2026-04-24

„Lęk to piekło na ziemi”. Piotr Mróz złe EMOCJE oddaje Bogu

Aktor „Gliniarzy”, zwycięzca „Tańca z Gwiazdami”, synek rodziców i świadek cudów. Piotr Mróz jest doskonale znany widzom Polsatu i fanom śledzącycm jego media społecznościowe. W specjalnym wywiadzie opowiedział jednak o tym, czym zwykle nie dzieli się publicznie. Cykl EMOCJE ukazuje nieznane oblicza osób, dzięki którym odbiorcy stacji od lat bawią się, wzruszają i ekscytują. Jaki naprawdę jest Piotr Mróz?

Piotr Mróz i DZIECIŃSTWO

Moje dzieciństwo spędziłem w Różanie nad Narwią w pięknym miejscu pełnym przygód. Dziesięć kilometrów od domu znajdowała się opuszczona żwirownia, która pozostawiła po sobie duże akweny - wyglądały jak jeziora polodowcowe. Rodzice chodzili tam ze mną i rodzeństwem na spacery. Pamiętam niedzielną tradycję: na Polsacie leciał program Disco Polo Live i Disco Relax, który namiętnie oglądał mój tato. Kiedy się kończył, był to dla nas sygnał, że za moment idziemy nad rzekę.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Piotr Mróz (@piotrmroz1988)

W domu było nas czworo - mój brat bliźniak, nasz starszy brat i młodsza siostra. Spędzaliśmy czas wesoło i aktywnie. Jeździliśmy na wszelkiego rodzaju motorynkach i motocyklach. Do dzisiaj posiadam unikatową czeską Jawkę z 1996 roku, która od nowości znajdowała się w naszej rodzinie. Najpierw miał ją ojciec chrzestny mojego taty, a potem mój ojciec, następnie dał komuś z rodziny. Pamiętam, że uzbierałem 50 zł i odkupiłem motocykl, żeby nie trafił na złom.

Zamiłowanie do jednośladów zostało mi na zawsze. Od dziecka majsterkowaliśmy przy tych WSK-ach i innych pojazdach i uczyliśmy się dzięki temu mechaniki. Obok znajdowało się złomowisko, na które szliśmy i braliśmy to, co potrzeba. Kiedy dorastaliśmy w telewizji leciał serial „Gliniarz i prokurator”, więc tematyka policyjna była ze mną od dziecka.

Z braćmi najczęściej bawiliśmy się w policjantów i złodziei - jeden uciekał, a reszta go goniła. Dołączało do nas rodzeństwo cioteczne i prowadziliśmy śledztwo. Innym razem w pobliskim lesie wykopaliśmy dół, który funkcjonował jako bunkier. Nie zabrakło też domku na drzewie, który również sami zbudowaliśmy.

Kiedy dostaliśmy swoje pierwsze rowery, wydeptaliśmy na polu ścieżkę, żeby móc się tam ścigać. Potem okazało się, że było tam wysiane żyto, więc dostaliśmy za to niezły ochrzan. Lubię wracać do mojego rodzinnego domu i bywam tam bardzo często. Teraz mieszkam na obrzeżach Warszawy, przy wylotówce na Różan. Od rodziców dzieli mnie tylko osiemdziesiąt kilometrów - potrafię pojechać do nich na godzinę, dwie i wrócić.

Wspaniale jest powspominać dzieciństwo. Czasem w snach wracam do tych czasów. Czuję jakiś zapach i on przenosi mnie daleko stąd. Powstaje też refleksja, jak szybko to wszystko mija. Mam prawie 40 lat, a wydaje się, jakby to było wczoraj.

