. I że czasem tylko bliskość może przywrócić puls życiu. Jej bohater, pięćdziesięcioletni Adam, żyje u boku młodszego partnera, Kacpra. Łączy ich wspólna codzienność, dzieli to, czego przez lata nie potrafili sobie powiedzieć. Niedokończone rozmowy, urazy i przemilczana przeszłość osiadły między nimi jak cień, którego nie sposób przegonić.
Pewnego dnia Adam odbiera telefon od przyjaciela sprzed lat, z którym wiąże go więcej niż tylko dawne relacje. Nie tłumacząc niczego Kacprowi, wyrusza w podróż, która może okazać się zarówno misją ratunkową… jak i spóźnionym pożegnaniem.
„Nie pouczam i nie krytykuję”
Co Maciej Zakliczyński chciałby, żeby czytelnik poczuł po przeczytaniu książki „Bezruch”? - Nie piszę podręcznika uczuć. Nie pouczam i nie krytykuję - jestem obserwatorem. Każdy czytelnik sam wyciąga wnioski z lektury. Jedni czują się z tekstem na długo związani, inni nie chcą mieć z nim nic wspólnego. I to też jest w porządku. Jeśli jednak coś miałoby zostać, to może poczucie rozpoznania - że pewne stany, lęki czy zatrzymania są wspólne i nie trzeba ich natychmiast naprawiać - mówił.
Wyświetl ten post na Instagramie
Czy będzie więcej książek?
Czy „Bezruch” to początek nowego etapu w twórczości? - To na pewno nie jednorazowy gest. Kolejne dwie książki już czekają na swój czas. Plan pracy pisarskiej działa niezmiennie - spokojnie, konsekwentnie, bez pośpiechu. Pisanie stało się dla mnie przestrzenią, do której chcę wracać. Z tą samą uważnością i bez presji, by cokolwiek udowadniać - zakończył choreograf.
Nowa edycja „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” wkrótce w Polsacie.
Oficjalny profil „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” na Instagramie - @twojatwarzbrzmiznajomo