2017-02-22

Kto zachwycił jurorów w drugim odcinku „Idola”?

0

Kolejni uczestnicy robili wszystko, żeby zwrócić na siebie uwagę. Naturalnością i szczerością, przesadną pewnością siebie, ale również rozkoszną nieporadnością. Nikt tak naprawdę nie wiedział co ostatecznie zrobi jury, które postanowiło w drugim odcinku „Idola” mocno zaskakiwać.

- Będą ugładzeni, bo to jest poznańska cecha. Ugładzeni! - w ten oto sposób Elżbieta Zapendowska jasno sprecyzowała swoje oczekiwania przed kolejnym castingiem. - Będą bardzo ładne dziewczynki i będą też ładni chłopcy - dodała z przekonaniem jurorka. - Już widzę nerwowe zagryzanie warg - zmienił kierunek rozważań Janusz Panasewicz. A jak było naprawdę?

Przesłuchania rozpoczęły się od Mileny Kołodziejczyk. - Na co dzień jestem nianią - przedstawiła się kandydatka, którą do udziału w programie namówił chłopak. - „Masz talent, pokaż się!”, więc stwierdziłam, że może ma rację - uznała wokalistka zespołu weselnego. - Nie wstydzę się tego. Jest tam disco polo, a to ekstra muza, świetna do tańca i zabawy - podkreśliła, po czym wykonała utwór Etty James „Damn Yor Eyes”. - Są ludzie, którym śpiewanie do kotleta w ogóle nie szkodzi. Mniam, mniam! - z entuzjazmem rozpoczęła ocenę pani Ela. - Poczułam się jak w fajnym amerykańskim gospelu - dodała Ewa Farna. Werdykt był już tylko formalnością.

Druga w kolejce po sławę Gosia przywitała się śpiewająco. Wiadomo - żeby wszystkich oczarować. - Mam obsesję na punkcie muzyki. Nawet przez sen śpiewam - zaznaczyła. Czy aria „Nessun Dorma” z opery „Turandot” Giacomo Pucciniego przekonała jurorów? „Panas” zrobił dziubek, Wojtek spoglądał w sufit, a Elżbieta Zapendowska określiła występ krótko i dobitnie: - Wszystko jest przegięte. Kołem ratunkowym nie był też hit Celine Dion „The Power of Love”, bo… aplikacja w telefonie Ewy Farnej nie rozpoznała utworu. Rozkochana w śpiewaniu Małgorzata zaprezentowała jeszcze Janis Joplin, ale tym bardziej nie wpłynęła na zmianę decyzji.

Jakie wrażenie na jury zrobił Szymon Borkowski? Student informatyki na Politechnice Gdańskiej, pracujący w zawodzie, przez 12 lat uczył się w szkole muzycznej w Toruniu w klasie fortepianu oraz na organach. - Akompaniament jest pewnego rodzaju kodem - zapowiedział swój informatyczno-muzyczny występ. - Stawiamy w ciemno, że umiesz śpiewać - orzekła cała „czwórka”. Uczestnik po „wykonie” z nietęgą miną słuchał kąśliwych uwag, które z pełnym przekonaniem wygłosili wszyscy decydenci. Głosowanie? …tak, tak, tak, tak! Szok i niedowierzanie! - Troszkę żeśmy cię wpuścili - powiedziała pani Ela. - Żebyś się z nami nie nudził - dodała Ewa. - Widać było, jak w głowie szuka „co ja spierdzieliłem?” - podsumował jurorski dowcip Janusz Panasewicz.

Następna uczestniczka także mogła pochwalić się muzycznym doświadczeniem. 20-letnia Agnieszka Gabryś na co dzień śpiewa na ślubach, galach i festynach - Troszkę sobie zarabiam, bo wiadomo, studiuję i czasami jest ciężko - zaznaczyła. - Do „Idola” sprowadza mnie niespełnione marzenie i chęć jego spełnienia - dodała, ale tuż przed wejściem na salę przesłuchań emocje wzięły górę. - Ty normalnie drżysz. Ty się boisz tych drzwi - zauważył Maciej Rock. Jurorów miał przekonać „Testosteron” z repertuaru Kayah, ale gdy Elżbieta Zapendowska zaczęła wystukiwać rytm długopisem i szybko zrezygnowana rzuciła go na notatki, zanosiło się na najgorsze. - Spieszyło ci się, a piosenki bez rytmu nie istnieją. Muszą mieć time! Muszą! - denerwowała się jurorka. „Panas” też się zirytował i wyszedł, ale szybko wrócił na głosowanie i był… „na tak”. Ostatecznie Wojtek jako jedyny pogroził wychowawczo palcem. - Szkoda by było nie dać ci szansy - powiedziała Ewa Farna.

