2018-06-10

Sopocki Hit Kabaretowy 2017: Życie jest piękne

0

Wieczór pełen salw śmiechu i doskonałej rozrywki prosto z Opery Leśnej na bis. Co roku sopocka scena należy do kabaretowej elity, która ściera się w pojedynku na najzabawniejsze skecze i piosenki. Pierwszą część przypomnieliśmy w niedzielę 3 czerwca, a drugą 10 czerwca.

Rozrywkowe show rozpoczęło się od optymistycznej z pozoru piosenki „Słodkiego miłego życia”, którą wspólnie zaśpiewali prowadzący Ewa Błachnio oraz Marcin Wójcik. Duet żywiołowo zachęcał do zabawy publiczność w amfiteatrze i namawiał do pomocy w refrenie.

- Witam państwa serdecznie w tej pięknej klimatyzowanej sali - rozpoczął Piotr Bałtroczyk i od razu pochwalił się swoim niecodziennym hobby. Okazało się, że satyryk inwestuje w nietypowe nieruchomości: zabytkowy młyn wodny, dworzec kolejowy, wieża ciśnień, stare domy. - Kupuję, remontuję i... nie mam co z tym zrobić - podkreślił i skupił się na budowlańcach, którzy z racji zawodu regularnie uczestniczą w jego pasji. Dowiedzieliśmy się m.in. jakie są tajemne zaklęcia fachowców: „będzie pan zadowolony”, „taniej się nie da”, „do czwartku skończymy” i że stały duet majstrów to Czesiek i Heniek, ewentualnie Marian.

Kabaret Smile w skeczu „Zapytaj mamy” zaprezentował scenkę, gdzie te same wydarzenia widziane oczami mężczyzny i kobiety znaczą zupełnie coś innego. A w środku całego zamieszania rozdarty syn, biegający od rodzica do rodzica, żeby uzyskać odpowiedzi na proste pytania lub przekazać co wylegujący się tatuś chce przekazać przebywającej w kuchni mamusi. - Ty musisz szybciej biegać, bo wyhamowujesz kłótnię - usłyszał. Ech, co za rodzinka.

W skeczu „Sanatorium” Kabaret Ani Mru-Mru zaprezentował rozmowę syna z emerytowanym ojcem, któremu postanowił pomóc przygotować się do wyjazdu na kurację. - Walizkę z pawlacza zdejmij, spakować się muszę - przypominał kilka razy schorowany tatuś. - I kaszkiet, ten czerwony, ciepły. Bez kaszkieta nie jadę. No i pidżamę zapisz, ona jest najwygodniejsza, poza tym się najszybciej zdejmuje, hehe - dodał. - Rodzaj schorzenia? - spytał syn, robiąc notatki o skierowaniu. - Refluks - padła odpowiedź. - Nie nerwica? - dopytywał się dalej syn. - Nerwica to cię urodziła!!! Rozumiesz to! - padła odpowiedź pełnego wigoru starca.

Mariusz Kałamaga nawiązał m.in. do znajomości z kilkoma „żultelmenami”, a szczególnie niejakim Ambrożym oraz nauki w szkole muzycznej. Z całą mocą zaznaczył, że zdecydowanie lepiej mieć tam dziecko ćwiczące na flecie niż na harfie...

Salwy śmiechu wywołał „Wiesiek” z Kabaretu Skeczów Męczących, dobrze znany pacjent specjalistycznego szpitala. Najpierw przyznał się, że jest chory na „przeztwe”. - Przez twe oczy zielone, zielone, oszalałem... - zaśpiewał. Potem zaproponował lekarzowi „Wieśxit” i przedstawił papier na wyjście. Od samego prezydenta! - Ja nic nie podrabiałem. Przecież Andrzej wszystko podpisuje - wskazał. Potem sam siebie przekonywał, że „jedyna, która się stara, to jest Platforma, bo oni codziennie mają nowy program” oraz, że „najrozsądniejszy to Liroy”. - Trzymam kciuki, żeby zalegalizował marihuanę. Jak już się tak dobrze naćpamy, to nic nam w tej Polsce nie będzie przeszkadzać - podsumował.

W drugim skeczu Kabaretu Skeczów Męczących byliśmy świadkami nowej wersji „Potopu”, kręconej pod dyktando Ministerstwa Kultury i Dziewictwa Narodowego. „Na wielkoluda waść nie wyglądasz” - tę kwestię do zmiany zalecił sam prezes. No i sceny przeniesiono z Częstochowy do Torunia...

