Paulina Sykut-Jeżyna i DZIECIŃSTWO
Doświadczyłam zupełnie normalnego, pięknego dzieciństwa i porównując współczesne czasy, to był zupełnie inny świat. Moja mama stworzyła nam dom pełen miłości i bliskości.
Kiedy byliśmy bardzo mali, zmarł nasz tata. Najstarszy brat skończył sześć lat, ja miałam 3 i pół a najmłodszy tylko dwa. Mama zawsze powtarzała, że przetrwała to wszystko tylko dzięki nam. Miała dzieci, które dawały jej sens w życiu, szczególnie w tym trudnym czasie. Wychowała nas w wielkiej miłości.
Tegoroczny Dzień Matki spędziłam w Puławach. Czasem mam wrażenie, że czas się tam zatrzymał. Choć drzewa kasztanowe i bzy są znacznie większe od czasu, kiedy byłam dzieckiem, to wciąż tak samo kwitną i pachną za oknem. Ludzie, których na co dzień tam widywałam, są starsi i dzieciaki, które były moimi kolegami, koleżankami, mają swoje dzieci, już dorosłe.
Ze wzruszeniem wspominam ten czas. Zdawałam sobie sprawę, że nie mamy wiele, ale to nie było ważne. Mama wiedziała, że kocham śpiewać i od dziecka biegała ze mną na różne zajęcia: chór, taniec, poezja śpiewana, harcerstwo. Rano naszą trójkę odprowadzała do żłobka, przedszkola, do szkoły, a potem szła do pracy do Instytutu Weterynarii. Czasem wybiegała z pracy na pół godziny, żeby odebrać jedno z nas i odprowadzić do domu. Miała ciężkie życie, ale wszyscy trzymaliśmy się razem w miłości i te wszystkie doświadczenia wpłynęły na to, jakimi ludźmi jesteśmy dzisiaj.
Wyświetl ten post na Instagramie
Mieszkaliśmy w bloku na parterze i gdy mama wracała z pracy, robiła czasem na szybko jedzenie. Wychylała się z okna i podawała nam domowe frytki. Uwielbialiśmy je. Ona jest teraz babcią wszystkich dzieci moich znajomych z osiedla. Tak do niej mówią, bo jest kochana i dobra.
Paulina Sykut-Jeżyna i KARIERA
Zawsze chciałam śpiewać. Od najmłodszych lat występowałam w chórze kościelnym, potem w Zespole Pieśni i Tańca Powiśle, śpiewałam poezję w domu kultury. W liceum zostałam wokalistką w zespole weselnym, gdzie zarobiłam swoje pierwsze pieniądze, które wydawałam np. na zajęcia wokalne u profesorów z akademii jazzowej. Jeździłam pociągiem raz w tygodniu z Puław do Katowic na godzinę, żeby się uczyć i śpiewać lepiej. Za zarobki z wesel jeździłam też na letnie warsztaty dla wokalistów. Potem mogłam opłacić sobie studia.
Napatrzyłam się na tych weselach i zawsze powtarzałam, że chciałabym mieć zwyczajne przyjęcie, bez żadnych udziwnień. Nie chciałam nawet sesji zdjęciowej, którą pary sobie robią po ślubie. Mamy tylko fotografie z kościoła i z wesela. Nigdy nie przepadałam za ślubno-weselnym blichtrem.
Na weselach zawsze lubiłam obserwować ludzi. Pamiętam sytuację, kiedy pan młody śpiewał piosenkę dla swojej ukochanej żony. Wszyscy płakali ze wzruszenia.
Przyszedł też naturalnie taki moment, że musiałam wybrać: śpiewanie czy telewizja. Wystąpiłam w programie „Idol”, śpiewając poetycki utwór Mirosława Czyżykiewicza „Jednym szeptem”. Nie przypuszczałam, że tak bardzo poruszę nim serca widzów, ale od początku wiedziałam, że muszę tam zaśpiewać piosenkę, którą kocham, która pokazuje, jaka jestem. Właśnie po tym występie zadzwonił telefon z zaproszeniem na casting do TV4, który wygrałam! Wszystko naturalnie układało się w kierunku telewizji.
Wyświetl ten post na Instagramie
Tak naprawdę nie zrezygnowałam ze śpiewania, bo występuję i biorę udział w różnych muzycznych projektach. Dzisiaj wiem, że to był dobry wybór. Intuicja nigdy mnie nie zawodzi. Czuję, że to jest moje miejsce i jestem bardzo szczęśliwa.
Paulina Sykut-Jeżyna i WAKACJE
Te pierwsze to przede wszystkim podwórko, plac zabaw, boisko szkolne… osiedle. Czas spędzało się głównie na podwórku, bo dzieciaki z mojego otoczenia nie wyjeżdżały na kolonie. Nikogo nie było na to stać. Mieliśmy obok domu basen, więc gdy już podrośliśmy, spędzaliśmy tam całe dnie. Siedzieliśmy czasem do nocy na placu zabaw, bawiąc się w podchody, grając w gumę, klasy albo paliliśmy ogniska na boisku.
