2026-05-15

Motywował go lęk. Łukasz Płoszajski wspomina EMOCJE

Aktor serialu „Pierwsza miłość” i zadziwiający Haker Umysłu dla POLSAT.PL o tym, co go ukształtowało: od przyjaźni, przez wybryki, po rodzinę. Jak ważne jest dla niego ojcostwo? Jakie ma pasje? Cykl EMOCJE ukazuje nieznane oblicza osób, dzięki którym odbiorcy stacji od lat bawią się, wzruszają i ekscytują. Jaki naprawdę jest Łukasz Płoszajski?

Łukasz Płoszajski i DZIECIŃSTWO

Pamiętam, że dzieciństwo spędzałem na podwórku, z którego ciężko było mnie ściągnąć. To była kara, aby wracać do domu. Wycinaliśmy koszulki z brystolu, rysowaliśmy stopą trasy na piaskownicy i godzinami się grało w kapsle. Oczywiście była też piłka nożna, zabawa w chowanego, w dwa ognie, w podchody.

Od dziecka kochałem sport. Najpierw to było karate, później koszykówka, basen, tenis stołowy, więc mnóstwo czasu spędzałem na boisku, albo w hali sportowej.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Łukasz Płoszajski - Haker Umysłu (@lukaszploszajski)

To był fantastyczny czas! Ale było też wielkie marzenie - poznanie tego wspaniałego Zachodu, który był za granicą. Dla nas zupełnie niedostępnego. To marzenie zrodziło się, być może wtedy, kiedy tata kupił pierwszy magnetowid.

Okazało się też, że mam w sobie żyłkę przedsiębiorcy - stałem na giełdzie komputerowej i handlowałem grami. Kopiowałem je i sprzedawałem. Wtedy było to legalne. Miałem kilkanaście lat, a było mnie stać na to, żeby za swoje pieniądze kupić na przykład walkmana albo jakieś fajne buty. To był wielki powód do dumy.

Jeszcze coś kojarzy mi się z dzieciństwem. Raz w tygodniu szedłem do Empiku, gdzie kupowałem niemieckie „Bravo”. Wracałem z gazetą na przystanek autobusowy, gdzie obok stała buda z zapiekankami. Do dzisiaj pamiętam ich smak. Kiedy jestem w trasie teatralnej i zatrzymujemy się na stacji benzynowej, kupuję zapiekankę z pieczarkami. A z „Bravo” wycinało się plakaty Davida Hasselhoffa lub Dona Johnsona i wieszało je na ścianie. Każdy marzył, żeby tak wyglądać. Kiedyś podczas snu te wszystkie plakaty odkleiły się i spadły na mnie ze ściany.

Byliśmy zafascynowani ich modą, fryzurami, samochodami. Jeżeli ktoś sprowadził auto z Niemiec to miało ono niemiecką rejestrację. I my wtedy taką tablicę mogliśmy umieścić na motorynce - ta blacha, to był szczyt marzeń.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Łukasz Płoszajski - Haker Umysłu (@lukaszploszajski)

Łukasz Płoszajski i LĘK

Pamiętam z dzieciństwa, że kiedy miałem jakieś problemy w szkole i oceny były trochę gorsze, to tata zawsze straszył mnie wojskiem. Jak zresztą chyba większość rodziców w tamtych czasach. Mówił, że jeżeli nie będę się uczył, to pójdę do wojska, a nie na studia. To była taka czerwona lampka, która uświadamiała mi, że jednak warto otworzyć ten podręcznik na dłużej. Nie był to może jakiś ogromny lęk, ale jednak motywował i na świadectwie miałem kilkukrotnie czerwony pasek, a do wojska nigdy nie trafiłem.

Jestem człowiekiem, który zawsze podchodzi optymistycznie do życia i ma jasno wyznaczony cel. Nigdy nie bałem się po niego sięgnąć. Zawsze byłem ambitny i odważny. Widziałem wyjście z każdej trudnej sytuacji. Bierność jest mi zupełnie obca, a jak udowodniły badania naukowe, najbardziej boimy się tego, co się nigdy nie wydarzy. A zatem zamiast fokusować się na lęku, uważam, że lepiej skupiać się na radości, bo to o czym myślimy, jest tym, co dokładnie czujemy. Więcej piszę o tym w mojej książce „Potęga umysłu”.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Łukasz Płoszajski - Haker Umysłu (@lukaszploszajski)

Łukasz Płoszajski i PRZYJAŹŃ

Mam wielu serdecznych znajomych i kilku przyjaciół. W dniu moich urodzin odezwał się do mnie kumpel, z którym całe dzieciństwo spędziliśmy razem. Tomek mieszka za granicą, pracuje w Parlamencie Europejskim. Kiedy zobaczyłem życzenia od niego, zrobiło mi się naprawdę bardzo miło.