Kabaret Młodych Panów zabrał publiczność do „Zajezdni BOR”. - O Boże, co się dzieje w BOR-ze? - padło kluczowe pytanie. Przypadki Misiewicza, wypadek Antoniego... - Weź trzech naocznych świadków i jedź - wydał zadanie dyspozytor jednemu z kierowców. - Sprawa wagi państwowej. Tak jest! Grube ciasto, rukola, podwójny ser - zanotował kolejne zlecenie dyżurujący przy aparacie. - A ty młody pojedziesz na narty z głową państwa - wskazał „nowemu”. - A właściwie to czemu chcesz tu pracować? - padło pytanie. - Lubię BMW i u was się można porozbijać - usłyszeli.

Drugą część rozpoczęły... Łobuzy! Żarty żartami, ale nie mogło zabraknąć wyjątkowych gości muzycznych. Przecież nic tak nie rozkręci dobrej imprezy jak hit „Ona czuje we mnie piniądz”.

Kabaret Zachodni potwierdził, że są na świecie fachowcy, którzy nie liczą pieniędzy, a do tego nie obowiązują ich terminy, biorą zaliczki i wracają do pracy kiedy chcą. „Majster” trafił do szkoły. - Marian Knot. „Remonty pod klucz” - przedstawił się. - Chcemy stojak pod sztandar - zleciła zadanie pani dyrektor. - Ja nie będę narażał życia dla kawałka szmaty na patyku - wyszło na to, że zadanie przerosło fachowca... bo „na prawdziwego majstra robota czeka, a jak nie czeka, to mu nawet pasuje”.

- To Opole, to gdzie to jest? - spytała Hela. - Z tego co słyszałem to w Kielcach - odpowiedział Marian, który po chwili oświadczył, że „podjął decyzję prokreacyjną”, skuszony 500+. Szybko mu jednak odeszło i pojawiły się myśli samobójcze. - Ty to jesteś jak ten złoty pociąg. Tunel jest, pociągu nie ma - wskazał. Kabaret Koń Polski wziął się za politykę. - Czego mi brakuje, żeby być premierem? Broszkę mam na miejscu - zwróciła się do męża Hela. - Jeszcze ja się na ten układ załapię z moim wzrostem. Schowam się za plecami i będę pociągał za sznurki - wpadł na pomysł Marian.

Jakie święto dotyczy Jerzego Kryszaka? - Światowy Dzień Ochrony Zabytków - tak występ kolejnej kabaretowej gwiazdy zapowiedział Marcin Wójcik. - Przepraszam, ale patrzę czy się coś ze mnie nie sypie - zreflektował się jeden z najpopularniejszych satyryków w Polsce i przeszedł do rzeczy. Było politycznie. Także o Operze Leśnej. - Jakby przyjechał Szyszko i wyrżnął ten rachityczny lasek, to byłby tu... piasek. A tak macie teraz namiot w krzakach - podkreślił. Czy to byłaby dla Sopotu dobra zmiana? Po pełnym smaczków monologu zrobiło się nieco poważniej, a wszystko za sprawą piosenki „Marionetki”, zaśpiewanej przez Jerzego Kryszaka na melodię znanego utworu „Parasolki” Marii Koterbskiej.

Formacja Chatelet przedstawiła scenkę „Pan Józef u terapeuty”. Bohater pojawił się w gabinecie z trzynastą żoną przekonany o swojej ostatecznej decyzji. - Musimy się rozwieść i nie ma się nad czym rozwodzić - zaznaczył. Pranie brudów to specyfika takich miejsc, więc można było poznać sporo intymnych tajemnic pary. - Do czego można porównać wasz związek? - spytał w pewnym momencie specjalista. - Bo ja chcę orać, a Sabinka leży odłogiem - odparł staruszek.

Kolejny na scenie zaprezentował się monologujący Grzegorz Halama, który podjął temat palenia. Jak się okazało rzucał i tył, rzucał i tył... - To była akcja mojego życia. Jestem gruby i palę - wyznał. - Lata siedemdziesiąte. Dziecko w pokoju. Won na balkon! - opowiedział, jak to kiedyś było z nałogiem jego ojca, przy którym w małym mieszkaniu biernie palił dwie paczki dziennie. A dziś? Wspiera jak może budżet państwa i przychody z akcyzy, prosząc o należyte traktowanie zasłużonych palaczy. - Muszę kończyć, bo mi się palić chce - pożegnał się z publicznością. #wspieramHalame.

Czy można się nauczyć tańca w weekend? Doskonale znany wszystkim mim Ireneusz Krosny zaprezentował „Historię tańca”, a na finał wszyscy przedstawili krótkie formy kabaretowe.

Zobacz także:
Sopocki Hit Kabaretowy 2018: Na zdrowie! Kuracja śmiechem

Komentarze
© Polsat 2018