2026-01-02

Karolina Szostak: Uwielbiam EMOCJE, które daje mi praca!

Jako pierwsza prezenterka sportu, wzbudziła spore, ale nie zawsze zdrowe zainteresowanie. Jak reaguje na negatywne komentarze i rozpoznawalność? Co najbardziej ceni w życiu? W rozmowie z POLSAT.PL opowiedziała też o swojej ścieżce kariery. Cykl EMOCJE ukazuje nieznane oblicza osób, dzięki którym widzowie Polsatu od lat bawią się, wzruszają i ekscytują. Jaka jest naprawdę Karolina Szostak?

Karolina Szostak i KARIERA

Jeszcze będąc w podstawówce zaczęłam występować w programie „5, 10, 15”. To była tylko zabawa, ale już w klasie maturalnej praktyki w „Teleexpressie” pozwoliły mi złapać telewizyjnego bakcyla. Kiedy usłyszałam, że w Polsacie szukają prezenterów, poszłam na casting. Na początku chciałam zostać dziennikarką od kultury, teraz byśmy powiedzieli, że od lifestylu. Okazało się, że casting przeszłam, ale jest miejsce tylko w redakcji sportowej. Lubiłam sport, uprawiałam go od zawsze, więc poszłam na kolejny casting i zostałam na 3 próbne miesiące. Oraz większość mojego życia.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Karolina Szostak - Official (@karolinaszostak)

Ukończyłam rok dziennikarstwa. Tylko rok, bo jako praktykująca dziennikarka na zajęciach zwyczajnie się nudziłam. Mój zakres wiedzy był bogatszy od programu nauczania, bo uprawiałam praktykę dziennikarską na co dzień. Miałam też przygodę ze studiowaniem prawa, które zresztą ukończyłam. Przyznam, że trochę nie mogłam się zdecydować. Kręciły mnie oba te tematy. Ale wygrała telewizja i od 1997 roku Polsat stał się moim drugim domem.

Jakie były początki? W pierwszej kolejności uczyłam się sportu. Ale byłam też wysyłana na różne dziennikarskie wyjazdy, np. prowadziłam koncerty z ramienia Polsatu na Inwazji Mocy RMF FM. Polsat nie tylko nauczył mnie wszystkiego o dziennikarstwie telewizyjnym, ale też o produkcji. Od początku współtworzyłam Polsat Sport, a dla mnie to ogromne wyróżnienie. Uwielbiam emocje, które daje mi moja praca! A praca w redakcji sportowej daje takie, które można mieć tylko w telewizji „na żywo”. Ta adrenalina to taki dodatkowy bonus do pracy, którą uwielbiam!

Czy mam plan na przyszłość? Nie mam. Być może to nie jest dobre. Ale co ja mogę w swojej karierze zaplanować? Mam wszystko, co chciałam osiągnąć. Jestem rasowym prezenterem. Przez 10 lat byłam też wydawcą.

Kiedy ta adrenalina towarzyszy ci przez cały czas, nie masz potrzeby wymyślania dla siebie nowych wyzwań. Myślę, że jest to też kwestia wieku. Walki mam już za sobą. Teraz ma być spokojnie, przyjemnie, ciekawie i z super ekipą. I tak jest. Doszłam do momentu satysfakcji i nie musze się z nikim ścigać. Nawet sama ze sobą.

Karolina Szostak i ZDROWIE

Przez wiele lat byłam w Polsce jedyną dziewczyną w redakcji sportowej, co przekładało się na większe zainteresowanie moją osobą. Ale nie sądziłam, co się rozpęta, jak zacznę chudnąć. Można powiedzieć, że nagle weszłam do mainstreamu polskiego lifestylu.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Karolina Szostak - Official (@karolinaszostak)

Dlaczego zaczęłam chudnąć? To się zaczęło po moim udziale w „Tańcu z Gwiazdami”. Stwierdziłam, że jest mnie trochę za dużo i przeszłam na dietę. Napisałam w temacie odchudzania się i zdrowego żywienia trzy książki. Byłam ich najlepszą ambasadorką, chodzącym przykładem.