Natomiast dwa razy wyjechałam do Bułgarii, ponieważ moja chrzestna była pilotem wycieczek i zabrała mnie ze sobą. Jechaliśmy pociągiem chyba dwa dni i bardzo tęskniłam za mamą.
Próbowałam tam owoców, których nie jadłam wcześniej: dorodne arbuzy, tamtejsze winogrona, brzoskwinie. Tak pysznych i słodkich u nas nie było. Pamiętam też upały i wędzone krewetki sprzedawane na ulicy, zapach ryb i wszędobylskie mewy. Wróciłam tak mocno opalona, że każdy oglądał się za mną na ulicy.
Potem wyjeżdżałam na trzytygodniowe obozy harcerskie np. w Bieszczady. Spaliśmy w wojskowych namiotach, a prycze budowaliśmy sobie sami i było fantastycznie. Pamiętam też wakacje z Bogiem organizowane przez oazy. Chodziliśmy codziennie na mszę świętą, a potem mogliśmy obcować z naturą.
W liceum i na studiach praktycznie nie wyjeżdżałam, ponieważ w sezonie letnim śpiewałam na weselach, a czasami trwał on do końca października. To był dla mnie czas intensywnej pracy i śmieję się, że to się nie skończyło. Wtedy moi rówieśnicy wyjeżdżali, chodzili na imprezy, a ja pracowałam. Ale nie żałuję, ponieważ mogłam zarobić pieniądze i bardzo dużo się̨ w tym czasie nauczyłam o życiu i ludziach.
Teraz moje wakacje wyglądają inaczej. Staramy się układać je tak, aby być jak najwięcej razem. W roku szkolnym jesteśmy w rytmie pracy i zajęć Róży, a kiedy ma wolne od szkoły, planujemy jak najwięcej wyjazdów. Oczywiście mamy też pracę, więc wszystko staramy się sprawnie połączyć. Dzisiaj wiem, że na każdym etapie życia jest inaczej. Kiedy ma się rodzinę, trzeba wyhamować. Wiem, że muszę dbać o zdrowie i żyć spokojniej, bo stabilna, kochająca się i zdrowa rodzina to najważniejsze co mam. Wszystko ma swoje miejsce i czas.
Wyświetl ten post na Instagramie
Paulina Sykut-Jeżyna i HEJT
Nigdy nie czytałam komentarzy na swój temat. Uważam, że często anonimowo piszą je ludzie, którzy chcą nam zaszkodzić i sprawić, że poczujemy się̨ źle.
Wszystko zaczęło się, kiedy zaszłam w ciążę. Stałam się atrakcją dla wszystkich mediów. Właśnie w tak ważnym momencie mojego życia, kiedy powinnam mieć spokój i wsparcie, zaczęto mnie oceniać i pisać różnego rodzaju artykuły. Większość z nich mijała się̨ z prawdą.
Od tamtej pory mam wyciszony sygnał w telefonie, nie zaglądam na portale plotkarskie, nie śledzę opinii o mnie i jest mi z tym bardzo dobrze.
Paulina Sykut-Jeżyna i KUCHNIA
Jedzenie zawsze było dla mnie istotne. Moja mama nam gotowała i to zawsze były pyszne domowe obiady. Do tej pory, gdy wracam z Puław do Warszawy, przywożę ze sobą najsmaczniejsze mamine jedzenie. To są takie smaki, których nie da się podrobić i najważniejsze, że to ona zrobiła z sercem.
Wyświetl ten post na Instagramie
Teraz nie wyobrażam, żeby nie gotować w domu dla swojej rodziny. To jest coś, co łączy nas, bo mamy wspólne posiłki i podtrzymujemy też ciepło domowe i relacje, kiedy siadamy razem do stołu. Druga sprawa, staram się, żeby było zdrowo, bo wiem, jakie to ma znaczenie dla funkcjonowania każdego z nas. Ćwiczymy z mężem i ważne są dla nas pełnowartościowe dania.
Mam też taki talent, że kulinarnie potrafię zrobić coś z niczego. Patrzę, co mam w lodówce i tak łączę produkty, że sama później jestem pod wrażeniem.
Poza tym lubię gotować, to mnie bardzo relaksuje, a ostatnio moim pokazowym daniem są steki. Oczywiście nie brakuje w mojej kuchni dań tradycyjnych: ogórkowa, pomidorowa, krupnik to nasze ulubione zupy.
Nasze życie to dobra organizacja. Znajdzie się czas na wspólnych posiłek. Wiele rzeczy z Piotrem robimy razem, a czasem dzielimy zadania, bo inaczej się̨ nie da. Wiedziemy zupełnie normalne rodzinne życie, pełne trosk, obowiązków i radości. Miłość, dom i więź jaką zbudowaliśmy uważam za największą wartość.
Wyświetl ten post na Instagramie