Kamila Ścibiorek i RODZINA
Rodzina to dla mnie przede wszystkim bezpieczeństwo i bezwarunkowa miłość. Długo mi tego brakowało, dziś wreszcie mam spokój i poczucie, że jestem kochana. Pochodzę z rozbitej rodziny, jestem DDS (Dorosłym Dzieckiem Alkoholika). Mój tata był alkoholikiem. Wychowywała mnie tylko mama, więc nie za bardzo wiem, co to znaczy mieć tatę.
Wyświetl ten post na Instagramie
Rodzice byli policjantami, u nas w domu był tak zwany zimny chów. Nie raz słyszałam: dlaczego płaczesz?. Nie umieli sobie ze mną radzić, bo jestem osobą wysoko wrażliwą, rozkładam sprawy na milion części, wciąż je analizuję i przeżywam. A mama była zawsze bardzo konkretna. Do tego mam zdiagnozowane ADHD, zawsze byłam dość mocno roztargniona i do dzisiaj uczę się systematyczności. Mama nie zawsze potrafiła się pogodzić z moim chaosem. Sama trzyma mocno granice, ma wszystko poukładane. To był ogromny zgrzyt, bo ja potrzebowałam więcej luzu i empatii, a ona porządku i dyscypliny. I jak każdy dzieciak, dużo miłości.
W domu moich dziadków mężczyzna był królem. Kobieta - służącą. Ja od zawsze wiedziałam, że nigdy taka nie będę. Bałam się małżeństwa, bo widziałam z bliska, jak to wyglądało.
Stąd moje ucieczki w teatr i rysunek. Tam czułam wolność. Dziś sama tworzę rodzinę i wiem, że mężczyzna to też część rodziny i że może być naprawdę fajna.
Kamila Ścibiorek i TERAPIA
Przez lata męczyłam się sama ze sobą. Byłam w związku z narcyzem, który mnie psychicznie niszczył. Schudłam tak, że ludzie podejrzewali nowotwór. Nie umiałam odejść, choć wiedziałam, jak bardzo mnie krzywdzi. Znałam definicję tego zaburzenia bardzo dobrze, ale na poziomie wiedzy. I dopiero kiedy zdecydowałam się pójść na terapię, zrozumiałam to na poziomie emocji.
Wchodziłam w takie związki, ponieważ potrzebowałam „jazdy”, ciągłych bodźców, ciągłego przeciągania liny. Usłyszałam od mojej terapeutki: pani Kamilo, miłość jest przewidywalna i bezpieczna. Ale ja tak wówczas nie umiałam żyć. Musiałam się tego nauczyć.
W mojej rodzinie psycholog był zbędnym specjalistą. A ja wiedziałam, że sama sobie z moimi problemami nie poradzę. Mama długo tego nie rozumiała, a jednak dziś potrafi mnie przeprosić za wiele rzeczy i powiedzieć: nie umiałam inaczej. To dla mnie bardzo ważne. To dzięki terapii jestem dużo spokojniejsza, potrafię nie wyciągać dawnych żali i budować całkiem fajny związek. No i mogłam wreszcie zostać mamą! Przed terapią uważałam, że nie nadaję się do tego. Przerażało mnie, że moje dziecko będzie się czuło tak samo źle jak ja - zbędne i nierozumiane.
Wyświetl ten post na Instagramie
Kamila Ścibiorek i HEJT
Hejt towarzyszy mi od dzieciństwa. Za co? Za ciemniejszy kolor skóry. Moja starsza siostra miała więcej szczęścia w tej kwestii, niż ja.
Wyzwiska w szkole: czarnuchu, wracaj do siebie!, były moją codziennością. Mama smarowała mnie całą kremem z filtrem i zawsze musiałam nosić czapeczkę z daszkiem, żeby się nie opalać , bo wtedy byłam jeszcze ciemniejsza. Ten daszek dawał mi jeszcze jedną ważną rzecz - mogłam ukryć się przed dorosłymi. Mama w taki sposób próbowała mnie chronić. Przyczyna jest prosta, mam w sobie geny nie tylko polskie, ale też włoskie i gruzińskie.
