Łukasz Płoszajski i DZIECIŃSTWO
Pamiętam, że dzieciństwo spędzałem na podwórku, z którego ciężko było mnie ściągnąć. To była kara, aby wracać do domu. Wycinaliśmy koszulki z brystolu, rysowaliśmy stopą trasy na piaskownicy i godzinami się grało w kapsle. Oczywiście była też piłka nożna, zabawa w chowanego, w dwa ognie, w podchody.
Od dziecka kochałem sport. Najpierw to było karate, później koszykówka, basen, tenis stołowy, więc mnóstwo czasu spędzałem na boisku, albo w hali sportowej.
Wyświetl ten post na Instagramie
To był fantastyczny czas! Ale było też wielkie marzenie - poznanie tego wspaniałego Zachodu, który był za granicą. Dla nas zupełnie niedostępnego. To marzenie zrodziło się, być może wtedy, kiedy tata kupił pierwszy magnetowid.
Okazało się też, że mam w sobie żyłkę przedsiębiorcy - stałem na giełdzie komputerowej i handlowałem grami. Kopiowałem je i sprzedawałem. Wtedy było to legalne. Miałem kilkanaście lat, a było mnie stać na to, żeby za swoje pieniądze kupić na przykład walkmana albo jakieś fajne buty. To był wielki powód do dumy.
Jeszcze coś kojarzy mi się z dzieciństwem. Raz w tygodniu szedłem do Empiku, gdzie kupowałem niemieckie „Bravo”. Wracałem z gazetą na przystanek autobusowy, gdzie obok stała buda z zapiekankami. Do dzisiaj pamiętam ich smak. Kiedy jestem w trasie teatralnej i zatrzymujemy się na stacji benzynowej, kupuję zapiekankę z pieczarkami. A z „Bravo” wycinało się plakaty Davida Hasselhoffa lub Dona Johnsona i wieszało je na ścianie. Każdy marzył, żeby tak wyglądać. Kiedyś podczas snu te wszystkie plakaty odkleiły się i spadły na mnie ze ściany.
Byliśmy zafascynowani ich modą, fryzurami, samochodami. Jeżeli ktoś sprowadził auto z Niemiec to miało ono niemiecką rejestrację. I my wtedy taką tablicę mogliśmy umieścić na motorynce - ta blacha, to był szczyt marzeń.
Wyświetl ten post na Instagramie
Łukasz Płoszajski i LĘK
Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy miałem jakieś problemy w szkole i oceny były trochę gorsze, to tata zawsze straszył mnie wojskiem. Jak zresztą chyba większość rodziców w tamtych czasach. Mówił, że jeżeli nie będę się uczył, to pójdę do wojska, a nie na studia. To była taka czerwona lampka, która uświadamiała mi, że jednak warto otworzyć ten podręcznik na dłużej. Nie był to może jakiś ogromny lęk, ale jednak motywował i na świadectwie miałem kilkukrotnie czerwony pasek, a do wojska nigdy nie trafiłem.
Jestem człowiekiem, który zawsze podchodzi optymistycznie do życia i ma jasno wyznaczony cel. Nigdy nie bałem się po niego sięgnąć. Zawsze byłem ambitny i odważny. Widziałem wyjście z każdej trudnej sytuacji. Bierność jest mi zupełnie obca, a jak udowodniły badania naukowe, najbardziej boimy się tego, co się nigdy nie wydarzy. A zatem zamiast fokusować się na lęku, uważam, że lepiej skupiać się na radości, bo to o czym myślimy, jest tym, co dokładnie czujemy. Więcej piszę o tym w mojej książce „Potęga umysłu”.
Wyświetl ten post na Instagramie
Łukasz Płoszajski i PRZYJAŹŃ
Mam wielu serdecznych znajomych i kilku przyjaciół. W dniu moich urodzin odezwał się do mnie kumpel, z którym całe dzieciństwo spędziliśmy razem. Tomek mieszka za granicą, pracuje w Parlamencie Europejskim. Kiedy zobaczyłem życzenia od niego, zrobiło mi się naprawdę bardzo miło.