- Marzy mi się, żeby ludzie przychodzili na moje koncerty - anonsowała swój występ Laura Godziejewska na castingowym korytarzu. Spotkał ją tam Kamil Baleja z RMF FM, ubrany w koszulę moro, który dał kandydatce wielkiego plusa za identyczny strój i jak przystało na reportera był bardzo ciekawy jej występu. - Ona urodziła się i już śpiewała - zachwalała Laurę jedna z dwóch starszych sióstr, które przyjechały ją wspierać. - Musisz to wygrać! - dopingowały. Do sukcesu miał zaprowadzić przebój Andrzeja Zauchy „Byłaś serca biciem”. - Nie ma tam rytmu. Nie można tak! Puls, puls, puls - najwyraźniej serce Elżbiety Zapendowskiej nie zabiło z wrażenia podczas „wykonu”. - Ale podoba mi się twój wokal. Nie jest wymyślony, tylko taki prawdziwy - znalazła sporo plusów specjalistka od emisji głosu. - Ja słuchałem z zainteresowaniem. A po drugie całe życie pracuję po to, żeby spocząć na laurach - tak Wojtek Łuszczykiewicz podsumował występ Laury, która ostatecznie przeszła do kolejnego etapu.

Jakub lubi spędzać czas na siłowni i próbował w życiu wielu rzeczy. - Miałem taki okres, że chodziłem w dresach i myślałem, że jestem kimś. Szukałem siebie - powiedział trener personalny z Krakowa. Dziś ma konkretny cel. - Chcę udowodnić sobie i ludziom, którzy we mnie nie wierzyli, że dam radę - zaznaczył, po czym akompaniując na gitarze zaprezentował swoją wersję utworu „Englishman in New York” Stinga i zrobił wrażenie. - Generalnie fajnie, ale nie przekombinowywuj - wskazała pani Ela. - To było bardzo dobre - dodał Wojtek. Absolutnie tak! Przez siłownię do gwiazd. - Twardy czy wrażliwy? Można być wrażliwym w środku, ale nie wyglądać na wrażliwca - podsumował kandydat.

- Śpiewam Ewę Farną. Trochę przypał - zaczęła z grubej rury Carolin, która już jako 16-latka postanowiła uciec z Garwolina, gdzie nie potrafiła zyskać akceptacji rówieśników, do Warszawy, żeby rozpocząć samodzielne życie. - Dwadzieścia pompek, jak ona się nie dostanie - postawił zakład Maciej Rock z jej chłopakiem. Jak poradziła sobie z hitem „Cicho”? - Aż ty! Aż ty! - zareagowała Ewa Farna na swój utwór. - Są takie zasady śpiewania a capella: tempo i trzymanie rytmu. Skracałaś pauzy. Ale w refrenie pokazałaś, że masz głosisko - dodała. - To było bardzo trudne. Mamy tu Ewę i porównujemy jeden do jednego - dopowiedział Wojtek. - Jak będziesz do niczego, to cię wywalimy w następnym etapie - pani Ela przesądziła sprawę. A Maciek musiał robić pompki…

Damian Dymek bardzo chciał się dowiedzieć, co jest za drzwiami do sali przesłuchań. Zabrał ze sobą gitarę i ciekawość. - Tam jest czworo jurorów, którzy mogą zniszczyć twoje marzenia - prowadzący „Idola” w typowy dla siebie sposób zadbał o motywację uczestnika. Kandydat nie wyprowadzał nikogo z błędu i zaśpiewał „Tak mi źle, tak mi źle, tak mi szaro”, czyli znany motyw z serialu „Wojna domowa”. Na prośbę Elżbiety Zapendowskiej „machnął” jeszcze - wcześniej zawieszając się na dłuższą chwilę nad wyborem znanego i lubianego polskiego hitu - „Zawsze tam, gdzie ty” Lady Pank. Rutynowo, z zamkniętymi oczami, nie widząc wymachujących na znak stop jurorskich dłoni. - Lubię ludzi, którzy śpiewają z taką „olewką” - wypowiedział się najbardziej zainteresowany utworem Janusz Panasewicz. - Taki dymek powinien być legalny - spuentował lider grupy Video. Wszyscy dobrze się bawili. Wynik: 4:0 na tak!