Teraz jestem silniejsza i mam większy dystans, ale negatywne komentarze w internecie potrafią podnieść mi ciśnienie. Dotyczą albo moich poglądów albo mojego odcienia skóry. Natomiast nikt nigdy nie napisał, że jestem brzydka, zawsze to jakieś pocieszenie. Jaki mam na to patent? Robię zdjęcie obraźliwego komentarza i „cisnę z niego bekę” na moim instagramie. To jest najlepsze, co można zrobić. Do dziś, gdy idę na casting potrafię pomyśleć: pewnie mnie nie wezmą, bo jestem czarna. Gdy urodziła się moja córka Zoja, pierwsze, co poczułam, to ulga, że oddycha i ma jasną karnację. Ucieszyłam się, że nie będzie musiała przechodzić przez to, co ja. Straszne, że w ogóle ma się takie myśli. Polsatowi w ogóle nie przeszkadzał mój kolor skóry, jestem za to bardzo wdzięczna!
Wyświetl ten post na Instagramie
Kamila Ścibiorek i POMOC
Potrzebę dzielenia się swoim doświadczeniem w kwestii radzenia sobie z hejtem poczułam dzięki terapii. Chciałam pokazać, że z najgorszego załamania można zwycięsko wyjść. A ja jestem tego chodzącym przykładem. Wiem co to znaczy ciągle beczeć, głodzić się, bo nie miałam siły iść do sklepu po chleb. Zaczęłam więc jeździć po szkołach i spotykać się z młodzieżą. Byłam zaproszona nawet na rekolekcje, gdzie w kompletnej ciszy wystąpiłam przed setką licealistów. Kiedy skończyłam, ustawiła się do mnie długa kolejka, żeby jeszcze pogadać i mnie przytulić.
Potem często dostaję wiadomości: pani Kamilo, dzięki pani poszłam do psychologa. To daje ogromną satysfakcję. Mam takie marzenie, żeby razem z Polsatem i Fundacją Polsat zrobić program o takich problemach, takich dzieciakach i o tym, że takie historie mogą się dobrze zakończyć.
Kamila Ścibiorek i PIENIĄDZE
Pieniądze nigdy nie były dla mnie celem. Zawsze miałam w sobie przeświadczenie, że one i tak do mnie przyjdą. Może dlatego, że pochodzę z rodziny, w której nigdy ich nie brakowało. Moja mama dorastała w biedzie i bardzo chciała, żebym ja tego doświadczenia nie miała.
Mam do pieniędzy dość swobodny stosunek. Przyciągam je, ale się do nich nie przywiązuję. Może to moje ADHD: raz mam, raz nie mam, wydaję spontanicznie, nie oszczędzam. Ale wierzę w swoje talenty i wiem, że jeśli zajdzie potrzeba, zawsze będę potrafiła zarobić. Stabilizację daje mi także partner i dzięki temu mogę podejmować się kolejnych wyzwań: castingi, działalność charytatywna, nowe projekty. Zawsze marzyłam o tym, żeby móc utrzymać się tylko z aktorstwa. Nie chciałam dorabiać jako kelnerka czy sprzątaczka, tylko żyć z tego, co naprawdę kocham. I tak się stało. Czasem mam więcej, czasem mniej, ale to aktorstwo mnie utrzymuje. Serial „Sprawiedliwi - Wydział Kryminalny” daje tę podstawową stabilizację. Mogłabym pracować więcej, są przecież żłobki, ale wtedy zniknęłabym z życia mojego dziecka. Dlatego świadomie wybieram: mniej pieniędzy, ale więcej wspólnego czasu.