Kiedy dwa lata temu utyłam, wylał się na mnie duży hejt w klimacie: „A po co te książki pisała, jak sama nie umie się do nich stosować”. I jak ja mam teraz ludziom wytłumaczyć, że minęło 10 lat, organizm się zmienia, że dwa lata temu zachorowałam, że nie da się do końca życia stosować diet. Chyba tylko pisząc czwartą książkę. Bo ludzie uważają, że tyje się od jedzenia słodyczy od rana do wieczora. A tak nie jest.

Odżywiam się zdrowo, jem dwa posiłki dziennie, nie podjadam, chodzę na pilates, biorę leki i włączyłam terapię hormonalną, i wreszcie zaczynam dobrze się czuć

Karolina Szostak i MIŁOŚĆ

Źle z nimi, bez nich też. Mówię o facetach oczywiście. Podsumowując te trudności jednym zdaniem: uważam, że my kobiety same ich zepsułyśmy, pokazując im jakie to jesteśmy we wszystkim zaradne.

Byłam w trzech poważnych długoletnich związkach. Kochałam i byłam kochana. Te związki skończyły się z różnych powodów. Nie dostrzegam tutaj powtarzalności problemu. Pierwszy związek rozpoczęłam mając 20 lat i trwał przez kolejnych jedenaście. Mojemu partnerowi zależało na założeniu rodziny. A ja uważałam wtedy, że mam na wszystko czas. Kompletnie rozjechały nam się drogi. Drugi związek trwał dziesięć lat. Tutaj dystans między nami w różnych aspektach życia powiększał się ze względu na dużą różnicę wieku. Kolejny związek, kiedy myślałam, że to już „do końca świata i jeden dzień dłużej”, okazał się fiaskiem, bo on jest narcyzem. Zorientowałam się, gdzie leży problem, dopiero po rozstaniu. Niezastąpiony Facebook zaczął mi podrzucać artykuły z zakresu psychologii, a ja je czytałam i analizowałam ostatnie lata mojego związku. Gdybym to wszystko wcześniej wiedziała, to bym nasz związek inaczej poprowadziła. Bo można żyć z narcyzem, tylko trzeba wiedzieć, jak do tego podejść. Ja nie wiedziałam. Teraz jestem sama, ale na nudę nie narzekam.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Karolina Szostak - Official (@karolinaszostak)

Karolina Szostak i PODRÓŻE

Lubię. Od kilku lat mamy swoją grupę podróżniczą. Niedawno byliśmy w Japonii. Opłynęliśmy ją statkiem, a potem na pięć dni zatrzymaliśmy się w Kioto. Dwa lata temu byliśmy w Norwegii, pływaliśmy po fiordach. Odwiedziliśmy też Amazonię - dżungla mnie fascynuje, ale również przeraża. Fajnie było tam być, ale wolę Japonię. Tokio mnie zachwyciło. A zaskoczył brak śmietników i niesamowita czystość na ulicach. Nikt przebywając na dworze nie pije i nie je, a jak już to zrobi, to swoje śmieci zabiera ze sobą. Magiczny kraj, ale najbardziej kocham Europę: Włochy, Hiszpanię, a na końcu Francję. Lubię też poleżeć na plaży i się wygrzać. A najbardziej pasuje mi, kiedy obie te formy mogę połączyć.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Karolina Szostak - Official (@karolinaszostak)

Karolina Szostak i PRZYJAŹŃ

Jestem introwertyczką i z rezerwą podchodzę do nowych znajomości. Zauważyłam, że z wiekiem to się jeszcze pogłębia. Wydaje mi się, że to może być naturalny mechanizm obronny.