- Może być pięć osób, może być tysiąc osób, a ja z każdym złapię fajny kontakt - opowiadała o sobie energetyczna Roxana, która skończyła szkołę kosmetyczną i ostatnio - jak sama wskazała - przerzuciła się na masaż. Jej udział w „Idolu” nie jest oczywiście przypadkowy. - Muzyka i śpiewanie są zawsze na pierwszym miejscu - podkreśliła. Czy z jurorami też złapała fajny kontakt? - Mało brakowało, abyśmy napisali kartkę, że utwory Whitney Houston surowo wzbronione - usłyszała na wejściu, gdy przedstawiła repertuar. Wielki przebój gwiazdy lat 90. „I have nothing” okazał się proroczy? - Nie ma ryzyka, nie ma zabawy - nie żałowała Roxana. - Jak na karaoke to byłoby bardzo fajne, ale to odtwórstwo - zrecenzowała występ Elżbieta Zapendowska. Dogrywkowy utwór Czesława Niemena „Jednego serca” okazał się decydujący. - Byłoby bardzo niesprawiedliwe nie mieć cię w następnym etapie - oceniła Ewa Farna. Karta się odwróciła. Wszyscy byli „za”.

17-letni Jan Niecikowski bez zbędnych wprowadzeń wysoko ocenił swój potencjał. - Mogę dojść do finału - zapowiedział. Przed jury zaprezentował „Feeling Good” i to… aż dwoma głosami. - Jak ci kariera nie wyjdzie jednym głosem, to drugim sobie zaśpiewasz - zasugerował Wojtek Łuszczykiewicz. Głosowanie miało dramatyczny przebieg: „Panas” - nie, pani Ela - tak, Ewa - nie, a ostatni juror zagrał z kandydatem w papier, nożyce, kamień, igrając z jego przeznaczeniem. Efekt? Nie. Może w przyszłości. Janek ma jeszcze czas, a najważniejsze, że Elżbieta Zapendowska postanowiła go sobie zapamiętać.

Camilla Lewandowski przed wejściem do sali przesłuchań nie kryła zdenerwowania i emocji. Także dlatego, że urodziła się w Stanach Zjednoczonych i językiem polskim nie posługuje się tak biegle jak angielskim. W Polsce od niedawna studiuje medycynę i w przyszłości chciałaby zajmować się „małymi bejbikami, jak one się dopiero urodzą”. - Jesteś przeuroczą dziewczyną - dostrzegł potencjał Janusz Panasewicz. - Twój głos jest jednak za zwyczajny - opiniował wokalista Lady Pank, mając duże wątpliwości. - Czyściutko śpiewasz, ale to nie jest wybitne śpiewanie - dodała Elżbieta Zapendowska. - To nie ten moment. Gdybyś pojawiła się wśród miss, to wszyscy pewnie byliby zachwyceni twoim głosem - zdecydowanie oponowała Ewa Farna, mimo łez płynących po policzkach uczestniczki. Męski duet wywarł jednak wystarczającą presję, żeby zdobyć niezbędny głos pani Eli.

Przemek, pracownik biurowy, ma za sobą szaloną przygodę w Szanghaju. „Idol” miał być chyba kolejnym wybrykiem. - Jestem tu zdecydowanie na serio, bo gdzieś tam już koncertuję i tworzę - przedstawił się kolorowy kandydat. - Jesteś typem artysty, który będzie miał pomysł na siebie - nie miała wątpliwości Ewa Farna po wysłuchaniu dwóch fragmentów utworów. - Jesteś takim troszkę ogrodnikiem. Lubisz przesadzić - kontynuował myśl poprzedniczki Wojtek Łuszczykiewicz. Aluzję do użycia vibrato poczynił za to „Panas”. - Skojarzyło mi się z takim trochę zaśpiewem, jak księża śpiewają - wskazał. Jury było jednak zdecydowane na ekstrawagancję i jednogłośne tak! - Przyjęliście tego świra? Pogięło Was? - interweniował Maciek Rock. Już jesteśmy ciekawi, co wydarzy się dalej z barwnym Przemkiem.

