Taka sytuacja
Nominacje wyłoniły skład pojedynku w parach. W jednej znaleźli się Henryk i Aksel, a w drugiej Wojtek i Rafał. Wygrani mieli zapewnione bezpieczeństwo, a przegrani trafiali pod głosowanie. Odpaść miał tylko jeden farmer. Zarówno Henryk, jak i Aksel, byli pewni, że większość koleżeństwa obstaje za nimi. Starszy zamierzał więc jedynie marnie pozorować walkę o zwycięstwo.
Na szczęście?
Wielki dzień zaczął się jak każdy inny - od obrządku. Karolina z Akselem znów się na pokaz kłócili, a Wikingowie nie byli niczego świadomi. Jeden z nich, Henryk, został przeciągnięty przez krowę. Całe plecy miał w łajnie, ale przyjął to na wesoło, podobnie zresztą jak pozostali. Później całkiem ładnie i kolorowo wystroił się w ponczo. - Ale wyglądasz profesjonalnie - skomentowała Agnieszka.
Koguciki
Im bliżej pojedynku, tym bardziej Henryk i Aksel nawzajem sobie dogryzali. - Nie obawiam się, nie lękam się, wiking jestem - rzucił przy Paulinie i miłośniku sztuk walki Henryk. - Przestań gadać, przestań się ośmieszać, że jesteś jakimś wikingiem. Oni z toporami latają, a ty jesteś zwykłym gwizdkiem - odparł Aksel.
Traktoriada
Bojowe nastroje w grupie, czas więc ruszyć na wielkie starcie. Plan był dobry, ale czy wykonanie też takie będzie? W deszczu farmerów przywitały siostry Milena Krawczyńska i Ilona Krawczyńska. Oba duety - Rafał i Wojtek oraz Aksel i Henryk - miały walczyć o zwycięstwo w wielkim pojedynku traktorów. Jedna osoba z każdej drużyny musiała pokonać ciągnikiem tor, unikając potrącania pachołów. Następnie opuścić pług i za jego pomocą odsłonić na polu deski z podkowami. Zadaniem drugiej osoby było odnalezienie podków, oddzielenie ich od drewna i zarzucenie na palik. Liczba podków wzrasta wraz z liczbą potrąconych pachołków. Wszystko jasne? No to start!
Orka na ugorze
Na ciągniki wsiedli Aksel i Wojtek. Ruszyli! Obaj nie zamierzali odpuszczać, ale czy wystarczało im umiejętności? Wiking został z tyłu, a jego rywal przegrywał... ale ze swoją naturą wojownika. Wreszcie jednak sobie przypomniał, po co tu jest i zaczął strącać pachołki. Wojtek kręcił kierownicą po profesorsku. W końcu opuścili pługi i zaczęli orkę.
Skonfliktowanemu duetowi szło aż za dobrze! W końcu jednak Henryk zaczął wyraźnie sabotować ich działania. Udawał, że nie widzi desek albo zbierał je bardzo wolno. Aksel teatralnie darł się na niego, ale nic to nie dawało. Problem w tym, że drugi duet mimo wszystko i tak był daleko w tyle. Trzeba było naprawdę się postarać, żeby dać Wojtkowi i Rafałowi wygrać...
One w szoku
- Czegoś takiego jeszcze nie widziałam na farmie - komentowała Ilona Krawczyńska to, jak Henryk rzucał podkowami. Wszędzie tylko nie do celu. Aksel aż ryczał ze złości i to chyba nawet szczerze. - Czy wy nadal bierzecie udział w pojedynku? - dopytywała prowadząca.
Rafał tymczasem szukał czwartej deski za pomocą łopaty. Ale nic z tego! Widząc sabotaż Henryka, siostry ADiHD postanowiły zadziałać. - Wojtek, Rafał, naszą decyzją możecie kopać w nieskończoność lub pomimo niestrącenia żadnego pachołka narzucić na pal wszystkie podkowy, które udało wam się odnaleźć.
Oni nie
Duet zastosował się do rad. Rafał wziął się za rzucanie i w końcu wszystkie podkowy trafiły na miejsce. W ten sposób wygrali ten osobliwy pojedynek i zapewnili sobie bezpieczeństwo. Henryk i Aksel mieli spakować swoje tobołki i oczekiwać wyników głosowania.
Zachować godność
Henryk był pewien, że zostanie na farmie. W końcu nie na darmo realizował swój plan. Podobnie zresztą Aksel. Pewne było jedno: lojalność sojuszników zostanie wystawiona na solidną próbę. - Mam w planach pokazać mu, kto to jest wojownik i jak się zachowuje gość z honorem. Nie mogę dać się sprowokować - mówił widzom Aksel. A Henryk? - Najważniejsze to wyciszyć emocje i unikać Aksela. Chilloucik, obrządek, woda, jedzonko, spanko - stwierdził. Też zamierzał unikać triumfalizmu.
Kurtyna w górę
Ostatni akt w kilkudniowym teatrzyku zdecydowanie się zbliżał. Wraz z prowadzącymi, które o zmroku zawitały powtórnie na farmę. Zaprosiły wszystkich na narady i liczenie głosów. Henryk i Aksel otrzymali skrzynki. W każdej z nich ukryty był kłos. - Złoty oznacza bezpieczeństwo, czarny koniec tej przygody - wyjaśniły Ilona i Milena Krawczyńskie.
Zdecydowali
Panowie otworzyli szkatułki. Mina Henryka przypominała wielki polny kamień. Za jego odpadnięciem głosowali wszyscy poza Wojtkiem! Zarzucali mu irytujące zachowania, wulgarność, pychę... - Spoko, okej - skomentował przegrany. Aksel natomiast zachował się, jak przystało na byłego Farmera Tygodnia. - Pewnie każdy myśli, że będę cię cisnął, ale nie. Szacuneczek - powiedział, podchodząc do starszego rywala i przybijając mu „piątkę”. Zrobiło to duże wrażenie na wszystkich, a zwłaszcza na Agnieszce.
Rozliczenie się z samym sobą
- Dzięki wam za współpracę, fajnie było, superancko. Trzymajcie się, hej, pa! - pożegnał się ze wszystkimi. Do widzów skierował jeszcze kilka zdań, przeprowadzając swoisty rachunek sumienia. - Grałem w swoją grę, a ktoś w tę grę okazał się lepszy. Przyszedłem i pograłem sobie na emocjach, a wszystko przerodziło się w coś innego. Miało być podśmiewanie i podenerwowanie, a za grubo poszło to wszystko. Diabeł wychodzi z człowieka konkretny, a to miało być dla gry - mówił. - Pewnie, że szczerze żałuję. Wszyscy się czegoś tu uczymy - przyznał. Wspominał też miłe chwile, jak rozmowy z Rolandem, żarty z Karoliną, czy nawet z Akselem. W końcu zamknął za sobą bramę i opuścił farmę.
Patrzeć w przód
Osamotniony Wojtek musiał teraz wszystko przemyśleć. - Na pewno przykro, od początku tutaj razem... - zauważył. Agnieszka wytłumaczyła mu, że nie dało się już dłużej znosić zachowania Henryka. Radość pozostałych była natomiast dość stonowana. Aksel nieco się wyłamał. - To jest mój najszczęśliwszy dzień na tej farmie - przyznał wprost.
Przyszłość niosła nowe niespodzianki, bo Aksel nie ufał Karolinie i Agnieszce.
„Farma” od poniedziałku do czwartku o godz. 20:30 oraz „Farma - finał tygodnia” w piątek o godz. 19:55 w Polsacie.