Wyświetl ten post na Instagramie
Kamila Ścibiorek i ZAZDROŚĆ
Mam w sobie zazdrość, ale nie zawiść. Natomiast kilka razy z zawiścią się spotkałam, co w środowisku artystycznym ma czasem miejsce. Ja działam inaczej. Nawet osobie, która mnie kiedyś hejtowała, podałam rękę i pomogłam znaleźć pracę. Sama też spotkałam wielu dobrych ludzi na swojej drodze, chociażby Błażeja Peszka, który zupełnie bezinteresownie przygotował mnie do egzaminów do szkoły aktorskiej. Dzięki takim ludziom wiem, że warto wspierać innych. Zazdrość mnie natomiast motywuje. Jeżeli komuś udało się coś osiągnąć, to dlaczego mnie ma się nie udać? Na studiach moja przyjaciółka Kasia Chorzępa wygrała casting na rolę do „Na wspólnej”. Pogratulowałam jej z całego serce, na co ona powiedziała: Kocurze, tobie też się uda! No i się udało.
Wyświetl ten post na Instagramie
Kamila Ścibiorek i KARIERA
Od dziecka marzyłam o aktorstwie. Nawet ćwiczyłam pisanie autografu na wszelki wypadek. Mama za to chciała, żebym poszła za jej przykładem i zaczęła pracować w policji, bo to stała, pewna praca – walczyłyśmy o to mocno. Stanęło na pedagogice resocjalizacyjnej, ale w końcu i tak dostałam się do szkoły aktorskiej.
Aktorstwo daje mi emocje, których potrzebuję i poczucie, że żyję. A Polsat dał mi dodatkowo wiarę w siebie, że nawet z moją „czarną” urodą mogę być główną bohaterką serialu. No i gram… policjantkę - chichot losu.
Dzięki serialowi „Sprawiedliwi” nauczyłam się pracy na planie, pogłębiłam warsztat aktorski i zobaczyłam jak to jest być rozpoznawalną. Mogłam wreszcie rozdawać autografy. Początki były ciężkie, bo pracowaliśmy po kilkanaście godzin codziennie. Nie miałam kiedy wydawać zarobionych pieniędzy. Nauczyło mnie to systematyczności, nie spóźniania się, szacunku do czasu i uważności na ludzi, z którymi pracuję.
Kamila Ścibiorek i PASJA
Od jakiegoś czasu moja pasja to tarot i numerologia, praca z energią. Ta przygoda zaczęła się, gdy miałam 13 lat i po raz pierwszy sięgnęłam po Freuda. Szukałam w internecie odpowiedzi na pytanie, dlaczego mam w sobie tyle emocji. Trafiłam wtedy na termin DDA. Od tamtej pory zaczęłam zastanawiać się, czy można z tego wyjść i jak to zrobić. To był trudny, męczący czas. Ale owocny. Po rozstaniu z narcystycznym partnerem poszłam do tarocistki, chcąc dowiedzieć się, co mnie czeka. Skupiła się przede wszystkim na mojej pracy i zdrowiu. Zapytała, czy chcę wiedzieć coś także o życiu uczuciowym. Odpowiedziałam, że nie. Byłam zmęczona pięcioletnim związkiem. Przekonała mnie jednak, by spróbować, skoro już do niej przyszłam. Powiedziała mi trzy rzeczy: że mój były partner spróbuje wrócić w grudniu, że będę już wtedy w nowym związku oraz że za rok zajdę w ciążę. A ja przez całe życie byłam „antydzieciowa”, naprawdę zawsze! Przypomniałam sobie o tej przepowiedni dopiero wtedy, gdy faktycznie zaszłam w ciążę. Magia. Energia, hipnoza, medytacja, runy, to wszystko zaczęło mnie fascynować i wciągać. Ukończyłam szkołę wróżek i psychotroniki. Czułam, że karty mnie przyciągają i rzeczywiście, tak było.
Dziś wiem jedno - bez względu na to, co mówią inni, moją największą siłą jest to, że przetrwałam trudne czasy. Kocham ludzi, kocham prowadzić imprezy, grać, tworzyć. Lubię być częścią świata, a przed terapią tego nie czułam. Moje życie to emocje i właśnie nimi chcę się dzielić!
Moja terapeutka Monika Piasta wykonała ze mną katorżniczą pracę. Jestem jej za to bardzo wdzięczna.