Ugoda kończy sprawę?
Uderzenie ze strony sprzedawcy sprawia, że kawałki szkła wbijają się w twarz pana Kamila. Leje się krew. Wszystko zarejestrowały kamery monitoringu.
- Zostałem bardzo brutalnie zaatakowany... Praktycznie walczyłem o życie - mówi pan Kamil.
Sprawa trafiła do prokuratury i została objęta ściganiem z urzędu. W toku postępowania pełnomocnicy pana Kamila i pracownika sklepu wypracowali ugodę. Postępowanie zostało warunkowo umorzone, a uderzony mężczyzna miał otrzymać 15 tysięcy złotych zadośćuczynienia za doznane krzywdy.
Pobity, a jednak skazany
Wydawałoby się, że na tym sprawa się zakończy. Jednak rzeczywistość okazała się bardziej przewrotna. Pracownik sklepu wytoczył proces panu Kamilowi o groźby karalne oraz... pobicie.
Po rozpoznaniu sprawy sąd badający to samo zdarzenie uznał pana Kamila winnym zarzucanych mu czynów i nałożył na niego wyrok nakazowy pozbawienia wolności na pół roku w zawieszeniu na dwa lata. A także, co symboliczne, zadośćuczynienie na rzecz pracownika sklepu opiewające na... 15 tysięcy złotych.
Dwie odmienne sprawiedliwości
Co trzeba zrobić, żeby uderzyć kogoś butelką w głowę i nie ponieść za to żadnej odpowiedzialności karnej?
- To jest trudne pytanie. Ja nie znam na nie odpowiedzi - słyszymy w odpowiedzi od rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Piotra Skiby.
Dwa wyroki, odwrócony porządek i trudne do zrozumienia podejście wymiaru sprawiedliwości. Zachęta do przemocy? Przyzwolenie na to, żeby wyprowadzić cios, kiedy czujemy się zagrożeni?
O tych i wielu innych aspektach tej sprawy w reportażu Leszka Dawidowicza.
„Państwo w Państwie” w niedzielę o godz. 19:30 w Polsacie.