Piotr Mróz i WIARA

Moi rodzice są wierzący, ale tak normalnie. Mama starała się nas zmobilizować, żebyśmy w niedzielę chodzili do kościoła. I tyle. Bliskie relacje z Bogiem pojawiły się u mnie, kiedy zmarł mój dziadek. Tego dnia rano przyszedł wujek i ogłosił smutną wiadomość. U nas wisiał obraz Jezusa Miłosiernego, czyli ten „Jezu ufam Tobie”. Uklęknąłem przed nim i po swojemu zacząłem się modlić. Z perspektywy czasu uważam, że to był ten moment, w którym Bóg zaprosił mnie do tej relacji, która trwa do dzisiaj.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Piotr Mróz (@piotrmroz1988)

Dla mnie On jest swego rodzaju psychologiem, który zawsze wysłucha. Czułem, że Bóg naprawdę chce dla mnie dobrze, mimo że go nie widziałem.

Trzeba mieć w kimś oparcie i wierzyć w to, że jest nad nami i czuwa siła nieskończenie potężna, która tym wszystkim zarządza. Gdy się obdarzy ją zaufaniem, można zdjąć ze swoich barków nieco odpowiedzialności. Najlepiej oddać swoje życie w ręce kogoś potężniejszego od nas i od razu jest lżej. Relacje z Bogiem nie są łatwe, ale jak pojawią się problemy, wierzę, że wszystkie rozwiąże.

W 2011 roku odwiedziłem święte miejsce Medziugorie. Stamtąd przywiozłem dziesiątkę różańca, która zawsze jest ze mną. Rok później jechałem busem i nic nie wskazywało na to, że zaraz wydarzy się jakaś katastrofa. Dachowałem i auto zatrzymało się na kołach, ale w przeciwnym kierunku do tego, w którym się poruszałem.

Siedziałem we wgniecionym samochodzie i nie mogłem się za bardzo ruszać. Szkło poleciało w moją stronę. Okazało się, że nie miałem większych obrażeń. Jedynie małe skaleczenie na nodze. Siedziałem w niewygodnej pozycji i próbowałem wypchnąć drzwi. Udało się i wypadłem na asfalt rękami do przodu, a między nimi był mój różaniec. Nie wiem fizycznie, jak on się tam znalazł, ale ja to nazywam cudem.

Kiedy rozmawiam z ludźmi o wierze, próbuję zrozumieć ich podejście. Nie chcę ich ewangelizować, nawracać, bo nie sądzę, żebym był kompetentny. Bardziej wchodzę w polemikę, zadaję im pytania. Nie skreślam ludzi, którzy nie wierzą. Dla mnie liczy się każdy człowiek. Uważam, że osoby z dużymi zasięgami, które naprawdę utożsamiają się z naszą wiarą, w momencie, kiedy jest atakowana, powinny swoim autorytetem bronić jej wszystkimi możliwymi sposobami.

Nie mówię, żeby biegać z krzyżem i wołać: „Nawróćcie się!”. Chodzi mi tylko o to, żeby nie wstydzić się głośno mówić, że wierzę w Boga.

Dla mnie budujący jest fakt, że coraz więcej osób medialnych mówi o swojej wierze. Nie wiem ilu sprowadzi to na drogę wiary, ale część z nich na pewno się zastanowi, pomyśli nad tym, zatrzyma się. Znam kilka osób wierzących, które bojąc się o pozycję w pracy, nie przyznają się do Boga. Nie staną w obronie swoich wartości, żeby nie być odrzuconym przez swoje środowisko. Ja mam to gdzieś. Nie zawsze wychodzi mi to na dobre, ale mówię to, co czuję, a nie to, co komuś się spodoba.

Piotr Mróz i AUTORYTET

Wychodzę z założenia, że Pan Bóg stawia na naszej drodze ważnych ludzi i dla mnie taką osobą jest mój przyjaciel Robert. To wzór do naśladowania. Ma rodzinę, wiarę i jest moim autorytetem. Bardzo często, kiedy pewnych rzeczy nie rozumiałem, zadawałem sobie różne pytania, to dzwoniłem do niego.

Jak byłem młodszy, moim autorytetem był Adam Małysz, bo chciałem być skoczkiem! I oczywiście Jan Paweł II. Niedawno uświadomiłem też sobie, jakim heroizmem kierowali się Powstańcy Warszawscy. Młodzi, często niespełna 20-letni, a już tak dojrzali. Dzisiaj brakuje nam takich bohaterów.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Gliniarze Official (@gliniarzeofficial)

Piotr Mróz i STRES

Miewam napady lękowe i to jest coś strasznego.