To kolega z podwórka, z którym jeździliśmy na wakacje, graliśmy w gry, oglądaliśmy filmy na video. Nasi rodzice też się przyjaźnili. Mieszkaliśmy dosłownie blok w blok. Życie tak się potoczyło, że on wyjechał do Brukseli, a ja do Wrocławia. Do tej pory pamiętam jego numer telefonu, który już dawno nie istnieje, ale codziennie go kiedyś wykręcałem.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Łukasz Płoszajski - Haker Umysłu (@lukaszploszajski)

Miałem też fantastyczną paczkę przyjaciół pod Łodzią, gdzie mamy działkę od pokoleń. Tam spędzaliśmy wszystkie weekendy i przynajmniej trzy tygodnie wakacji co roku. Była nas banda około 20 dzieciaków, a potem nastolatków. Najpierw jeździliśmy na rowerach po lesie, z czasem przesiedliśmy się na motorynki.

Doskonale pamiętam imprezy, ogniska, podchody w lesie, kąpiele w stawach. Mieliśmy domek wybudowany na drzewie. Wiec trochę jak te dzieciaki z amerykańskich filmów, które były dla nas wzorem. Obecnie mam kilku sprawdzonych przyjaciół, na których mogę polegać. Nawet jeżeli nie widziałem się, czy nie słyszałem z nimi przez rok, mogę do nich zawsze zadzwonić i wiem, że nie zawiodą. I vice-versa.

Mojego syna też uczę tego: pamiętaj, że jestem twoim najlepszym przyjacielem. A taki przyjaciel potrafi i pochwalić i opieprzyć, kiedy jest taka potrzeba.

Łukasz Płoszajski i RODZINA

Dzięki rodzinie mam stabilne życie. Moim marzeniem zawsze było, żeby zostać rodzicem.

Pamiętam, jak z grupą przyjaciół spędzaliśmy już kolejnego Sylwestra w Zakopanem i wszyscy składali sobie życzenia. Wtedy powiedziałem żonie, że moim największym marzeniem jest zostanie w tym roku tatą. I tak też się stało.

Najbliżsi, dziecko, dom - dla mnie to poczucie bliskości, odpowiedzialności, serdeczności, które powinno cementować każdą rodzinę. Nie jesteśmy oczywiście „święci” i nasi sąsiedzi z pewnością słyszeli niejedną kłótnię za ścianą. Bo wiadomo, u wszystkich zdarzają się rzeczy przyziemne, które najczęściej wyprowadzają z równowagi, jak na przykład bałagan w pokoju, albo kolejna jedynka z matematyki. Ale to na pewno w życiu nie jest najważniejsze. Ocenę zawsze można poprawić, a bałagan się posprząta. Ważne, żeby wiedzieć, że jest ktoś, kto zawsze będzie dla nas wsparciem.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Łukasz Płoszajski - Haker Umysłu (@lukaszploszajski)

Łukasz Płoszajski i OJCOSTWO

Z synem robimy wiele rzeczy razem. Cieszę się, że w moim życiu zawodowym była przerwa w pracy, kiedy Mikołaj był mały. Spędzałem z nim wtedy bardzo dużo czasu.

Ta zażyłość, która wtedy została zbudowana, procentuje dzisiaj. Możemy ze sobą pogadać o wszystkim, pójść pograć w kosza, na mecz na trybuny, na bilard, pojechać na wycieczkę całodniową rowerem, wybrać się razem na kolację, żeby sobie po prostu usiąść i pogadać.

W wakacje staram się mieć dla niego więcej czasu, nadrabiać wszystkie te weekendy, kiedy mnie w nie ma w domu, bo po prostu gram gdzieś w Polsce. Mikołaj lubi przychodzić na moje spektakle - czasami nawet po kilka razy. Może kiedyś razem w czymś zagramy? Chciałbym, bo już dawno dostrzegłem w nim talent i charyzmę. Rozmarzyłem się.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Łukasz Płoszajski - Haker Umysłu (@lukaszploszajski)

Oficjalny profil POLSAT na Instagramie - @polsatofficial

Oficjalny profil POLSAT na TikToku - @polsat