Należę do osób wrażliwych i mam głęboko zakorzeniony strach przed skrzywdzeniem. Nie rzucam się na głęboką wodę i być może za dużo czasem kalkuluję. Dotyczy to obu płci. Kiedy ktoś mnie skrzywdzi, a nawet „tylko” sprawi dużą przykrość, to zrywam kontakt. Cierpię, ale nie wracam. I nie o to chodzi, że nie mówię „dzień dobry” na ulicy, jak się przez przypadek spotkamy. Mówię. Ale serdeczności już między nami nie będzie, nie otworzę już serca.

Ci, którzy mnie znają to wiedzą, że jak jestem z kimś blisko, jak zaufam i jest mi w tej relacji dobrze, to daję z siebie 200 procent. Nieważne, czy jest to koleżanka, kolega, czy mój facet.

Karolina Szostak i PRYWATNOŚĆ

Byłam w telewizji i byłam pierwszą dziewczyną w dziennikarstwie sportowym. Samo to już generowało duże zainteresowanie moją osobą. Jak sobie z tym radziłam? To były inne czasy. Może ludzie w sklepie mnie poznawali, ale nie było szeroko pojętego „pudelka”.

Internet pokazuje nas często w najtrudniejszych sytuacjach i jest to niekomfortowe nie tylko dla nas, ale również dla osób, z którymi żyjemy. To nie ich wina, że ktoś ma taki, a nie inny zawód. Przy okazji dostają rykoszetem.

Z czasem zainteresowanie ludzi w dużej mierze przeniosło się do Internetu, więc tym samym osoby z telewizji mają nieco łatwiej. Cały czas jestem zaskoczona, że ludzie mnie rozpoznają. Niedawno byłam z mamą w urzędzie miasta. A pani w okienku: „Pani Karolino, jak miło panią zobaczyć na żywo.” To jest bardzo miłe, ale przyznam, że czułam się nieco zawstydzona. Kiedy pojawiły się serwisy plotkarskie, nie wstrząsnęło to moim życiem w jakiś znaczący sposób. Pamiętam, że miałam taki zabawny incydent.

Na prowadzony przeze mnie serwis sportowy, ktoś nałożył mój dekolt ze zdjęcia z jakiejś imprezy. I nie byłoby w tym nic szokującego Polskę, gdyby nie rozmiar mojego dekoltu i to, że serwis miał miejsce w Wielkanoc. Rozpętała się afera na cały kraj. Do dzisiaj nie wiem, kto to wymyślił i zrobił. Najpierw chciałam lecieć na policję, do sądu, a potem przyszła myśl: ale po co? Takiej darmowej reklamy ze świecą szukać.

Od tego właśnie zdarzenia rozpoczęło się szerokie zainteresowanie moją osobą, a odchudzenie się tylko je wzmogło. Pamiętam, że każdy chciał zrobić ze mną wywiad: od Szymona Majewskiego po holenderski RTL. I każdemu z osobna musiałam tłumaczyć, że to był fotomontaż. Wtedy też poczułam, że świat się zmienił i na jeszcze mniej rzeczy mamy wpływ, więc należy odpuścić, a nie cały czas się stresować. Obecnie każdy ma aparat w telefonie i wysyła donosy jak tylko zrobi komuś znanemu fotkę. Wiele gwiazd na całym świecie wyprzedza ruchy paparazzi - wrzucają sami prowokacyjne fotki i informacje. Dzięki temu nikt za nimi nie biega. To nawet ma sens.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Karolina Szostak - Official (@karolinaszostak)

Z prywatnością, a raczej z jej brakiem, łączy się hejt. Uprawiają go ludzie bez imion, nazwisk i twarzy. To czym ja się mam przejmować? Nie wchodzę w żadne polemiki z tymi ludźmi, bo to do niczego konstruktywnego nie prowadzi. Jakiś czas temu zorientowałam się, że babki, które mnie obserwują, same ze sobą polemizują w moim imieniu. Blokuję osoby tylko wtedy, kiedy są wulgarne. To jest dla mnie sytuacja zero-jedynkowa.

Oficjalny profil POLSAT na Instagramie - @polsatofficial

Oficjalny profil POLSAT na TikToku - @polsat