Czasem jak mnie zaatakują w nocy, to jedynym rozwiązaniem, które przychodzi mi wtedy do głowy, to wyskoczyć oknem. Nikt kto tego nie doświadczył, nie jest w stanie wyobrazić sobie tego piekła na ziemi.

Chodziłem do różnych psychologów i nikt nie był w stanie mi pomóc. Pewnego dnia poszedłem do kościoła wyspowiadać się. Nie wspominałem księdzu ani słowem o swoich lękach, a on zadał pytanie: „Od kiedy masz te lęki?”. To było dwa lata temu. Ksiądz powiedział mi wtedy, żebym oddał wszystko Bogu i zawierzył mu. Żebym powiedział: „Panie Boże, Ojcze mój w niebie, nie radzę sobie z tym, zabierz to ode mnie”. Później, kiedy mnie te lęki napadały, powtarzałem te słowa, czyli oddawałem je komuś potężniejszemu i nie zostawałem z tym sam. Dopiero to mi pomogło.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Piotr Mróz (@piotrmroz1988)

Piotr Mróz i SPORT

Sport od początku był obecny w moim życiu. Rodziców nie było stać na to, żebym mógł uprawiać go zawodowo, bo to się wiązało z wysłaniem mnie do innego miasta. Moja miejscowość nie oferowała takich możliwości.

Trenowałem biegi i skoki narciarskie, tak po swojemu, jeżeli zima na to pozwalała. Byłem oczywiście zafascynowany Adamem Małyszem. Sam sobie zrobiłem na górce wyskok i ćwiczyłem. U dziadka znalazłem stare narty w szopie, kiedy byłem jeszcze w gimnazjum. Pomalowałem je w barwy firmy, na których skakał mój idol. Mam je do dziś i jak byłem w Zakopanem to widziałem takie same w muzeum.

Pamiętam, że jak spadł pierwszy śnieg i miałem lekcje do 14, to modliłem się, aby nie stopniał. Wracałem do domu i szybko pędziłem 1,5 kilometra na górkę, aby poskakać. W niedzielę pakowałem narty na sanki i ciągnąłem je przez te zaspy. To mnie zawodowo zbudowało i wydaje mi się, że dzięki temu mam wysoką etykę pracy. Posiadam taką samodyscyplinę, że mógłbym w sporcie osiągnąć wiele.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Piotr Mróz (@piotrmroz1988)

Poza tym trenowałem boks i lekkoatletykę. W szkole robiłem rekordy w biegach, w skoku w dal. Teraz jestem amatorsko zafascynowany kajakarstwem górskim. To są wąskie, ekstremalnie wywrotowe kajaki i trzeba było się z nimi zaprzyjaźnić. Uczyłem się tego przez 10 lat, a od trzech mam drugi kajak, jeszcze bardziej wyczynowy. Mieszkam nad Kanałem Żerańskim, więc po prostu zabieram go ze sobą i już jestem na wodzie. Jeżeli mam dzień wolny, to zaczynam go od biegu na 10 km. Jem śniadanie i kajakiem płynę 5 km. Wracam i za jakiś czas idę na siłownię, robię jeden trening, który kończę godzinnym cardio.

Jak sięgam pamięcią do „Tańca z Gwiazdami”, to widzę, jak bardzo byłem w ten program zapatrzony. Potrafiliśmy z Hanią Żudziewicz skończyć pięciogodzinny trening, a ja jeszcze czułem, że mogę solóweczkę poprawić.

Sala nie była już dostępna, więc szedłem do sali fitness w mojej siłowni i przed lustrem przez kolejne trzy godziny „klepałem” ten kawałek. Myślę, że w dużej mierze dzięki temu wygraliśmy ten program. I dziękuję Polsatowi za to, że dał mi szansę wykazania się również na tym polu.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Piotr Mróz (@piotrmroz1988)

Oficjalny profil POLSAT na Instagramie - @polsatofficial

Oficjalny profil POLSAT na TikToku - @polsat