To kolega z podwórka, z którym jeździliśmy na wakacje, graliśmy w gry, oglądaliśmy filmy na video. Nasi rodzice też się przyjaźnili. Mieszkaliśmy dosłownie blok w blok. Życie tak się potoczyło, że on wyjechał do Brukseli, a ja do Wrocławia. Do tej pory pamiętam jego numer telefonu, który już dawno nie istnieje, ale codziennie go kiedyś wykręcałem.
Wyświetl ten post na Instagramie
Miałem też fantastyczną paczkę przyjaciół pod Łodzią, gdzie mamy działkę od pokoleń. Tam spędzaliśmy wszystkie weekendy i przynajmniej trzy tygodnie wakacji co roku. Była nas banda około 20 dzieciaków, a potem nastolatków. Najpierw jeździliśmy na rowerach po lesie, z czasem przesiedliśmy się na motorynki.
Doskonale pamiętam imprezy, ogniska, podchody w lesie, kąpiele w stawach. Mieliśmy domek wybudowany na drzewie. Wiec trochę jak te dzieciaki z amerykańskich filmów, które były dla nas wzorem. Obecnie mam kilku sprawdzonych przyjaciół, na których mogę polegać. Nawet jeżeli nie widziałem się, czy nie słyszałem z nimi przez rok, mogę do nich zawsze zadzwonić i wiem, że nie zawiodą. I vice-versa.
Mojego syna też uczę tego: pamiętaj, że jestem twoim najlepszym przyjacielem. A taki przyjaciel potrafi i pochwalić i opieprzyć, kiedy jest taka potrzeba.
Łukasz Płoszajski i RODZINA
Dzięki rodzinie mam stabilne życie. Moim marzeniem zawsze było, żeby zostać rodzicem.
Pamiętam, jak z grupą przyjaciół spędzaliśmy już kolejnego Sylwestra w Zakopanem i wszyscy składali sobie życzenia. Wtedy powiedziałem żonie, że moim największym marzeniem jest zostanie w tym roku tatą. I tak też się stało.
Najbliżsi, dziecko, dom - dla mnie to poczucie bliskości, odpowiedzialności, serdeczności, które powinno cementować każdą rodzinę. Nie jesteśmy oczywiście „święci” i nasi sąsiedzi z pewnością słyszeli niejedną kłótnię za ścianą. Bo wiadomo, u wszystkich zdarzają się rzeczy przyziemne, które najczęściej wyprowadzają z równowagi, jak na przykład bałagan w pokoju, albo kolejna jedynka z matematyki. Ale to na pewno w życiu nie jest najważniejsze. Ocenę zawsze można poprawić, a bałagan się posprząta. Ważne, żeby wiedzieć, że jest ktoś, kto zawsze będzie dla nas wsparciem.
Wyświetl ten post na Instagramie
Łukasz Płoszajski i OJCOSTWO
Z synem robimy wiele rzeczy razem. Cieszę się, że w moim życiu zawodowym była przerwa w pracy, kiedy Mikołaj był mały. Spędzałem z nim wtedy bardzo dużo czasu.
Ta zażyłość, która wtedy została zbudowana, procentuje dzisiaj. Możemy ze sobą pogadać o wszystkim, pójść pograć w kosza, na mecz na trybuny, na bilard, pojechać na wycieczkę całodniową rowerem, wybrać się razem na kolację, żeby sobie po prostu usiąść i pogadać.
W wakacje staram się mieć dla niego więcej czasu, nadrabiać wszystkie te weekendy, kiedy mnie w nie ma w domu, bo po prostu gram gdzieś w Polsce. Mikołaj lubi przychodzić na moje spektakle - czasami nawet po kilka razy. Może kiedyś razem w czymś zagramy? Chciałbym, bo już dawno dostrzegłem w nim talent i charyzmę. Rozmarzyłem się.
Wyświetl ten post na Instagramie