O tym, że „Idol” to szansa na wielką karierę doskonale wiedziała także Justina Sabova, która urodziła się na Słowacji, ale długo mieszka w Polsce. Być może właśnie z tego powodu wybrała przebój Dody „Szansa”. Jurorski pokój opuściła jednak z czterema „nie”. Co się stało? - Masz łobuzerską barwę głosu, a to rzadko się na scenie spotyka - zauważył Janusz Panasewicz. - Wszystko jest nieczysto, od początku do końca - dodała Elżbieta Zapendowska. - Ja jestem zadowolona. Trudno… Niech idą dalej te osoby, które się spodobały - nie kryła żalu zasmucona uczestniczka.

- Najbardziej lubię komponować. Bardzo dużo obserwuję ludzi i staram się zastanowić, o co chodzi, dlaczego ta pani, albo ten pan jest taki smutny. No i piszę po prostu… - opowiedział o swoich artystycznych motywacjach Arek z Rzeszowa. Przed jury postanowił zaprezentować utwór Christiny Aguilery „Beautiful”. - Jestem rozczarowany, bo pomyślałem, że zostaniesz tutaj rozszarpany - przekornie rozpoczął opiniowanie Wojtek. - Nie spodziewałem się. Fajnie - dodał równie zaskoczony Janusz Panasewicz. - Było czysto i byłeś ekspresyjny - zaznaczyła Elżbieta Zapendowska. - Jesteś trochę dziwny, ale w tym wszystkim prawdziwy i bardzo ciekawy - podkreśliła Ewa Farna. Po czterech pozytywnych głosach radości nie było końca. - Jestem w innym świecie. Odpalony! - cieszył się dzwoniąc do bliskich. Co zaprezentuje w kolejnym etapie?

Weronika Gabrielczyk z Gdańska studiuje wokalistykę jazzową, ale zdaje sobie sprawę, że to dopiero początek drogi o profesjonalną przyszłość z muzyką. Jest przy tym zdeterminowana i zaangażowana. - Nie chcę być sfrustrowanym człowiekiem, który będzie wykonywał inny zawód, żeby zarobić na chleb, nie robiąc tego co kocha - podkreśliła. Poprzeczka zawieszona jest wysoko. Tym bardziej, że uczestniczka mówi wprost, że chce ten program po prostu wygrać, a drogę do drugiego etapu utorować miały jej utwory Jessie J „Mamma Knows Best” i Moniki Urlik „Nie wie nikt”. - My o tobie nadal nic nie wiemy, mimo że zaśpiewałaś dwa fragmenty różnych piosenek - wyraziła zdanie Elżbieta Zapendowska. Jury zdało sobie jednak sprawę, że ma przed sobą diament, który trzeba dopiero oszlifować. Przede wszystkim dzięki Ewie, która użyła najpotężniejszych argumentów. - Pójdzie do innego talent show i go wygra - negocjowała. Udało się. - Wykorzystam tę szansę, bo to dla mnie zbyt ważne - postanowiła przejęta całą sytuacją Weronika. Wrażeń nie brakowało.

Przed nami jeszcze mnóstwo emocji w kolejnych odcinkach castingowych. Potem 100 osób trafi do etapu w teatrze, 12 do etapu klubowego, 8 weźmie udział w półfinałach, a 3 najlepsze wystąpią w wielkim finale „Idola”!

Idol” w każdą środę o godz. 20:00 w Telewizji POLSAT.

Zobacz także:
Nowa przyjaźń wśród jurorów programu „Idol”
Dawid Podsiadło: Oni skradli moje serce!
Program „Idol” ponownie na ustach wszystkich
Co wydarzyło się w pierwszym odcinku „Idola”?
Pani Eli bardzo brakowało „Idola”! Wam także?
On nie śpi w nocy, a ona nie ma z tym problemu
Maciej Rock: To będzie piękna edycja „Idola”
Dramatyczny apel jurorów „Idola”: Nie róbcie tego!
Wiemy w kim kocha się Elżbieta Zapendowska
Ewa Farna: Moją ulubioną gwiazdą z „Idola” jest…
Co o kandydatach na „Idola” sądzą jurorzy?
Janusz Panasewicz: Idol musi mieć osobowość

Komentarze
© Polsat 2019